Upór w zbieraniu owadów

Ciekawostki, różności, inne sprawy.
Awatar użytkownika
Jacek Kurzawa
Posty: 9688
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 19:35
UTM: DC30
Specjalność: Cerambycidae
profil zainteresowan: Muzyka informatyka makrofotografia
Lokalizacja: Tomaszów Mazowiecki
Podziękował(-a): 22 times
Podziękowano: 9 times
Kontakt:

Upór w zbieraniu owadów

Post autor: Jacek Kurzawa »

Upór jest potrzebny we wszystkim, ale w entomologii bez niego nie ma szans na dobre wyniki. Często bywa tak, że siedząc wygodnie w domku marzymy o pracy w terenie, ale gdy już jesteśmy w terenie, coś idzie nie tak - albo było "pite" z miejscowymi, albo trzeba skądś załatwić chleb albo koleżanka czeka spragniona albo koledzy oddają się "rozpuście" pijąc zimne piwo w cieniu potoku, budując przy tym tamę na pstrągi! Mnie przytrafiły się wszystkie powyższe historie, ale opowiem o tych dwóch ostatnich przypadkach.

W Bieszczadach w drugiej połowie lipca letnie upały sięgają zenitu. Wcale nie jest łatwo ruszyć się w teren. Upał w samo południe wprost uniemożliwia wszelką działalność (ale nie najbardziej wytrwałym). I tak po kilku dniach penetracji terenu już właściwie powinienem zająć się moją towarzyszką, która dzielnie znosiła trudy wyprawy chodząc po kamienistych drogach. Niestety, następnego dnia upał był tak wielki, że .... nie mogłem tego odpuścić!!! Licząc na "ekscesy" przeprosiłem ją kilkukrotnie i udałem się na poszukiwania. "Może nie powinienem" biłem się z myślami cały czas, ale ... owady były. Dzieją się cuda w upały. Mnie się zdarzył taki "cud" - na baldaszku siedział razem z wonnicami kozioróg bukowiec (Cerambyx scopoli). Moja radość była wielka a wracając cieszyłem się głównie z nagrody za wytrwałość.

Był też drugi taki raz, też w Bieszczadach. Mój kolega przed samym wyjazdem skrzyknął się jeszcze z innym kolegą... - wędkarzem, co specjalnie nie podobało mi się, bo jechaliśmy na owady a nie na ryby. No i trzeciego dnia kolega oznajmił, że "jest za duży upał" i on będzie budował tamę na pstrągi, bo złowią ich wtedy więcej... Mało tego, zaczęli mnie namawiać do tego. Niestety, pomimo wielu namów z ich strony udałem się w teren sam. łowienie owadów wtedy już zawisło na włosku....
1,5 km od miejsca w którym rozdzieliłem się z chłopakami, idąc spokojnie drogą wszedłem niemal na siedzącego na kwiatku .. perłowca pandorę (Pandoriana maja)!!!! Był to świeży okaz samicy w stanie nie wskazującym na loty, co lubi większość motylarzy ;-) Jednym ruchem siatki odłowiłem okaz - podniecenie i radość była wtedy ogromna!!! (to jest ta jedyna kropka w Atlasie Rozmieszczenia Motyli Dziennych JBuszko). Wróciłem do chłopaków, przeszukaliśmy teren... nie było drugiej. Po południu namawiam kolegę na łowienie, niestety bezskutecznie. Poszedłem znów sam.... :-( No i na dróżce spotkałem dostojkę dafne (Brenthis daphne) - wówczas trzykrotnie wykazaną z Bieszczadów (przez Skalskiego, o ile dobrze pamiętam). Znów wielka radość. Wieczorem kolega nie zmotywował się jednak do łowienia. Załamał się raczej, stwierdzając, że już teraz nie będzie łowił motyli. Jak tylko spostrzegłem, że w grę wchodzą elementy zazdrości i zniechęcenia wpadłem na pewien fortel. Następnego dnia złowiłem przelatującego Modraszka M.arion i podarowałem mu go na "dobry początek". Podziałało!!! Kolega wziął manele i poszedł w teren. W ciągu godzinki złowił... kolejne 2 B.daphne (czyli warto było!). I w ten sposób "odzyskałem" kolegę motylarza i "ubył" nam z ekipy jeden wędkarz.... Na zakończenie historii - następnego dnia złowiłem na łąkach zniszczonego modraszka Everes alcetas czyli kolejna kropka w Atlasie Rozmieszczenia czyli nowy gatunek motyla dziennego dla Polski ... a kolejnego dnia napatoczył się paź żaglarz, który w drugim pokoleniu jest w Polsce znacznie rzadszy.
Wszystko działo się w Mikowie, Bieszczady, 21-25 lipca 1994 r.
Jaki z tych opowieści morał - w terenie trzeba za wszelką cenę pracować. Systematycznie, planowo i długo. Pan Zygmunt śliwiński z łodzi - zbierający intensywnie owady w latach 1945-95 opowiadał mi, jak On sobie organizował dzień:

