Malezja 2003/2004
-
PaweÂ?
Malezja 2003/2004
---------------- (przeniesione z Forum z dn. 24.01) -----------------------------
Witam znajomych i nieznajomych i ciesze sie, ze ktos pomyslal o stworzeniu tego forum.
Korzystajac z wolnej chwili w robocie, napisze pare slow na temat pielgrzymki do Mekki..., ee, znaczy sie wyprawy do slawnych Cameron Highlands w malezyjskim stanie Perak. W sumie kilka dni w najgorszej (deszczowej) porze roku, a materialu do popreparowania cale stosy.
Cameron Highlands zaczynaja sie mniej wiecej od wysokosci 1500 m n.p.m., stad klimat jest nie tak wsciekly jak w nizinnej czesci kraju. O ile w Kuala Lumpur bylo wieczorem w dzien przyjazdu ponad 30 stopni i wilgotnosc przekraczajaca wszelkie moje dotychczasowe wyobrazenia, o tyle w gorach przyjemny chlodek, 25-30 stopni i spokojnie da sie oddychac bez obawy utopienia sie. Z racji zainteresowan wiekszosc czasu spedzilem ryjac w sciolce i z nosem w sicie. Gory otaczajace centralne miasteczko regionu (Tanah Rata) okazaly sie takie sobie dla moich grup robactwa, na stokach Gunung Jasar, G. Perdah i G. Brinchang w sciolce przewazaly drobne, acz cieszace oko czarnuchy, praktycznie zero scydmaenidow, ktore sa dla mnie celem nr. 1. Wynika to z przesiakniecia sciolki woda, bardzo trudno taki material przesiewac i recznie przegladac, trzeba jednak ciagnac ze soba jakies proste eklektory. Mimo wszystko, udalo mi sie dorwac duzego rodzynka w postaci pieknego pselaphida nalezacego do Clavigerini, opisanego dawno temu przez Raffraya, Disartrhricerus integer, zeby bylo smieszniej, to wpadla mi ta perelka w czerpak podczas zamiatania trawy przy sciezce. Rozczarowany troche sciolka przestawilem sie na czerpak i tutaj juz bylo swietnie, zeby nie powiedziec super. Poza typowymi czerpakowymi grupami, czyli stonkami i ryjkowcami, wpadaly tez rozne slicznosci z Anthicidae, Ptilodactylidae, Chelonariidae, masa swietlikow i lycidow, nawet pustosze. Trudno to zreszta wymieniac, tym bardziej, ze ostatnie dwa dni przycmily wczesniejsze lowy. Z rzeczy cieszacych mnie najbardziej, trafilem na piekne podkorowe zbiorowisko rozmaitych zwierzakow zwiazanych z mrowkami; wokol kolonii Pheidole sp. paletaly sie moje ulubione scydmaenidy - rodzaj Horaeomorphus, maly, piekny pselaphid z rodzaju Batraxis, troche dziwacznych Colydiidae i inne takie.
Ostatnie dwa dni to byla slynna 19th Mile, miejsce polozone duzo nizej niz Tanah Rata, bardziej wilgotne, z wieksza liczba sprochnialych drzew, z odrobina zarosli bambusowych (zawsze ciekawych dla pselafidziarza) i stadami tubylcow lapiacych motyle na poboczach jezdni. Tubylcy, czyli Orang Asli, utrzymuja sie chyba ze sprzedazy motyli i duzych chrzaszczy; odrobine wyzej, w Ringlet, sa farmy motyli, ktore skupuja w malych wioskach okazy i sprzedaja dalej na zachod, po wscieklych cenach. W okolicy wioski przy dziewietnastej mili dzungla jest dosc przyjemna do lazenia, z mnostwem sciezek, trudno sie pogubic, a i na zadna kobre sie raczej nie wlezie, bo tubylcy albo ich psy na biezaco zjadaja wszystko, co sie nieopatrznie zblizy do wioski. Pierwszy sprochnialy pien przyprawil mnie o wytrzeszcz oczu i opad szczeki... Kilkadziesiat endomychidow siedzi sobie pod kora w towarzystwie Passalidae, jelonka z rodzaju Nigidus i masy innych drobiazgow. Ledwo nadazalem zasysac to wszystko do ekshaustora, a jeszcze druga reka trzeba bylo lapac co szybsze stwory, np. ladne, niebieskie trzyszcze, ktore sobie pod tym pniakiem siedzialy. W sciolce masa pselaphidow, w tym cudaczne Batrisini (wiekszosc rodzajow zupelnie nie do oznaczenia, w tej