Na czym polega nasza odmienność?

jon

Na czym polega nasza odmienność?

Post autor: jon »

Poszedłem dziś do sklepu w swojej dzielnicy i jak zwykle, chyba pod każdym sklepem w każdym miejscu w tym kraju stoją tzw. "dygotki". Są to często całkiem sympatyczni faceci, czasem trafi się wśród nich jakaś nie bardzo zadbana kobitka. Stoją tam niczym pingwiny przy każdej pogodzie słonecznej, deszczowej, mroźnej o świcie czy zmierzchu i mimo zakazu picia przed sklepami, ryzykują. Czasem z braku odpowiedniego poziomu alkoholu we krwi ich ciała "dygotają". Podszedłem do nich bo pomyślałem sobie, że trochę zmęczę się tą budową lepidopterarium. Podszedłem z propozycją zarobku poprzez pomoc przy osadzeniu na beton rur do motylarni. Nie ukrywam, że byli zdziwieni, bo wypytywali czy chodzi tu o wiatę garażową? czy o jakaś szopę czy może coś, aby schować tam drewno na opał. Zaprzeczyłem i stałem przy opcji wiaty dla motyli. Jeden z nich poczuł się urażony, że z nich kpię i zdenerwował się nieco rzucając "eee tam pierd... sz", na co drugi, ten, który widział mnie kiedyś jak przeskakiwałem płoty kilku ogrodów, goniąc skrajnego aberanta Polygonia c-album, wiedział, że nie żartuję. A nauczyłem się kiedyś zgrabnie przeskakiwać płoty i siatki rzucając się brzuchem na okolice górnej krawędzi i przerzucając nogi na drugą stronę. Jeden z nich skwitował tę propozycję określeniem, że on może stawiać nawet kosmodrom, jeśli tylko z tego będzie miał na bełt.
Natomiast ta nieco porządniejsza część sąsiadów, nie pijąca w miejscach publicznych i mająca pełne obowiązkowe wyposażenie w dobra materialne typu samochód, betonowy grill, garaż z bramą uchylną, domofon i tabliczkę "uwaga ostry pies" co wydaje się być dla nich istotą życia i dzięki czemu mogą już teraz tylko spokojnie odkładać na granitowy pomnik na wykupionym już miejscu na cmentarzu, nie mogli się nadziwić dlaczego usuwam drzewa owocowe i ogródek warzywny umieszczając w to miejsce osikę, wierzbę, tarninę, gorysz pagórkowy, babkę wąskolistną czy ostrożeń. Doszli do wniosku, że na razie nie należy zgłaszać tego pogotowiu, bo jeszcze nie okazuję symptomów agresji i nie zagrażam bezpośrednio ich zdrowiu lub życiu. Ja oczywiście nie jestem przeciwny absolutnie wygodnemu stylowi życia, tylko że to musi być trochę smutne, kiedy te wszystkie dobra materialne stają się celem samym w sobie, a nie tyle służą tylko wygodzie. Niestety często tak bywa. Niemniej chyba dobrze mi z tą swego rodzaju odmiennością i chyba zawsze tak było, bo już wieku 17 lat słuchając progresywnego Piotrka Gabriela, kiedy dowiedziałem się, że wszedł na listę przebojów, było mi z tym źle. Natomiast nie ma raczej sensu swoją odmienność utożsamiać z każdą inną odmiennością i ją akceptować tylko dlatego, że jest tak właśnie postrzegana. Nie czuję takiego obowiązku.
Napisałem tego posta bo chciałbym zorientować się jak to wygląda u kogoś, kto podobnie jak ja, poświęca się swojej pasji. Jakie z tego tytułu ma doświadczenia w takiej zwykłej rzeczywistości. Jak wygląda to zderzenie z prozą życia? Czy to musi zwykle rodzić jakiś konflikt a nawet śmieszność? Może w innej rzeczywistości nie? W krajach gdzie ludzie potrafią zająć się bez kompleksów tym co kochają, bez braku zrozumienia zwykłego otoczenia. U nas ciągle jeszcze z tą polską mentalnością trudno jest nam przejść do takiego stanu w którym nie będziemy czuli się z tym trochę jednak dziwnie. Ja oczywiście od dawien dawna mam to gdzieś, nauczyłem się z tym żyć ignorując totalnie tego typu zachowania. Ale może inaczej to wygląda u Was?.
jon

