Zestaw owadów łąk polskich .
-
Mali Einsteini
- Posty: 1
- Rejestracja: 10 lipca 2025, 10:17 - czw
- Gender: women
Zestaw owadów łąk polskich .
Hej! Szukam osoby, która przygotuje nam gabloty do edukacji dzieci by nie zabijały wszystkiego co sie rusza a spotkają w domu i na trawniku.
Ilość okazów do uzgodnienia. 608-800-939
Ilość okazów do uzgodnienia. 608-800-939
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
A może lepiej wykorzystać inne materiały: fotografie, filmy, makiety, obserwacje z terenu? Zniechęcanie do zabijania przez pokazywanie, jak by nie było, celowo zabitych owadów, wydaje się trochę nielogiczne. Sądząc z podpisu, dzieci małe, więc jeszcze dociekliwe i wrażliwe. Można im wytłumaczyć, że każde stworzenie ma swoją rolę w przyrodzie, a zabijanie dla zabawy "wszystkiego co się rusza" jest głupie.
- Grzegorz Banasiak
- Posty: 4552
- Rejestracja: 02 lutego 2004, 23:27 - pn
- UTM: DC45
- Lokalizacja: Skierniewice
- Has thanked: 10 times
- Been thanked: 4 times
- Kontakt:
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
Żadne fotografie i makiety nie zastąpią eksponatów, które pokazują realne rozmiary, kolory i kształty. Powszechna moda na zastępowanie wszystkiego zdjęciem na smartfonie, wyjaśnieniami w google i mediach społecznościowych, zwłaszcza dzieciom czyni więcej szkody niż pożytku. Dobitnie pokazały to zajęcia zdalne w czasie pandemii. Bezpośredni kontakt jest w mojej ocenie lepszy. Niejedno dziecko może pomyśleć, że owad na zdjęciu wystarczy, w naturze nie musi być bo mamy "wieczne" zdjęcie. Żadne muzeum historii naturalnej nie prezentuje zdjęć tylko prawdziwe eksponaty.
Problem jest złożony a to tylko moja ocena.
Problem jest złożony a to tylko moja ocena.
-
rysiaty
- Posty: 2146
- Rejestracja: 28 lutego 2012, 08:39 - wt
- UTM: WT35
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Has thanked: 4 times
- Been thanked: 11 times
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
Jest argument, ale średni ... równie dobrze może dziecko stwierdzić, że martwy owad na szpilce wystarczy, a w naturze nie musi być ...Grzegorz Banasiak pisze: 17 lipca 2025, 12:21 - czwNiejedno dziecko może pomyśleć, że owad na zdjęciu wystarczy, w naturze nie musi być bo mamy "wieczne" zdjęcie
Jednak owad powiększony z bardzo bliska (pokazany na zdjęciu) daje efekt, bo widać szczegóły (nawet kolory), których nie widać patrząc na prawdziwego drobnego owada
- Grzegorz Banasiak
- Posty: 4552
- Rejestracja: 02 lutego 2004, 23:27 - pn
- UTM: DC45
- Lokalizacja: Skierniewice
- Has thanked: 10 times
- Been thanked: 4 times
- Kontakt:
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
Wszystkie argumenty są "średnie" bo tak naprawdę nie wiemy co myśli dziecko i jakie wnioski wyciągnie.
Każdy może mieć swoje zdanie, to nie polityka
Każdy może mieć swoje zdanie, to nie polityka
-
Salticus
- Posty: 252
- Rejestracja: 01 kwietnia 2010, 19:35 - czw
- Specjalność: Orthoptera
- Been thanked: 2 times
- Kontakt:
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
Każdy z nas był dzieckiem, możemy zatem sobie przypomnieć co wtedy myśleliśmyGrzegorz Banasiak pisze: 17 lipca 2025, 16:11 - czw tak naprawdę nie wiemy co myśli dziecko i jakie wnioski wyciągnie.