grupie jest straszny bajzel), piekne Cyathigerini (Plagiophorusy, w tym rewelacyjny P. impar z czulkami jak wykrywacz metali), wielkie Harmophorusy (Brachyglutini), niesamowita Cratna torticornis (podobna do naszych Batrisodesow, ale smuklejsza, wieksza, samiec ma dwa srodkowe czlony czulkow silnie zmodyfikowane, "bananowe", oblednie to wyglada), chyba najciekawsze dla mnie okazaly sie takie rzeczy jak Pyxidicerus, Aphilia, Nedalassus czy Oxarthrius, ale bez pokazywania obrazkow trudno sie podzielic szczesciem z wejscia w posiadanie takich okazow. Najpospolitszym pselaphidem okazala sie mala, acz cieszaca oko Mnia elegans, sporo tego drobiazgu wpadlo. Jesli chodzi o Scydmaenidae, to tak sobie, glownie Euconnusy i Scydmaenusy, a wiec najtrudniejsze (i najnudniejsze) rodzaje, kiedys przyjdzie czas, ze i one zostana pooznaczane, ale tego bez porownania z typami sie nie da, wiec musza poczekac. Z wiekszych robali oczywiscie troche czarnuchow, kusoli i innych tego typu sciolkowcow. Z czerpaka albo zebrane prosto z zielska stonki, pare kozek, duzo "mieczakow" czyli Lycidae i tym podobne, odrobina zukow, w tym kruszczyc (ale na takie rzeczy to trzeba jednak pulapkowac, bez bananow i piwa trudno liczyc na duze lowy). Ogolnie pelnia szczescia.
Wracajac do Tanah Rata - miejsce stosunkowo dobre na lowy przy swietle, choc miejscowi znaja wartosc handlowych okazow i trudno przy miejskich latarniach byc pierwszym przy jakiejs Chalcosomie czy czyms w tym rodzaju. Mi wpadl wielki samiec Odontolabis femoralis, i chociaz nie jestem wielbicielem jelonkow, to adrenalina mi skoczyla (zwlaszcza w momencie, jak mnie to bydle zlapalo zuwaczkami...). Ale widok podeptanych Passalidae jest troche dobijajacy, wszedzie kreca sie durni turysci wrzeszczacy na widok co ladniejszych stworow i profilaktycznie skaczacy butami na kazda mrowke, ktora moglaby ich pozrec... Ale gdyby tak ustawic sie z wlasnym swiatlem troche na uboczu, to tylko po siatce w kazda lape, zrobic zatruwaczke z wiadra i jazda...
Pierwszy moj post, wiec krotko i chaotycznie, mam nadzieje, ze sprowokuje tym opowiesci innych wedrownych lapaczy robactwa, zwlaszcza tych zajmujacych sie malo znanymi u nas grupami.
pozdrawiam,
Paweł Jałoszyński,
--------------------------------------------------------
Napisz coś o pozwoleniach, przewozie okazów itp. papierkach. Za 3-4 lata chciałbym pojechać do Tajlandii w celach entomologicznych na ok. 3 tygodnie.
Grzegorz Banasiak
--------------------------------------------------------------------------
Czesc,
Jak jest w Tajlandii to nie wiem, nie bylem. W Malezji teoretycznie wszedzie poza CH trzeba miec zezwolenie (przynajmniej tak twierdza moi znajomi Japonczycy, ktorzy tam bez przerwy jezdza), ale na lotnisku nie mialem jakiejkolwiek kontroli poza rutynowym przeswietlaniem. Wiec problemow z transportem nie ma, a przynajmniej ja nie mialem. Inna sprawa, ze ja zbieram glownie drobnice, jakby jechac z workiem jelonkow czy walizka motyli to latwiej o zwrocenie uwagi celnikow. Jedyny praktyczny problem to ochrona zebranego materialu przed zaplesnieniem lub zjedzeniem przez mrowki, o wysuszeniu czegokolwiek w takim klimacie mozna zapomniec, a przy wysokich temperaturach niektore okazy moga zaczac sie rozpadac w zamknietych probowkach w parach octanu. Aha, jak juz jestem przy octanie - tu akurat oczekiwalem klopotow, bo w Malezji jest kara smierci za przemyt narkotykow i troche sie balem zwiekszonej czujnosci jesli chodzi o jakies podejrzane butelki z mocno pachnacymi cieczami. Ale bez problemu przewiozlem tyle octanu, ile bylo mi potrzebne.