Post autor: jon »

czasem żeby osłodzić sobie gorycz bycia samemu ze swoimi zainteresowaniami w całej zachodniej części Dolnego Śląska, warto obejrzeć sobie jakieś takie filmy, aby nie czuć się takim odmieńcem :)

http://www.insectnet.com/videos/people-latest2.html
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Janusz czujesz się wyalienowany ze swoimi zainteresowaniami???
Czemuż to?
Osobiście się nie czuję jako ,,chrząszczarz" nie motylarz, wręcz nawet czasami wolę sam sobie łazić, bez jakiegokolwiek towarzystwa i cieszyć się nieskrępowaną wolnością. A co kibicowania to raczej spotykam się z sympatią, trochę uśmiechów też widziałem ale poza tym nie spotkałem sie z przejawami agresji, czy też prześmiewczych odruchów :mrgreen: :mrgreen:
Czasami ludzie (zwłaszcza na Roztoczu) patrzą ze strachem jak mnie zobaczą ale to taki region, ziemia urodzajna, ludzie pobożni jak powiedział jeden ksiądz w rozmowie :mrgreen:
Sama radość. Inaczej na Podkarpaciu, tam naród bardziej krnąbrny, ciekawski, czasami agresywny....na Lubelszczyźnie zaś....no cóż na Bugiem fajnie, ludzie się boją entomologów. jak ponad rok temu poprosiłem o zgodę na przeszukanie paru kup krowich i podszedłem do obory to wszyscy którzy tam byli zamarli ze strachu jak szedłem sobie w kamuflażowych ciuchach :mrgreen: :mrgreen: Ale z obory śmierdziało ropą albo benzyna więc pewnie się bali a ropa z przemytu :mrgreen: :mrgreen:
jon

Post autor: jon »

no właśnie rzecz w tym, że czuję się wyalienowany, ale to oczywiście nie przeszkadza mi to również łazić w pojedynkę. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić. W ostatnim czasie odeszło na zawsze dwóch moich serdecznych kumpli "od motyli", młodych ludzi, w jakichś dziwnych okolicznościach. W tym wieku się nie odchodzi. Stąd jeszcze większe to poczucie. Chyba w końcu wybiorę się na jakieś sympozjum, bo mojej żonie też znudziło się zapewne udawać, że słucha. Dlatego też cenię sobie istnienie tego forum.
jon

Post autor: jon »

a nawiązując do chrząszczy, to kiedyś również się nimi zajmowałem, jednak fakt, że trzeba było sięgać do takich metod ich poszukiwania jak właśnie grzebanie w padlinach ptaków, jeży itp. oraz różnych łajnach to trochę jednak mnie to zniechęciło. Może nawet nie to, że taka metoda, bo widziałem gorsze rzeczy, ale potem skojarzenia jakie budzi chrząszcz w gablocie i ciągle ten widok rozkładającej się padliny. Nie lepiej mieć skojarzenia ze słonecznymi, kwiecistymi łąkami? ;) :) Oczywiście żartuję, bo idąc w tym kierunku nauka nie miałaby szans zbadać to, co nas otacza. Jeśli ktoś kiedyś wyda porządny atlas chrząszczy obok atlasu M. Bunalskiego, to na pewno byłoby to dużą zachętą. Atlas który tworzycie na internecie to również kapitalna sprawa, ale wolałbym to mieć na papierze. Mam czasem dość wgapiania się w monitor, a bardzo często siedzę w książkach w ogrodzie, żeby nie powiedzieć gdzie jeszcze... ;) i jak tam zatargać komputer? Mało to wygodne.
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Janusz Masłowski pisze:żeby nie powiedzieć gdzie jeszcze... ;) i jak tam zatargać komputer? Mało to wygodne.
Też lubie formę drukowaną papierową, do tego stopnia,że jeśli mam jakieś materiały np. w pdf ie to sobie zdrukowuję, binduję żeby poczytać. Większośc kserówek które mam stoja na półce w oczekiwaniu, kiedy uda mi się dorwać oryginały o ile to będzie możliwe....
Ze skanowanych kluczy też jest pożytek o drogich książkach nie mówiąć, ale ja jestem tradycjonalistą :) Janusz jak widzę też !! :grin: :mrgreen: i o to chodzi!!
A co do czytania w różnych miejscach to.......mamy na myśli ,,świątynię dumania"? :mrgreen: U mnie w tym miejscu książek nie brakuje nawet żona zabiera coś do poczytania w tych jakby nie nazwać intymnych momentach życia codziennego :mrgreen: :mrgreen:
brakkonta

Post autor: brakkonta »

