Zieleń Miejska dla owadów
-
MarcinK
- Posty: 4
- Rejestracja: 25 lutego 2024, 14:17 - ndz
Zieleń Miejska dla owadów
W ostatnich latach są modne łąki kwietne dla zapylaczy. Inicjatywa piękna, ale koniec końców pomaga głównie pszczole miodnej. Inicjatorzy zapominają po prostu że żeby były zapylacze, potrzebne są wpierw larwy, a one są wybredne pokarmowo.
Pomyślałem w takim razie, ze można by zgromadzić przejrzystą listę roślin żywicielskich. Zacząłbym od wyboru dla gąsienic motyli- ze względu na potencjał propaga... marketingowy-, w dalszej kolejności szukając roślin wspierających inne grupy owadów.
To już mam:
-Pokrzywa
-Oset
-Ostropest
-Chmiel
-Fiołki
-Dzika marchew
Niestety poza fiołkami, nie ma tutaj zbytnio atrakcyjnych wizualnie roślin.
Macie jakieś propozycje?
Pomyślałem w takim razie, ze można by zgromadzić przejrzystą listę roślin żywicielskich. Zacząłbym od wyboru dla gąsienic motyli- ze względu na potencjał propaga... marketingowy-, w dalszej kolejności szukając roślin wspierających inne grupy owadów.
To już mam:
-Pokrzywa
-Oset
-Ostropest
-Chmiel
-Fiołki
-Dzika marchew
Niestety poza fiołkami, nie ma tutaj zbytnio atrakcyjnych wizualnie roślin.
Macie jakieś propozycje?
-
Justyna
- Posty: 599
- Rejestracja: 15 maja 2013, 10:48 - śr
- Gender: women
- Specjalność: pszczoły
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 5 times
Re: Zieleń Miejska dla owadów
Pod nazwą "łąki kwietne" kryje się cały zbiór różnych rzeczy, część z nich faktycznie jest do niczego i ma co najwyżej (dyskusyjne) walory estetyczne, część jest bardzo wartościowym wzbogaceniem miejskich siedlisk, a reszta jest czymś pomiędzy. Przykładowo, według standardów projektowania i utrzymywania łąk kwietnych SAK, to, co powstaje po ograniczeniu koszenia trawnika, również jest łąką kwietną. Na drugim biegunie są zasiewy jednorocznych ozdobnych roślin obcego pochodzenia, o bardzo miernej wartości przyrodniczej, a czasem nawet stanowiące zagrożenie dla bioróżnorodności.
Ze stworzeniem listy gatunków na wartościową łąkę kwietną widzę pewien problem. Otóż zapylacze są niezwykle dużą i różnorodną grupą, i równie duży i różnorodny jest zbiór gatunków roślin, których potrzebują. Wybór gatunków na konkretne miejsce powinien zależeć w dużej mierze od tego, jakie warunki siedliskowe w tym miejscu panują, co już rośnie w okolicy i co jest rodzime dla regionu. To o wiele bardziej skomplikowane niż zajrzenie do listy i arbitralne wybranie z niej gatunków, szczególnie że taka lista, żeby być kompletna, byłaby gigantyczna. Nawet w przypadku pszczół, które potrzebują w zasadzie tylko kwitnących roślin, bo ich larwy żywią się, tak samo jak dorosłe, pyłkiem i nektarem, sprawa jest bardziej złożona niż mogłoby się wydawać. To nie tylko pszczoła miodna, a prawie 500 różnych gatunków, z których część ma całkiem mocno sprecyzowane wymagania co do składu gatunkowego odwiedzanych roślin. O wyborze roślin pod kątem pszczół pisałam kiedyś tutaj.
Nie chcę tutaj negować zupełnie pomysłu robienia list wartościowych roślin, czy polecania zbiorów gatunków, które warto uprawiać dla zapylaczy, bo wiele osób potrzebuje takiej inspiracji i z niej skorzysta. Natomiast kompletna lista roślin wartościowych dla zapylaczy, czy nawet lista najważniejszych roślin, będzie albo w rzeczywistości niekompletna, albo tak długa, że ciężko będzie z niej korzystać przeciętnemu odbiorcy (w swoim wpisie o roślinach dla pszczół linkuję listę "najważniejszych roślin" z pewnej publikacji, na której znalazło się coś koło stu pozycji...). Dobrym pomysłem jest natomiast promowanie źródeł pozwalających sprawdzić rośliny pokarmowe poszczególnych gatunków (takich jak lepidoptera.eu dla gąsienic motyli) i miejsc, gdzie można sprawdzić, czy dana roślina jest rodzima, czy też obca, a może nawet inwazyjna, oraz promowanie urządzania zieleni częściowo w sposób "nieuporządkowany", czyli żeby miejsca z pokrzywą, chaszczami, martwym drewnem itp. były akceptowane w przestrzeni miejskiej, np. w parkach, bo to w nich jest mnóstwo mikrosiedlisk dla różnych gatunków.
