Może jestem naiwny, ale wierzę w ludzi i siłę natury, chociaż odrobina ostrożności nie zawadzi...
Zgadzam się co do nie podawania szczegółowych danych odnośnie motyli dziennych, bo są one w większości trwale związane z miejscem na którym występują: przytaczany Ch. briseis, L. helle, Parnassiusy, C. palaeno i wiele innych, ale i tu są wyjątki: C. erate, C. crocea, P. edusa.
W przypadku "motyli nocnych" ta zasada nie jest już tak oczywista - bez wahania podaję np. miejsce występowania A. atropos i konia z rzedem temu, kto w tym samym sezonie złapie tam kolejne osobniki.
Odnośnie
E. quadripunctaria - na wymienionych przeze mnie stanowiskach jest ona na tyle rzadka, że nie gwarantuję jej odnalezienie w każdym sezonie... Bywały lata, że w miejscu w którym świecę była częściej spotykana od
C. dominula! Ale pamiętam też taki rok, w którym C. dominula wystąpiła w ilości kilkudziesięciu sztuk przy lampie w ciągu jednej nocy i widoku tego nie zapomnę do końca życia...
Dalej - od kilkudziesięciu lat świecę częściej lub rzadziej w tym samym miejscu, ok. kilometr ode mnie świecił równie często mój kolega, Paweł B., tak że widzieliśmy nawzajem światła naszych lamp. Co ciekawe - bywały lata, że któryś z nas łowił gatunki, które nigdy nie udało się złapać drugiemu! Nie mówiąc już o takich sytuacjach, kiedy przez rok lub parę lat z rzędu jakis gatunek był liczny, by nie powiedzieć pospolity, po czym "znikał" z naszego terenu i tu wymienie choćby Odontosia carmelita, Leucodontia bicoloria, Ptilodon cucullina bardzo liczne parę lat temu, a nieobecne w tym i ubiegłym roku...
Przykłady można by mnożyć w nieskończoność.
Reasumując chodzi mi o to, że nawet podanie kwadratu UTM nie gwarantuje sukcesu odnalezienia danego gatunku w terenie, chyba że ktoś posiada znaczną wiedzę i dużą dozę samozaparcia. Ale i wówczas czasami przydaje się przysłowiowy łut szczęścia...