Ja sram expresem, więc jedyny papier TAM, to toalietnaja bumaga. Ale absolutnie w całej rozciągłości przypisuję się do Przemka - wszystko na papier. Co mam to drukuję. Nawet miałem przez to kilka spięć z przyjacielem, który to kpił z tego, że mając monitor, ja nadal kopię się poprzez papiery. Stary jestem i lubię papier. Siądę w fotelu, przed telewizornią i mogę sobie popszperać. A tak - jeno oczy pieką.
Swoja drogą - ile do cholery można w sraczu siedzieć ????
A ludzie - tu podobnie jak Przemek - sympatia i ciekawość. Porady (np. jakie to on jaszczurki widział - dla niego to wszystko jedna zaraza), wspominki (np. mój Tatulo widząc kiedyś Morfa błękitnego stwierdził, że jak był młody, to takie w Pruchniku latały w ogrodzie.....zajebistą rodzine miałem, to i stąd sam posrany jestem. Ale z czasem wyszło, że to był modraszek jakiś, jeno po Tatulowemu - większy jakiś).
Chłopaki - szkoda czasu na sranie - w pola ruszaj !!!
Marcin Wencel
Posty: 301
Rejestracja: sobota, 4 sierpnia 2007, 16:41
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marcin Wencel »

Witam
Napisałem tego posta bo chciałbym zorientować się jak to wygląda u kogoś, kto podobnie jak ja, poświęca się swojej pasji.
No u mnie to jest tak: Mieszkam sobie na wsi i ludzie na początku nie mieli tu styczności z entomologami. Już wszyscy wiedzą że to jest "ten od robali" i powoli zaczynają się przyzwyczajać, ale na początku to patrzyli co najmniej jak na....dziwoląga :mrgreen:
Musze sie też zmagać z rodziną: mamie nie bardzo podobają się terraria, pudełeczka, klateczki, hodowlarki itp. których mam tego pełno w pokoju, ale też już sie z tym raczej pogodzili. Podobnie jak Pan Janusz od dłuższego czasu chcę postawić taki mniejsze lepidopterarium ale na to musze jeszcze poczekać.... :evil: Ale w tym roku postanowiłem na takie pomieszczenie przerobić jeden wolny, nieużywany pokój :wink:

Zdarzały sie też śmieszne historie: Postanowiłem kiedyś łowić motyle na przynętę. Wchodzę więc do sklepu, pare ludzi za mną stoi w kolejce, i proszę o piwo "karmi". Pani zza lady pyta czy to piwo ma być dla mnie a ja na to: "Nie, nie! To dla motyli" :mrgreen:
Ekspedientka o nic więcej nie pytała :lol:

Pozdrawiam
jon

Post autor: jon »

Uryłem się nieźle :) :) :) Mnie tylko szkoda tak siedzieć i czytać np. program telewizyjny. Nic poza tym. Szkoda czasu. hehe.
A co do śmieszności w tej odmienności naszej, to nie zapomnę jak bylem z jednym ze Świdnickich entomologów - Remikiem na łowach, (dziś jest w Anglii) kiedy to jeszcze proserpinus nie był chroniony i łowiliśmy go na bzach, które należały do pewnego starszego gościa na wiosce koło Leszna. Facet się okropnie wystraszył widząc, jak Remik splata dłonie w aj wchodzę na te dłonie aby stanąć wyżej i machnąć siatką przed jego ogrodzeniem z lilakami. Wyszedł więc do nas i pyta się co tu robimy. Ja mu na to, że łapiemy motyle, a byłem wtedy nie ogolony i założyłem robocze buty pochlapane farbą, bo moje terenowe buty się suszyły akurat. Nie wyglądałem więc jak ktoś wobec kogoś można mieć zaufanie. Facet więc patrzył bardzo nieufnie i był gotów dzwonić na policję. Ja wpadłem na pomysł aby go upewnić, że jesteśmy entomologami i otworzyłem plecak, w którym było m. in. kilka strzykawek. Jak to zobaczył był już pewien, że ma do czynienia z narkomanami i bardzo szybko jak na wiekowego dziadka pobiegł do domu. My również niezwykle dynamicznie się oddaliliśmy z miejsca zdarzenia. :)
Awatar użytkownika
ptica
Posty: 233
Rejestracja: poniedziałek, 15 listopada 2004, 20:54
Lokalizacja: Lubin / Rudziniec

Post autor: ptica »

Swoja drogą - ile do cholery można w sraczu siedzieć ????
No jak ile? Aż nogi zdrętwieją przy czytaniu, kawa ostygnie, a ukraińska szluga parzy w palce :mrgreen:
Awatar użytkownika
Tawulec
Posty: 1745
Rejestracja: wtorek, 13 września 2005, 19:00
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Tawulec »

Ja ostatnio idąc z siatką spotkałem się z bardzo interesujacym zjawiskiem. Patrząc na okoliczne krzaki usłyszałem, że ktoś się "wydziera" kilkaset metrów za mną. Odwróciłem się i zauważyłem gościa, ja wiem, może ze 20-25 lat, który wrzeszczy tak jakby w moim kierunku. Dopiero po zdaniu : Co ty, k.., motyle lapiesz, poj.. cie kompletnie, k... ?? stwierdzilem, ze zdecydowanie to było do mnie. Muszę mu pogratulowac, jest jedna z niewielu osob, ktora trafila w zastosowanie siatki (wiekszosc mowi ryby, grzyby, drewno i wegiel z altany :mrgreen: )
Więc agresywni też są, nie ważne, czy trzeźwi, czy nie (ten sprawiał wrażenie podchmielonego ;) ) :???:
Pozdrawiam.. :neutral:
jon

