Najpierw pojechałem do Białowieży, gdzie jak udowodniłem, że nie pochodzę z Warszawy - dostałem zniżkę na nocleg. Zaraz na drugi dzień poznałem Przemka z forum, który przyjechał do puszczy i zamieszkał u Mateusza. Przemek to świetny kolega i kompan- od razu przypadliśmy sobie do gustu, szkoda, że mógł być tylko na zapiątek. Zrobiliśmy parę wspólnych wypadów na robale. Głównie przeszukiwaliśmy stosy w poszukiwaniu urussovi, ale szukaliśmy też intensywnie na baldachach innych chrząszczy. Generalnie podczas mojego 10-dniowego pobytu w B-ży znalazłem tylko 1 samca urussovi, było gorzej niż podczas ubiegłorocznych upałów lipcowych. Jak się dowiedziałem Jarek z Bożeną znaleźli tylko 3 szt urussovi w tym sezonie. Natomiast dużo było pedostrangalii. Jakoś zdjęć jakie tu wstawię pozostawia dużo do życzenia. Miałem przestawione parametry w ustawieniach i potem jak kopresowałem foty to jeszcze dałem do vivatu
W Białowieży było super, poza tym nocne rozmowy polaków podczas grila. No i jeszcze z Radkiem się widziałem i rozmawialiśmy...
Potem pojechałem z Białowieży do Koszalina. Fajna podróż: przez Bagna Biebrzańskie, potem wokół jezior mazurskich..., a potem do Ustronia Morskiego na stanowiska aromi, textora, oculaty, lapathi. No i te foczki z sikorkami na plaży.. Pobyłem 6 dni i miałem już jechać do domu, ale brat mnie namówił na mecz Zagłębia Lubin -mojej druży, której kibicuję od ponad 30 lat ze Steaua,ą - niestety przegranego. Pozbierałem troche leptury i pojechałem do domu, ale tu pobyłem tylko 1 dzien i za namową żony pojechaliśmy do Nowej Rudy oraz w Góry Sowie. Na odwiedzenie Bzyka z forum brakło juz czasu. W Sowich oczywiście wybraliśmy się na Wielką Sowę - z przełęczy Jugowskiej. Po drodze było sporo drewna. Niestety było już praktycznie po sezonie i z robactwem kicha. Tylko rubry. Na WLK. Sowę zabraliśmy naszego psa, który w tamtym roku był z nami na Szczelińcu WLK. i tak się śmialiśmy, aby wyrobić psu legitymację GOT