Ze stworzeniem listy gatunków na wartościową łąkę kwietną widzę pewien problem. Otóż zapylacze są niezwykle dużą i różnorodną grupą, i równie duży i różnorodny jest zbiór gatunków roślin, których potrzebują. Wybór gatunków na konkretne miejsce powinien zależeć w dużej mierze od tego, jakie warunki siedliskowe w tym miejscu panują, co już rośnie w okolicy i co jest rodzime dla regionu. To o wiele bardziej skomplikowane niż zajrzenie do listy i arbitralne wybranie z niej gatunków, szczególnie że taka lista, żeby być kompletna, byłaby gigantyczna. Nawet w przypadku pszczół, które potrzebują w zasadzie tylko kwitnących roślin, bo ich larwy żywią się, tak samo jak dorosłe, pyłkiem i nektarem, sprawa jest bardziej złożona niż mogłoby się wydawać. To nie tylko pszczoła miodna, a prawie 500 różnych gatunków, z których część ma całkiem mocno sprecyzowane wymagania co do składu gatunkowego odwiedzanych roślin. O wyborze roślin pod kątem pszczół pisałam kiedyś tutaj.
Nie chcę tutaj negować zupełnie pomysłu robienia list wartościowych roślin, czy polecania zbiorów gatunków, które warto uprawiać dla zapylaczy, bo wiele osób potrzebuje takiej inspiracji i z niej skorzysta. Natomiast kompletna lista roślin wartościowych dla zapylaczy, czy nawet lista najważniejszych roślin, będzie albo w rzeczywistości niekompletna, albo tak długa, że ciężko będzie z niej korzystać przeciętnemu odbiorcy (w swoim wpisie o roślinach dla pszczół linkuję listę "najważniejszych roślin" z pewnej publikacji, na której znalazło się coś koło stu pozycji...). Dobrym pomysłem jest natomiast promowanie źródeł pozwalających sprawdzić rośliny pokarmowe poszczególnych gatunków (takich jak lepidoptera.eu dla gąsienic motyli) i miejsc, gdzie można sprawdzić, czy dana roślina jest rodzima, czy też obca, a może nawet inwazyjna, oraz promowanie urządzania zieleni częściowo w sposób "nieuporządkowany", czyli żeby miejsca z pokrzywą, chaszczami, martwym drewnem itp. były akceptowane w przestrzeni miejskiej, np. w parkach, bo to w nich jest mnóstwo mikrosiedlisk dla różnych gatunków.
To też jest ważny temat. Bo estetyka jest rzeczą dość subiektywną i jej poczucie nie jest stałe. Uważam, że warto je kształtować w stronę doceniania piękna dzikich roślin. Na przykład z tych roślin, które wymieniłeś, oset i ostropest są według mnie bardzo pięknymi roślinami, dziką marchew i inne baldaszki na pewno da się pomysłowo zaaranżować jako element ozdobny w ogrodzie, a chmiel jest pnączem, więc przynajmniej częściowo można nim z powodzeniem zastąpić obce winobluszcze, z których przynajmniej jeden gatunek jest uznawany za inwazyjny.MarcinK pisze: 27 września 2026, 09:15 - ndz Niestety poza fiołkami, nie ma tutaj zbytnio atrakcyjnych wizualnie roślin.
- Jacek Kalisiak
- Posty: 3450
- Rejestracja: 24 sierpnia 2004, 14:50 - wt
- Lokalizacja: Łódź
- Has thanked: 17 times
- Been thanked: 9 times
Re: Zieleń Miejska dla owadów
Justyna, gratuluję bardzo rozsądnej i zrównoważonej wypowiedzi. Ja w pierwszym odruchu chciałem jak zwykle
krytykować pomysł, na szczęście się powstrzymałem.
A ten kierunek myślenia popieram szczególnie. Moim zdaniem miasto to przestrzeń dla człowieka i godząc się z tym, możemy urządzać swoje otoczenie dając jakieś szanse na życie bliżej nas rodzimym gatunkom, nie zastąpimy im środowisk naturalnych lub do naturalnych zbliżonych.