Post autor: jon »

Jacek, napisałeś "sram expresem" - dlatego mało wiesz. :) żartuję oczywiście hehe
Marcin Wencel
Posty: 301
Rejestracja: sobota, 4 sierpnia 2007, 16:41
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marcin Wencel »

wiekszosc mowi ryby
Z tym też sie często spotykam na takiej leśnej polanie :D Każdy, kto przejeżdża obok mnie to pyta: "gdzie tu jest stawek w pobliżu" :lol:
jon

Post autor: jon »

Nie zapomnę jak łowiłem w nocy na światło i korzystając z uprzejmości świdnickiego himalaisty Piotra Snopczyńskiego, łowiliśmy nieopodal jego chałupy we wsi Pogorzała w Sudetach. Pociągnęliśmy długi na 500 m kabel od jego domu i stanęliśmy tuż pod lasem. Kiedy podłączyłem mixa 500W. rozległa się wielka łuna ponad ciemnym lasem i wsią, na której nie było nawet latarni ulicznych. Kiedy skończyliśmy łowić, a była to godzina może 1.00 i zeszliśy do domu Piotra, usłyszałem od niego, że ledwo powstrzymał tłumek wieśniaków z widłami, którzy mieli zamiar zainterweniować widząc tę łunę, bo sądzili, że to musiało wylądować UFO. Piotr im tłumaczył, że to tylko znajomi łowią ćmy. Długo nie mogli uwierzyć, a Piotr śmiał się w głos, że byli w stanie przyjąć bardziej opcję, że to jednak wylądowało UFO.
Nawiasem mówiąc kiedy Piotr zdobywał potem K-2 dał się namówić na zabranie ze sobą siatki na motyle, co nie było łatwe, bo siatka miała jakąś swoją wagę, a to tam ma wielkie znaczenie. Mówił po powrocie, że widział białe motyle z czarnymi i czerwonymi kropkami, ale przywiózł tylko kilka okazów zlatanych V. cardui, które zebrał na lodowcu na wysokości 4500 m n.p.m.
Awatar użytkownika
Robert Zoralski
Posty: 777
Rejestracja: wtorek, 10 kwietnia 2007, 23:29
Specjalność: Syrphidae
Lokalizacja: Reda
Podziękowano: 1 time
Kontakt:

Post autor: Robert Zoralski »

Swoja drogą - ile do cholery można w sraczu siedzieć ????

No jak ile? Aż nogi zdrętwieją przy czytaniu, kawa ostygnie, a ukraińska szluga parzy w palce :mrgreen:

Tu jest rekordzistka. Nie ma co nawet konkurować ;)
http://wiadomosci.onet.pl/1710192,441,item.html

Pozdr.
Robert
jon

Post autor: jon »

zabawne :) ale i tak w to nie wierzę. To musi być totalnie zmyślone. Ciekawe kto ma w tym interes?
Żeby nie odbiegać jednak od tematu proponowałbym w pewnym sensie "wyżalić" się tutaj, bo przecież czytają to ludzie chyba prawie wyłącznie związani z pasją owadziarską, na reakcje swoich bliskich, bo wiem, że niejedni z nas mają tego typu problemy. Ja również je miałem, ale jakoś sobie z tym poradziłem. Mówiąc jaśniej, namawiam do napisania o tym, a może metoda z pomocą której mnie udało się z tym poradzić byłaby jakąś wskazówką dla innych? W moim przypadku chodzi mi oczywiście o reakcję mojej połówki, bo to przecież zwykle liczy się najbardziej. Nikt przecież nie będzie przejmował się reakcją teściowej, bo już ponad 20 lat temu usłyszała, żeby lepiej uważała jak lepi pierogi, bo mogą się ziemniaczki wydostać w trakcie gotowania.
jon

Post autor: jon »

