Wniosek zony - w trybie pilnym opróżnić zamrażarkę.
Jako, że opróżniałem ją od grudnia, trochę roboty odpadło, ale nasunęły mi sie przeróżne refleksje.
Ciekawe czy potwierdzacie moje obserwacje czy nie...
Pierwsze spostrzeżenie: nie wolno pakować do jednego pojemnika zbyt wiele okazów, jeżeli nie mamy w planach przerobić ich za jednym razem. Powtórne zamrażanie i znowu rozmrażanie powoduje uszkodzenia. Zwłaszcza kończyn, czułków, które w czasie pierwszego rozmrażania wilgotnieją, a następnie przymarzają do wieczka pudełka, wyścielającego ręcznika papierowego etc. Efekt wiadomy, w czasie powtórnego rozmrażania fragmentujemy ciało owada.
Stąd wypływa wniosek, że jeśli już wielokrotnie zamrażać to albo zafoliowane, albo w małych partiach.
Dodatkowo kolejny wniosek, że owady np. Scarabaeidae lubią dość szybko ulegać procesom gnilnym, dziwna obserwacja chociaż...Zwłaszcza jeśli nie były przed zamrożeniem dokładnie oczyszczone (koprofagi!!) doczyszczenie z odchodów łatwe nie jest jeśli zaczniemy stosować mycie w zwykłej wodzie, fragmentacja owada...
Jeśli zamrażamy to kolejna uwaga..: trzymajmy przed zamrożeniem jak najdłużej w oparach octanu. Uelastycznienie okazu pozostanie i po rozmrożeniu. Jedna z partii Lepturinae została zamrożona prawie bezpośrednio po złapaniu i zatruciu, nie daj boże takie okazy preparować.....trzeba znowu nawilżać, z możliwymi efektami fragmentacji na skutek gnicia...
No i kolejna obserwacja, (tutaj już przypadkowa ponieważ motylkarzem nie jestem a akuratnie zaplatał sie jakiś motylek zamrożony), że motyli zamrażać chyba nie warto......
macie jakies własne spostrzeżenia co do mrożenia??/ nawet sie zrymowało....