W późniejszych latach kilkakrotnie miałem okazję prowadzić prezentacje o polskiej przyrodzie dla dzieci i młodzieży szkolnej i zauważyłem, że zdjęcia makro żywych owadów w naturze wyświetlane na ekranie w dużym rozmiarze zawsze przykuwały ich uwagę. Martwe okazy na szpilce nie mają takiej siły oddziaływania, one są interesujące dla osób, które już połknęły bakcyla entomologii, a dla laików mogą być nawet odpychające. Zatem całkowicie zgadzam się z rysiatym.
- Grzegorz Banasiak
- Posty: 4552
- Rejestracja: 02 lutego 2004, 23:27 - pn
- UTM: DC45
- Lokalizacja: Skierniewice
- Has thanked: 10 times
- Been thanked: 4 times
- Kontakt:
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
Ja nie sądzę, że gablotki to będą jedyne eksponaty. Myślę, że połączenie z fotografiami da kompleksowy obraz całości.
Ja od odrugiej klasy podstawówki interesuję się entomologią (czyli już ponad 50 lat) i pamiętam z jaką satysfakcją zbierałem okazy, chociaż nie było szpilek, sprzętu, gablot. Oczywiście później robiłem też zdjęcia, również makro i to też była duża satysfakcja. Fotografie i ilustracje były potrzebne do identyfikacji gatunków ale same w sobie wywoływały u mnie chęć poszukiwania gatunków i ich hodowli, motywowały do działania.
Wydaje mi się, że zgadzanie się z jakąś opinią lub nie - pokazuje tylko jak różni jesteśmy i jak różnie patrzymy na te sprawy. Dla mnie okazy są absolutnie kluczowe, dla innych mogą być odpychające - jesteśmy jako społeczeństwo rózni i trzeba dostarczać różnych bodźców, żeby oddziaływać. Na pewno istotne jest to co zostanie powiedziane w trakcie prezentacji. Na organizowanych "połowach na światło" pojawia się zawsze tłum ludzi i przy gablotach spędzają wiele czasu podziwiając kształty i kolory, oczywiście wystawa fotograficzna również jest. Najważniejsze, żeby zrozumieli to co mamy im do przekazania.
Ja od odrugiej klasy podstawówki interesuję się entomologią (czyli już ponad 50 lat) i pamiętam z jaką satysfakcją zbierałem okazy, chociaż nie było szpilek, sprzętu, gablot. Oczywiście później robiłem też zdjęcia, również makro i to też była duża satysfakcja. Fotografie i ilustracje były potrzebne do identyfikacji gatunków ale same w sobie wywoływały u mnie chęć poszukiwania gatunków i ich hodowli, motywowały do działania.
Wydaje mi się, że zgadzanie się z jakąś opinią lub nie - pokazuje tylko jak różni jesteśmy i jak różnie patrzymy na te sprawy. Dla mnie okazy są absolutnie kluczowe, dla innych mogą być odpychające - jesteśmy jako społeczeństwo rózni i trzeba dostarczać różnych bodźców, żeby oddziaływać. Na pewno istotne jest to co zostanie powiedziane w trakcie prezentacji. Na organizowanych "połowach na światło" pojawia się zawsze tłum ludzi i przy gablotach spędzają wiele czasu podziwiając kształty i kolory, oczywiście wystawa fotograficzna również jest. Najważniejsze, żeby zrozumieli to co mamy im do przekazania.
-
Przestrojnik
- Posty: 287
- Rejestracja: 18 lutego 2014, 18:02 - wt
- Been thanked: 1 time
Re: Zestaw owadów łąk polskich .
Wg mnie Grzesiek ma rację.
Dlaczego dzieci muszą zobaczyć motyle na żywo? Wg mnie edukacji, nie da się zamknąć w ekranie.
Czy można naprawdę poznać świat owadów tylko przez zdjęcia i filmy?
Czy fotografia wystarczy, by zachwycić się złożonością skrzydeł motyla albo poczuć delikatny uścisk gąsienicy na dłoni?
Z mojego doświadczenia – absolutnie nie.
Prowadzę warsztaty edukacyjne dla dzieci z przedszkoli i szkół podstawowych, poświęcone owadom – głównie motylom. Odwiedzam zarówno duże miasta, jak i mniejsze miejscowości, szkoły z bogatym zapleczem i te z bardzo skromnym. Ale niezależnie od miejsca, jedno się nie zmienia: dzieci chcą widzieć, dotykać, doświadczać.
