Jak już pisałem to złapaliśmy w tym roku Dysgonia algira 1 szt samca na światło w Beskidzie Niskim w okolicy Dukli. Postanowiliśmy na koniec sezonu poprawić jeszcze raz bo prawdopodobnie to miał być świetny teren przerzutowy na ,,migranty”.

Mieliśmy agregat i bombowe światło UV żarówkę i świetlówki. Oprócz tego chodziłem po nocy z siekierą i wbijałem paliki do których przybijałem gwoździami gąbki nasączone winem z miodem na zakrętkach od słoików, które przygotował Karamba. Do tej przynęty miały lecieć trupie główki eskadrami. Ja jak żyję jeszcze czegoś takiego nie robiłem, wykonywałem tylko polecenia i plan taktyczny.

Specjalnie pojechaliśmy przed nadchodzącym frontem z nadzieją na bombowe loty. Nic nie przyleciało rozpętała się ulewa i z super stanowiska zjechaliśmy w deszczu i błocie. Gąsienica zrobił mi nawet fotkę na pamiątkę. Z wyprawy przywiozłem tylko siatkę puszek po piwie bo nie będę zostawiał śmieci w terenie. Jak mi nie wierzycie to spytajcie Karambę i Gąsienicę. Mam tylko do nich pretensję, że zamiast mnie zawieść do szpitala na oddział zamknięty to zawieźli mnie do domu. Jestem ciekaw czy wszyscy koledzy mają śmiertelnie poważne naukowo podejście do motyli.

Może znajdą się tacy co mają rekreacyjno sportowe jak ja. Chciałbym też wiedzieć czy macie fajnych kolegów z którymi jeździcie na bombowe wyprawy ,,motylarskie”. Jak nie macie to polecam Karambę i Gąsienicę.
Z koleżeńskim pozdrowieniem: BODZIO