Dawno temu postulowałem, że właściwym kierunkiem byłoby zobowiązanie każdej gminy do zachowania odpowiedniego procentu powierzchni dla środowisk naturalnych lub renaturalizowanych. Tymczasem nadal znikają kwietne łąki, śródleśne polany, mokradła i nadrzeczne oczka, śródpolne zakrzaczenia i stare drzewa. W tym ostatnim czasie coś drgnęło, ale zawdzięczamy to wojnie
Wstrzymano w niewielkim stopniu wyrzynanie przydrożnych alei drzew.
Czy wierzycie, że naturę można przesiedlić do przydomowych ogródków i tak ją uratować przed masowym wymieraniem gatunków???
oraz promowanie urządzania zieleni częściowo w sposób "nieuporządkowany", czyli żeby miejsca z pokrzywą, chaszczami, martwym drewnem itp. były akceptowane w przestrzeni miejskiej, np. w parkach, bo to w nich jest mnóstwo mikrosiedlisk dla różnych gatunków
A ten kierunek myślenia popieram szczególnie. Moim zdaniem miasto to przestrzeń dla człowieka i godząc się z tym, możemy urządzać swoje otoczenie dając jakieś szanse na życie bliżej nas rodzimym gatunkom, nie zastąpimy im środowisk naturalnych lub do naturalnych zbliżonych.
Dawno temu postulowałem, że właściwym kierunkiem byłoby zobowiązanie każdej gminy do zachowania odpowiedniego procentu powierzchni dla środowisk naturalnych lub renaturalizowanych. Tymczasem nadal znikają kwietne łąki, śródleśne polany, mokradła i nadrzeczne oczka, śródpolne zakrzaczenia i stare drzewa. W tym ostatnim czasie coś drgnęło, ale zawdzięczamy to wojnie
Czy wierzycie, że naturę można przesiedlić do przydomowych ogródków i tak ją uratować przed masowym wymieraniem gatunków???
-
MarcinK
- Posty: 4
- Rejestracja: 25 lutego 2024, 14:17 - ndz
Re: Zieleń Miejska dla owadów
Broń boże nie twierdzę że to będzie cudowne remedium na gniecie owadów.
Raczej chodziło mi o podejście, że jak już coś robić to porządnie a nie na pokaz.
Tak jak zauważyła Justyna, miejscy architekci krajobrazu utrzymują narrację o ochronie środowiska sądząc gatunki obce a nawet potencjalnie inwazyjne. Nie tylko roślin zielonych a nawet drzew, choćby dęby.
I tutaj mój pomysł dąży do skonfrontowania tego szkodliwego podejścia, z zestawem rodzimych roślin które mogą mieć faktyczny pozytywny wpływ na miejski ekosystem.
Raczej chodziło mi o podejście, że jak już coś robić to porządnie a nie na pokaz.
Tak jak zauważyła Justyna, miejscy architekci krajobrazu utrzymują narrację o ochronie środowiska sądząc gatunki obce a nawet potencjalnie inwazyjne. Nie tylko roślin zielonych a nawet drzew, choćby dęby.
I tutaj mój pomysł dąży do skonfrontowania tego szkodliwego podejścia, z zestawem rodzimych roślin które mogą mieć faktyczny pozytywny wpływ na miejski ekosystem.
-
Justyna
- Posty: 599
- Rejestracja: 15 maja 2013, 10:48 - śr
- Gender: women
- Specjalność: pszczoły
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 5 times
Re: Zieleń Miejska dla owadów
A to ja, z perspektywy bycia totalnym mieszczuchem i prowadzenia tu dużej części swoich badań i edukacji, widzę też odwrotny problemJacek Kalisiak pisze: 27 września 2026, 14:44 - ndz Moim zdaniem miasto to przestrzeń dla człowieka i godząc się z tym, możemy urządzać swoje otoczenie dając jakieś szanse na życie bliżej nas rodzimym gatunkom, nie zastąpimy im środowisk naturalnych lub do naturalnych zbliżonych.
Dawno temu postulowałem, że właściwym kierunkiem byłoby zobowiązanie każdej gminy do zachowania odpowiedniego procentu powierzchni dla środowisk naturalnych lub renaturalizowanych. Tymczasem nadal znikają kwietne łąki, śródleśne polany, mokradła i nadrzeczne oczka, śródpolne zakrzaczenia i stare drzewa. W tym ostatnim czasie coś drgnęło, ale zawdzięczamy to wojnieWstrzymano w niewielkim stopniu wyrzynanie przydrożnych alei drzew.
Czy wierzycie, że naturę można przesiedlić do przydomowych ogródków i tak ją uratować przed masowym wymieraniem gatunków???