I właśnie dlatego nie da się zastąpić bezpośredniego kontaktu z naturą żadnym ekranem/fotografią/filmem/sztucznym eksponatem.
Podczas moich zajęć wykorzystuję zarówno multimedia (filmy, zdjęcia, dźwięki), jak i zbiory gablotowe oraz – co najważniejsze – żywe owady w różnych stadiach rozwoju. Zaskoczenie dzieci jest natychmiastowe. Większość uczestników z miast myśli, że motyle w gablotach są sztuczne. Nie wierzą, że takie stworzenia istnieją. Te owady okazują się „niemożliwe” żeby istaniały.
Gąsienica Brahmaea japonica wygląda według nich jak model kosmity. Siliquofera grandis – ogromny, liściopodobny owad – wydaje się gumową zabawką. Papilio palinurus, zmieniający kolor skrzydeł z zieleni na turkus w locie? „Na pewno to jakaś sztuczka” – mówią.
Prawdziwa magia zaczyna się jednak wtedy, gdy coś się wydarza na ich oczach. Gdy Attacus atlas wykluwał się z kokonu podczas lekcji – dzieci nie mogły pojąć, że taki potężny owad mógł zmieścić się w tak małej poczwarce.
Dzieci chcą dotknąć kokonów, wziąć na rękę gąsienicę i poczuć, jak mocno potrafi się trzymać. Chcą usłyszeć, jak Acherontia atropos – piszczy, dotknąć naturalnego jedwabiu, sprawdzić twardość jaj owadów. Zaskakuje je również to, że motyle nie żywią się wyłącznie nektarem – ale również sokami z owoców, potem, krwią, a nawet... KUPĄ.
Na początku zajęć często muszę wręcz ukrywać żywe okazy – bo natychmiast przyciągają całą uwagę i „kradną show”. W oczach dzieci od razu widać prawdziwe zainteresowanie. Żadne zdjęcie ani wideo nie jest w stanie tego wywołać.
Niemal każde dziecko, które spotykam, nigdy nie widziało na żywo mieniaka i tego, jak jego skrzydła zmieniają barwę w świetle. Fotografia tego nie oddaje. Ale prawdziwy owad – tak.
Edukacja zmysłowa to edukacja, która zostaje na dłużej
Świat owadów to nie tylko biologia – to doświadczenie, zmysły, emocje, pamięć. Pokazanie dzieciom, że przyroda jest realna, dostępna i niesamowita, to inwestycja w ich ciekawość świata, empatię i wiedzę.
Dlatego tak bardzo wierzę w łączenie technologii z tym, co prawdziwe. Bo natura – jeśli tylko damy jej dojść do głosu – potrafi zachwycić bardziej niż cokolwiek stworzonego na ekranie.
A udawanie, że możemy obyć się bez prawdziwych eksponatów, to jak oglądanie cukierni przez szybę wystawową – z zakazem wąchania, smakowania i dotykania.
Bez tej całej otoczki nowe pokolenia dorastają w przekonaniu, że przezierniki osowce to „wstrętne osy”, które trzeba rozdeptać. Zabijają gąsienice na koprze, nie wiedząc, że to paź królowej. Boją się też stworzeń, które nawet nie mają otworu gębowego, by kogokolwiek ugryźć.
Wystarczy zajrzeć na facebookowe grupy, by zobaczyć, jak wiele osób ma problem z odróżnieniem fruczaka gołąbka od zawisaka powojowca…
także ten , rozpisałem się
Dlaczego dzieci muszą zobaczyć motyle na żywo? Wg mnie edukacji, nie da się zamknąć w ekranie.
Czy można naprawdę poznać świat owadów tylko przez zdjęcia i filmy?
Czy fotografia wystarczy, by zachwycić się złożonością skrzydeł motyla albo poczuć delikatny uścisk gąsienicy na dłoni?
Z mojego doświadczenia – absolutnie nie.