...no chyba, że założymy, iż towarzyszka życia każdego z nas tak jak my, zakłada goretexy, kamizelkę ze sprzętem i pomaga nam wypatrywać motyle. Po przyjściu do domu pogania, aby rozpiąć motyle na czas, co by nie wyschły.
Ale zaczęło się od tego, od myśli, że lepiej taki atlas chrząszczy mieć w formie książki. Co Panowie na to? Czy jest faktycznie jakaś szansa na druk tego atlasu który tu powstaje?
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Janusz Masłowski pisze:...no chyba, że założymy, iż towarzyszka życia każdego z nas tak jak my, zakłada goretexy, kamizelkę ze sprzętem i pomaga nam wypatrywać motyle. Po przyjściu do domu pogania, aby rozpiąć motyle na czas, co by nie wyschły.
Ale zaczęło się od tego, od myśli, że lepiej taki atlas chrząszczy mieć w formie książki. Co Panowie na to? Czy jest faktycznie jakaś szansa na druk tego atlasu który tu powstaje?
Janusz to już niemalże fantazja z ta małżonką...
No ale znam małżeństwa entomologiczne i mają sie całkiem nieźle.
Pomimo tego wcześniej czy później każda kobieta nawiguje w kierunku garów i pralki.
Prędzej popędzi Cie do wyrzucania śmieci niż do owadów. Uważam, że wystraczającym szczęściem jest kobieta nie jęcząca jak wychodzisz na motyle czy inne robactwo.
A jeszcze większym kobieta, która prócz braku jęków nie wtrąię do naukowego nieładu na biurku... :mrgreen: :mrgreen:
A czy szansa jest na atlas??? Była już dyskusja na ten temat skwitowana przez Pawła Jałoszyńskiego
Pawel Jaloszynski
Posty: 1887
Rejestracja: czwartek, 5 lutego 2004, 02:00
Lokalizacja: Palearktyka

Post autor: Pawel Jaloszynski »

Janusz, atlas chrzaszczy Polski musi byc albo wybiorczy, tzn. zdjecia gatunkow tylko z wybranych rodzin, albo jesli calosciowy to ze zdjeciami kopulatorow, a w niektorych rodzinach rowniez spermatek. To wynika z faktu, ze duza liczba rodzajow zawiera gatunki niezmiernie trudne, badz tez niemozliwe do rozroznienia po cechach zewnetrznych, wiec fotki kilkudziesieciu gatunkow wygladajacych identycznie nie mialyby wielkiego sensu bez informacji pomagajacych w identyfikacji. Calosc to bylaby olbrzymia praca, ale mysle, ze to jest do zrobienia w kilka lat, jesli by to robila grupa ludzi znajacych sie na rzeczy. Ale ci ludzie praktycznie niczym innym by sie nie mogli zajmowac, wiec cale przedsiewziecie musialoby sie opierac albo o hobbystow, albo o profesorow, ktorzy juz sie dorobili takiej pozycji, ze nic przez kilka lat nie musza publikowac. Ludzi tak aktywnych jak LB robiacy ten sieciowy atlas mozna w Polsce policzyc na palcach jednego palca ;-) Wiec w tej chwili mozna tylko poczekac pare lat, az ta sieciowa wersja zostanie doprowadzona do konca (choc bedzie to wymagalo wyszukania duzej liczby gatunkow w zbiorach poza Polska), i dopiero wtedy zastanawiac sie jak i czym to uzupelnic, zeby zrobic atlas realnie nadajacy sie do identyfikacji. Bo juz w tej chwili nie wszystko, co jest pokazane w wersji elektronicznej pozwala oznaczyc gatunki. Mysle, ze gdyby efektem koncowym mial byc kompletny atlas Coleoptera Polski, ze zdjeciami pozwalajacymi wszystkie gatunki oznaczyc, to zrobione w tym kierunku jest ponizej 10% pracy, i to tej latwiejszej. Ale bardzo bym chcial, zeby cos takiego kiedys powstalo, mi zreszta chodzi po glowie zebranie jakiejs ekipy do zrobienia kompletnego, ilustrowanego klucza do Staphylinoidea Polski, ale najpierw sam musze rozprawic sie z naszymi Scydmaenidae, Pselaphinae i Ptiliidae, a dopiero pozniej bede mogl w wieku 150 lat zaczac myslec o kontynuacji ;-)

Pawel
jon

Post autor: jon »

Dzięki Paweł, tym bardziej jeśli to wyjaśnienie było "replayem". Myślę, że najlepszą metodą jest opracowanie zbiorowe, podobnie jak przy "motylach Szwajcarii", gdzie udział brało bodajże ponad 40-50 fachowców i to nie tylko ze Szwajcarii. Na pewno odbyło się to na zasadzie, że pan i pan ma 2-4 gatunki do rozpracowania, po czym każdy zebrał kompletny materiał i scalono to potem bardzo zgrabnie i efekt jest.
Awatar użytkownika
Marek Przewoźny
Posty: 1414
Rejestracja: wtorek, 3 lutego 2004, 07:15
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: Marek Przewoźny »