Absolutnie tak, jak się coś robi, to lepiej robić dobrze, żeby nie marnować zasobów ani niechcący nie szkodzić. Wśród architektów krajobrazu i ludzi zarządzających zielenią znam super osoby, które mają dużą wiedzę o ochronie przyrody i się nią dzielą, ale jest też mnóstwo do zrobienia w kwestii edukacji. Natomiast podtrzymuję to, co pisałam wyżej, że według mnie bardziej skuteczne będzie zaczęcie edukacji od spraw ogólnych, czyli np. zwrócenia uwagi na różnorodność zapylaczy i ich potrzeb, wyjaśnienia znaczenia rodzimych roślin i tego, dlaczego gatunki inwazyjne są czymś niepożądanym, podkreślenia znaczenia dopasowania roślin do siedliska i żyjących w nim organizmów itp., a także danie narzędzi do tworzenia dobrych łąk kwietnych czy innych aranżacji. Tymi narzędziami mogą być np. źródła pozwalające sprawdzić, czy dany gatunek jest rodzimy czy obcy, albo takie strony jak lepidoptera.eu zawierające bazy roślin pokarmowych różnych gatunków, wreszcie - kontakt z lokalnymi przyrodnikami, którzy pomogą dobrać listę roślin do posadzenia w konkretnym miejscu, nie uniwersalną, ale dopasowaną do danych warunków.MarcinK pisze: 27 września 2026, 16:04 - ndz Broń boże nie twierdzę że to będzie cudowne remedium na gniecie owadów.
Raczej chodziło mi o podejście, że jak już coś robić to porządnie a nie na pokaz.
Tak jak zauważyła Justyna, miejscy architekci krajobrazu utrzymują narrację o ochronie środowiska sądząc gatunki obce a nawet potencjalnie inwazyjne. Nie tylko roślin zielonych a nawet drzew, choćby dęby.
I tutaj mój pomysł dąży do skonfrontowania tego szkodliwego podejścia, z zestawem rodzimych roślin które mogą mieć faktyczny pozytywny wpływ na miejski ekosystem.
- Jacek Kalisiak
- Posty: 3450
- Rejestracja: 24 sierpnia 2004, 14:50 - wt
- Lokalizacja: Łódź
- Has thanked: 17 times
- Been thanked: 9 times
Re: Zieleń Miejska dla owadów
Justyna podtrzymuję, że twoje zrównoważone wypowiedzi mi się podobająniestety nie dlatego, że tu jest tak super, tylko dlatego, że na wsi bywa tak bardzo źle
Ale też podtrzymuję, że punkt ciężkości w utrzymaniu bioróżnorodności leży poza miastami. A w dalekiej perspektywie w powstrzymaniu ich rozlewania się. Sugeruję, że mody nie mogą przyćmić zdrowego rozsądku. I nie mam nic przeciw zazielenianiu miast, najlepiej rozumnemu
PS. Natura jest bardzo witalna, ale jaki procent gatunków przetrwa w świecie tak zdominowanym przez człowieka?
-
MarcinK
- Posty: 4
- Rejestracja: 25 lutego 2024, 14:17 - ndz
Re: Zieleń Miejska dla owadów
Tylko to narzędzie edukacyjne musiałby mieć większą siłę przebicia, niż greenwaahingowe teksty z chatu gpt.Justyna pisze: 27 września 2026, 22:13 - ndz .Natomiast podtrzymuję to, co pisałam wyżej, że według mnie bardziej skuteczne będzie zaczęcie edukacji od spraw ogólnych, czyli np. zwrócenia uwagi na różnorodność zapylaczy i ich potrzeb, wyjaśnienia znaczenia rodzimych roślin i tego, dlaczego gatunki inwazyjne są czymś niepożądanym, podkreślenia znaczenia dopasowania roślin do siedliska i żyjących w nim organizmów itp., a także danie narzędzi do tworzenia dobrych łąk kwietnych czy innych aranżacji. Tymi narzędziami mogą być np. źródła pozwalające sprawdzić, czy dany gatunek jest rodzimy czy obcy, albo takie strony jak lepidoptera.eu zawierające bazy roślin pokarmowych różnych gatunków, wreszcie - kontakt z lokalnymi przyrodnikami, którzy pomogą dobrać listę roślin do posadzenia w konkretnym miejscu, nie uniwersalną, ale dopasowaną do danych warunków.
Poza tym, osoby odpowiedzialne za zieleń miejską powinny być powyższych spraw świadome i je realizować. Tutaj potrzebny jest chyba nacisk społeczny na samych architektów, przez trucie im czterech liter i wytykania greenwashingu
-
- Podobne tematy
- Odpowiedzi
- Odsłony
- Ostatni post
-
-
- 1 Odpowiedzi
- 2106 Odsłony
-
Ostatni post autor: Rafał SZCZECIN
-