Prowadzę warsztaty edukacyjne dla dzieci z przedszkoli i szkół podstawowych, poświęcone owadom – głównie motylom. Odwiedzam zarówno duże miasta, jak i mniejsze miejscowości, szkoły z bogatym zapleczem i te z bardzo skromnym. Ale niezależnie od miejsca, jedno się nie zmienia: dzieci chcą widzieć, dotykać, doświadczać.
I właśnie dlatego nie da się zastąpić bezpośredniego kontaktu z naturą żadnym ekranem/fotografią/filmem/sztucznym eksponatem.
Podczas moich zajęć wykorzystuję zarówno multimedia (filmy, zdjęcia, dźwięki), jak i zbiory gablotowe oraz – co najważniejsze – żywe owady w różnych stadiach rozwoju. Zaskoczenie dzieci jest natychmiastowe. Większość uczestników z miast myśli, że motyle w gablotach są sztuczne. Nie wierzą, że takie stworzenia istnieją. Te owady okazują się „niemożliwe” żeby istaniały.
Gąsienica Brahmaea japonica wygląda według nich jak model kosmity. Siliquofera grandis – ogromny, liściopodobny owad – wydaje się gumową zabawką. Papilio palinurus, zmieniający kolor skrzydeł z zieleni na turkus w locie? „Na pewno to jakaś sztuczka” – mówią.
Prawdziwa magia zaczyna się jednak wtedy, gdy coś się wydarza na ich oczach. Gdy Attacus atlas wykluwał się z kokonu podczas lekcji – dzieci nie mogły pojąć, że taki potężny owad mógł zmieścić się w tak małej poczwarce.
Dzieci chcą dotknąć kokonów, wziąć na rękę gąsienicę i poczuć, jak mocno potrafi się trzymać. Chcą usłyszeć, jak Acherontia atropos – piszczy, dotknąć naturalnego jedwabiu, sprawdzić twardość jaj owadów. Zaskakuje je również to, że motyle nie żywią się wyłącznie nektarem – ale również sokami z owoców, potem, krwią, a nawet... KUPĄ.
Na początku zajęć często muszę wręcz ukrywać żywe okazy – bo natychmiast przyciągają całą uwagę i „kradną show”. W oczach dzieci od razu widać prawdziwe zainteresowanie. Żadne zdjęcie ani wideo nie jest w stanie tego wywołać.
Niemal każde dziecko, które spotykam, nigdy nie widziało na żywo mieniaka i tego, jak jego skrzydła zmieniają barwę w świetle. Fotografia tego nie oddaje. Ale prawdziwy owad – tak.
Edukacja zmysłowa to edukacja, która zostaje na dłużej
Świat owadów to nie tylko biologia – to doświadczenie, zmysły, emocje, pamięć. Pokazanie dzieciom, że przyroda jest realna, dostępna i niesamowita, to inwestycja w ich ciekawość świata, empatię i wiedzę.
Dlatego tak bardzo wierzę w łączenie technologii z tym, co prawdziwe. Bo natura – jeśli tylko damy jej dojść do głosu – potrafi zachwycić bardziej niż cokolwiek stworzonego na ekranie.
A udawanie, że możemy obyć się bez prawdziwych eksponatów, to jak oglądanie cukierni przez szybę wystawową – z zakazem wąchania, smakowania i dotykania.
Bez tej całej otoczki nowe pokolenia dorastają w przekonaniu, że przezierniki osowce to „wstrętne osy”, które trzeba rozdeptać. Zabijają gąsienice na koprze, nie wiedząc, że to paź królowej. Boją się też stworzeń, które nawet nie mają otworu gębowego, by kogokolwiek ugryźć.
Wystarczy zajrzeć na facebookowe grupy, by zobaczyć, jak wiele osób ma problem z odróżnieniem fruczaka gołąbka od zawisaka powojowca…
także ten , rozpisałem się
-
- Podobne tematy
- Odpowiedzi
- Odsłony
- Ostatni post
-
- 5 Odpowiedzi
- 2449 Odsłony
-
Ostatni post autor: Jacek Kurzawa
-
-
- 1 Odpowiedzi
- 1527 Odsłony
-
Ostatni post autor: Rafał SZCZECIN
-