Pawel Jaloszynski pisze:Ale bardzo bym chcial, zeby cos takiego kiedys powstalo, mi zreszta chodzi po glowie zebranie jakiejs ekipy do zrobienia kompletnego, ilustrowanego klucza do Staphylinoidea Polski, ale najpierw sam musze rozprawic sie z naszymi Scydmaenidae, Pselaphinae i Ptiliidae, a dopiero pozniej bede mogl w wieku 150 lat zaczac myslec o kontynuacji ;-)
Pawel
Ja bym się pisał na zrobienie Hydraenidae jakby co.
wojtas
Posty: 1499
Rejestracja: piątek, 24 września 2004, 21:59
UTM: VT79
Lokalizacja: Świecko
Podziękowano: 4 times

Post autor: wojtas »

Moja przyszła małżonka narazie nie narzeka i nawet czasem udaje mi sie ją zabrać w plener ale dla mnie 2 godziny po jakich ona chce wracać to zdecydowanie za mało .
Nie jest chyba aż tak źle z tymi naszymi kobietami skoro jeszcze z nami są :wink:
Pozdrawiam Wojtas .
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

MOja też nie narzeka, narzekała jak uciekły larwy modliszki jakieś 5-6 lat temu. Narzekała początkowo na efekt cieplarniany, bo myślała że to komary się obudziły w listopadzie....Zaczęła je eksterminować ścierką, wkroczyłem do akcji........
Ostatnio stwierdziła że i tak zaanektowałem cały gabinet na pracownię entomologiczną, a że nie domaga się równych praw do gabinetu to uważam że jestem na wygranej pozycji. Hodowlarki łyknęła, nawet łyka cały czas nowe heheheheh :mrgreen: \\\\\ Nawet dzielnie radziła sobie dźwigając z parkingu siatę z materiałem do hodowli, czyli plus... Jedynie wyraża wątpliwości co do tego co się stanie jak coś wylezie z hodowlarki..., po ostatnich takich kobiecych wywodach jak to będzie wszystko wyrzucać przez okno nie zastanawiałem się tylko pobiegłem do najbliższego sklepu jubilerskiego i wydałem parę złotych......Jęki ustały jak ręka odjął......
na wyprawy macha ręką zwłaszcza że poznała ludzi z którymi robię te wypady i jest OK!
wojtas
Posty: 1499
Rejestracja: piątek, 24 września 2004, 21:59
UTM: VT79
Lokalizacja: Świecko
Podziękowano: 4 times

Post autor: wojtas »

No to ładnie z tymi kobietami nawet jest :wink: . Mi nie pozwala tylko trzymać hodowlarek w domu nie mówiąc już o gablotach w naszym pokoju :evil: ale gablotę z motylami na ścianę to chce :lol: .
jon

Post autor: jon »

Przemek, tańszą wersją od jubilera jest sklep z ciuchami. Byle nie ciuchland ;)
Ja od samego początku przyjąłem strategię człowieka nie ukrywającego niczego. Gdyby coś było nie tak, wyszłoby to od razu. Pierwsze randki więc były wypadami do lasu i o dziwo mojej przyszłej małżonce niesamowicie spodobało się to, że wykazywałem czyste intencje i ganiałem wyłącznie za motylami. ;) Jednak kilka lat (2-3?) po ślubie miał miejsce pewien eksces, kiedy to wybierałem się nocą do oddalonego o 90 km bagna w Zieleńcu i to sam, bo małżonka tym razem nie miała ochoty łazić po bagnach nocą. Stwierdziła, że normalni ludzie o tej porze śpią, a nie łażą sami po bagnach. Niestety nie obyło bez ostrej wymiany zdań, bo poczułem, że jeśli odpuszczę to przepadłem na przyszłość. Na drugi dzień po powrocie wziąłem się za remont łazienki. Dzięki tym wyrzutom sumienia chałupa jakoś wygląda i jakoś to się kręci. Dopiero w tym sezonie będę miał własny pokój z przeznaczeniem wyłącznie na motyle, ale dotychczas zwykle preparowałem motyle na stole kuchennym, bo tam najwięcej światła i najwygodniej, dlatego też cała rodzinka przyzwyczaiła się już od dawna (dzieci od urodzenia), że obok barszczu przepełza jakaś owłosiona gąsienica, a nierzadko po drodze pozostawi trochę czarnych grudek. O dziwo mnie samego brzydziłoby to gdyby to był pająk, ale gąsienice, jako że to prawie to samo co motyl, to im wiele wolno. Od wielu lat jednak sam przekonałem się do większej skuteczności hodowli na zewnątrz, dlatego w chałupie mniej zwierzyny. Czasem kiedy się coś wykluwa, to wrzucam to na firany zanim zacznie pompować skrzydła no i w tym okresie, też muszę być bardzo miły dla żony, bo nie zniosłaby tego. Zwykle firany nadają się potem do prania. Ech... biedne te nasze kobiety.
wojtas
Posty: 1499
Rejestracja: piątek, 24 września 2004, 21:59
UTM: VT79
Lokalizacja: Świecko
Podziękowano: 4 times

Post autor: wojtas »