na owady szedł w teren rano
w południe preparował, jadł, potem drzemka (za względu na upał)
po południu wyjście teren
wieczorem kolacja, preparowanie
w nocy świecenie i preparowanie dziennych z nocnymi i tak do rana
nad ranem krótkie spanko i powtarzał procedurkę
Czyli pracował prawie "na okrągło"!!!

pozdrawiam wszystkich "pracusi" !
Ostatnio zmieniony środa, 11 lutego 2004, 21:04 przez Jacek Kurzawa, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Marcin Szewczyk
Posty: 1231
Rejestracja: środa, 4 lutego 2004, 15:45
UTM: DD12
Specjalność: Cerambycidae
Lokalizacja: Płock

Post autor: Marcin Szewczyk »


Dokładnie!
Jak się zbiera owady to bez uporu i zacięcia nie ma sensu.
Ja jak jadę w teren na owady, to poza oraniem terenu nic dla mnie nie istnieje.
Awatar użytkownika
Paweł Buczyński
Posty: 26
Rejestracja: środa, 14 kwietnia 2004, 15:54
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Post autor: Paweł Buczyński »

Co racja to racja, pamiętam jak na jednym z torfowisk w Lasach Janowskich uparcie szukałem ważki Somatochlora arctica. Siedlisko jak malowanie, w okolicy kilka innych populacji, jednym słowem - pasowała do konepcji więc musiała być. I była, po dwóch latach badań (dokładnie podczas 20 kontroli, każda trwała kilka godzin i wymagała długiej wyprawy z domowych pieleszy).

Należy jednak pamiętać, że każde badania należy kiedyś skończyć. Zawsze coś jeszcze by się zrobiło, coś uzupełniło, coś sprawdziło... I tak do końca świata? Znałem kilka śp. osób, które najpierw pieściły teren do upadłego, a potem jeszcze cyzelowały maszynopis po dziesięć lat. I zrobiły tych kilka prac w życiu :-)

Złoty środku, gdzie jesteś?
Bujnik Bartek
Posty: 77
Rejestracja: wtorek, 3 lutego 2004, 20:15
Lokalizacja: Elbląg

kilka słów ...

Post autor: Bujnik Bartek »

Ja znam kilka osób niby sław, a nadal maja jakieś swoje tereny na których nie łapią tylko sami, a jeszcze napuszczaja na nie masę studentów i innych współpracowników.
Nawet swego czasu mialem pewna teorię na ten temat, ale nie będę o tym pisał bo jeszcze kogos obrażę :).
Co do uporu to naturalnie bez tego nie da się mówić o konkretnych efektach!
A czasem oprócz obycia w literaturze trzeba sie obyć jeszcze w terenie, bo to co zapisane, to zapisane, a natura nie raz rządzi sie własnymi prawami!
Ostatnio zmieniony niedziela, 18 kwietnia 2004, 07:54 przez Bujnik Bartek, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Paweł Buczyński
Posty: 26
Rejestracja: środa, 14 kwietnia 2004, 15:54
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Post autor: Paweł Buczyński »

Oj tak, Matka Natura co jakiś czas daje nam zdrowo po pysku, gdy już sądzimy że bardzo mądrzy jesteśmy. Ale ten element nieprzewidywalności, choćby się wszystkie 32 zęby w terenie zjadło, dodaje pieprzu naszej pracy. Nieprawdaż?
Bujnik Bartek
Posty: 77
Rejestracja: wtorek, 3 lutego 2004, 20:15
Lokalizacja: Elbląg

Najlepiej w teren z kimś...

Post autor: Bujnik Bartek »

Fajnie jest jeszcze chodzic w teren z osobą lub osobami słabo siedzącymi w temacie!
Ostatnio założyłem taką małą grupkę osób które chcą się tym zająć (sami studenci), i poprostu czasem nie wiem czy poprostu mają farta, czy każdy z nich będzie kiedys dobrym entomologiem!
Kolega mi mówi, że jest to szczęście początkujących, ale za każdym razem, jak pójdziemy w teren to łapią coś fajnego. Aż miło popatrzeć.
Obecnie śmieją się, że jeszcze kilka wyjść i zmienią przewodnika wycieczek :).
ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post

Wróć do „Sprawy entomologiczne”