Może i biedne ale aż tak żle być nie może bo inaczej byśmy byli singlami a tak przecież nie jest na nasze szczęście :mrgreen: .
Pozdrawiam
Marcin Wencel
Posty: 301
Rejestracja: sobota, 4 sierpnia 2007, 16:41
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marcin Wencel »

Żony jeszcze nie mam ale dziewczyna i mama to raczej podobne pod tym względem :lol:
Kiedyś hodowałem dla mojej modliszki larwy much i mączniaków. No i larwy much zwiały (tak około setki). Trochę wyłapałem. Jak reszta towarzystwa zaczęła wychodzić i fruwać po pokoju to miałem niewesoło jak sie mama dowiedziała że to moje :lol:
Pozdrawiam
Stefan Kraśnicki
Posty: 73
Rejestracja: środa, 15 września 2004, 19:19
Lokalizacja: Przemyśl

Post autor: Stefan Kraśnicki »

Ja to zazdroszczę kolegom, że macie takie żony……. bo u mnie jest całkowicie inaczej.
Lubię obserwować zachowania owadów w ich środowisku i czasami próbuję coś z tego zarejestrować, ale po kolei….
W teren jeżdżę często na cały dzień z żoną. Moja Pani nosi buty terenowe i kurtki z GoreTexem, ma własny aparat cyfrowy i konwertery. Ale twierdzi, że już jest chyba stary i wspomina o jakimś statywie lekkim dla siebie. A jak znajdzie np. jakąś rzadką gąsienicę to wielce jest niezadowolona jak nie chcę jej brać do hodowli wymigując się trudnościami ze znalezieniem rośliny żywicielskiej…Wtedy natychmiast przypomni sobie stanowiska takiej rośliny w pobliżu domu,…Co chwilę wynajduje mi coś, co z grubsza umie określić co do rodziny, ale i tak muszę to sprawdzić a to odrywa mnie od tego, co sam znalazłem…itp.itd.
Jednym słowem nie mam tak dobrze jak większość kolegów…
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Wiesz Stefan, to juz wolę że siedzi w domu....Jak miała by łazić za mną po krzakach i przepatrywać kłody hehehehhe
jon

Post autor: jon »

Stefan, czy czasem Twój list nie jest tylko ironiczną aluzją? ;) No fakt, zdarzają się sporadczynie kobiety których pasjonują owady, ale zwykle wychodzą za mąż za jakichś "instalatorów urządzeń do turbin podwodnych ze stali żebrowanej zimnogiętej na platformach wiertniczych" albo coś w tym rodzaju, nigdy za porządnych ludzi, czyli entomologów hehe. Ty to masz fajnie. A jak u Was z obiadami jeśli można spytać? Bywają czasem w domu czy tylko knajpy pozostają? ;) A tak poważnie to tylko pogratulować małżonki.
Konto_usuniete
Posty: 1117
Rejestracja: środa, 4 lutego 2004, 13:36

Post autor: Konto_usuniete »

Janusz Masłowski pisze:Ty to masz fajnie. A jak u Was z obiadami jeśli można spytać? Bywają czasem w domu czy tylko knajpy pozostają?
coż żonę od garków gonię żeby zupa za słona nie była :mrgreen: :mrgreen:
a tak na poważnie żle nie jest jak się ma za towarzysza życia biologa który pracę robił z bazy pokarmowej jeleniowatych :mrgreen: młody lat niespełna 3 wie co to mucha, osa, że tata łapie motyle i "ziućki" ze bałagan na biurku to rzecz święta i stary może dostać białej gorączki ajk pociecha sama wyciąga gabloty :mrgreen: Zresztą jak miał trzy miechy to po raz pierwszy był w rezerwacie a wieku roku na plecach wędrował przez krzaki.
Wyjazdy - żona na pytanie koleżanek i ty go puszczasz - odpowiada a pewno - jak wróci w nocy z pudełkiem robactwa - to wiem że był w lesie. Sama nawet gotowa była poświęcić swój welon na ekran. Zaś jak gdzieś jedzie zabiera zatruwaczki i łapie. Więc żle nie jest.
jon

Post autor: jon »

Jak wiadomo często niestety kością niezgody na polu "związek-pasja" są po prostu pieniądze. Smutne to, ale to proza życia i u nas w kraju niestety czasem problem. U mnie z kasą bywało rożnie. Kiedyś był poważny kryzys w okresie choroby. Nie było pieniędzy czasem na podstawowe potrzeby w tym również paliwo. Nie mam powodu ukrywać faktu, że chorowałem bo i tak już ktoś tu o tym wspomniał. Ale w tym ciężkim okresie nawet między dializami musiałem wyskoczyć w góry albo gdzieś w porządniejsze miejsce bo inaczej nie miałbym już żadnej przyjemności z życia. Więc kombinowałem tankując paliwo do (wtedy niezwykle żarłocznego auta) z zarobionej kasy na lewo. I tak sobie czasem myślałem, że gdyby moja żona tylko wiedziała co gdzie lata, gdyby się choć trochę znała i chciała poznać i spojrzała co przywiozłem, wiedziałaby na bank, gdzie byłem, a nie jak ją ściemniałem, że bliziutko tu zaraz za osiedlem... Więc czasem to nie jest takie złe, że druga połowa nie wie o co chodzi w tym wszystkim. :) Z drugiej strony nie miałem aż takich wyrzutów sumienia, bo nawet w najgorszych chwilach w życiu trzeba żyć pasją a nie babrać się w swoich dolegliwościach. Na szczęście to przeszłość. Ale nawiązałem do tego, bo to niezwykle istotne jak nieraz pasja pomaga w ciężkich chwilach. Nawet jeśli jesteśmy sami.
wojtas
Posty: 1499
Rejestracja: piątek, 24 września 2004, 21:59
UTM: VT79
Lokalizacja: Świecko
Podziękowano: 4 times

Post autor: wojtas »

Najważniejsze że mamy gdzie odskoczyć od tej cholernej szarej rzeczywistości .
Stefan Kraśnicki
Posty: 73
Rejestracja: środa, 15 września 2004, 19:19
Lokalizacja: Przemyśl

Post autor: Stefan Kraśnicki »

Janusz, mój list nie jest tylko ironiczną aluzją. No może jest taką szpilką entomologiczną Trade Mark, Imperial (Karlsbad) Oryginal rozmiar 2….Nylon Heads.
A co do obiadów o które pytasz, to niestety mój wygląd jest drastycznym zaprzeczeniem bardzo dobrej nie tylko polskiej kuchni mojej żony. Za restauracjami raczej nie przepadamy, więc obiad w teren bierzemy w termosach jak jest taka potrzeba. Ale nie gardzę także tzw. suchym prowiantem. I nie jest problemem nawet 2 godz. jazdy samochodem by zobaczyć jakiś rzadki gatunek, który jeszcze nie widzieliśmy. Bez pretekstu także lubimy po lesie i po łąkach penetrować…
Niestety skutki uboczne też są i jakimś świecidełkiem to ja nie zadowolę mojej Pani.
Ten obiecany statyw to „węglowy” ma być a stary S2 IS ma zamienić się na lustrzankę chyba.
A jeszcze ostatnio usłyszałem, że za szerokie mam zainteresowania i że lepiej skupić się na jednej rodzinie..... owadów oczywiście…
Takie mam życie niestety…
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Stefan Kraśnicki pisze: Takie mam życie niestety…
Smutne to życie chyba nie jest bo się nie buntujesz zbytnio...chyba że wszelkie przejawy buntu tłumione są w zarodku...... :mrgreen:
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Janusz Masłowski pisze: Ale nawiązałem do tego, bo to niezwykle istotne jak nieraz pasja pomaga w ciężkich chwilach. Nawet jeśli jesteśmy sami.
Nawet nie wiesz jak bardzo pomaga.....albo wiesz a inni nie wiedzą bo jeszcze są za młodzi..święte słowa!!
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Ja sie pochwale co moja żona toleruje - i to jest obszar nienaruszalny dopóki sam nie zadecyduję inaczej, czyli posprzątam..... :mrgreen: :mrgreen:
Jak widac jest tolerancyjna, skoro to wspólny gabinet :mrgreen:
Załączniki
PICT4657.jpg
Original image recording time:
2008:02:29 13:10:13
Image taken on:
piątek, 29 lutego 2008, 12:10
Focus length:
30 mm
Shutter speed:
1/50 Sec
F-number:
f/5.6
ISO speed rating:
320
Camera-model:
DYNAX 5D
PICT4657.jpg (89.48 KiB) Przejrzano 5615 razy
Jess Nymark

Post autor: Jess Nymark »

Kurde Przemek... ten MBS to tak jak bym na swojego patrzył - podstawa też zdjęta, taki sam oświetlacz ( z tą różnicą, że u mnie kabelek zasilający jest z lewej strony :mrgreen: ).
Przemek Zięba

Post autor: Przemek Zięba »

Jess Nymark pisze:Kurde Przemek... ten MBS to tak jak bym na swojego patrzył - podstawa też zdjęta, taki sam oświetlacz ( z tą różnicą, że u mnie kabelek zasilający jest z lewej strony :mrgreen: ).
Ja mam gniazdo z prawej strony i musiłbym kombinowac, a tak to sprawa prosta bo mam listwę pod biurkiem nawet mi kabelek majtający sie między nogami nie przeszkadza.... :mrgreen:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Zagadnienia ogólne (motyle)”