pozdrawiam,
Pawel
------------------------------------------------------
zazdroszcze :) a jakie sa koszty takiej wyprawy ? nosze sie z opowiescia o wyjezdzie na Slowacje ale nie wiem czy kogos to zainteresuje wszak wszyscy jezdza na slowacje :)
pozdrawiam
_________________
przemek
------------------------------------------------------------
Brawo! Wspaniale się czyta - sam napisze chętnie o swoich wyprawach do Bułgarii i Turcji. Natomiast na Słowacji nie byłem, tak więc chętnie poczytam (to do Przemka :-) Wogóle o każdym miejscu na świecie chętnie bym poczytał - podróże to bardzo pasjonująca strona entomologii!!! No i te przeżycia....
Jacek
-------------------------------------------------------------
Czesc,
Ceny na miejscu sa podobne do polskich (chyba, od jakiegos czasu nie sledze co ile w Polsce kosztuje); lecialem z Tokio, wiec koszty przelotu nie na wiele ci sie przydadza. Jakby ktos sie wybieral, to sluze szczegolami.
"Podroze" to moze byc tez opis udanych lowow na parapecie u kumpla pod Warszawa, nie widze powodu, dla ktorego Slowacja mialaby byc mniej interesujaca od Orientu. A kazdy chetnie przeczyta co i gdzie w czerpak wpada.
I jeszcze mala errata - dopiero teraz sie zorientowalem, ze nawet na etykietach wypisalem "Perak", a to przeciez stan Pahang, skad mi sie ten Perak wzial...
pozdrawiam,
Pawel
Witam znajomych i nieznajomych i ciesze sie, ze ktos pomyslal o stworzeniu tego forum.
Korzystajac z wolnej chwili w robocie, napisze pare slow na temat pielgrzymki do Mekki..., ee, znaczy sie wyprawy do slawnych Cameron Highlands w malezyjskim stanie Perak. W sumie kilka dni w najgorszej (deszczowej) porze roku, a materialu do popreparowania cale stosy.
Cameron Highlands zaczynaja sie mniej wiecej od wysokosci 1500 m n.p.m., stad klimat jest nie tak wsciekly jak w nizinnej czesci kraju. O ile w Kuala Lumpur bylo wieczorem w dzien przyjazdu ponad 30 stopni i wilgotnosc przekraczajaca wszelkie moje dotychczasowe wyobrazenia, o tyle w gorach przyjemny chlodek, 25-30 stopni i spokojnie da sie oddychac bez obawy utopienia sie. Z racji zainteresowan wiekszosc czasu spedzilem ryjac w sciolce i z nosem w sicie. Gory otaczajace centralne miasteczko regionu (Tanah Rata) okazaly sie takie sobie dla moich grup robactwa, na stokach Gunung Jasar, G. Perdah i G. Brinchang w sciolce przewazaly drobne, acz cieszace oko czarnuchy, praktycznie zero scydmaenidow, ktore sa dla mnie celem nr. 1. Wynika to z przesiakniecia sciolki woda, bardzo trudno taki material przesiewac i recznie przegladac, trzeba jednak ciagnac ze soba jakies proste eklektory. Mimo wszystko, udalo mi sie dorwac duzego rodzynka w postaci pieknego pselaphida nalezacego do Clavigerini, opisanego dawno temu przez Raffraya, Disartrhricerus integer, zeby bylo smieszniej, to wpadla mi ta perelka w czerpak podczas zamiatania trawy przy sciezce. Rozczarowany troche sciolka przestawilem sie na czerpak i tutaj juz bylo swietnie, zeby nie powiedziec super. Poza typowymi czerpakowymi grupami, czyli stonkami i ryjkowcami, wpadaly tez rozne slicznosci z Anthicidae, Ptilodactylidae, Chelonariidae, masa swietlikow i lycidow, nawet pustosze. Trudno to zreszta wymieniac, tym bardziej, ze ostatnie dwa dni przycmily wczesniejsze lowy. Z rzeczy cieszacych mnie najbardziej, trafilem na piekne podkorowe zbiorowisko rozmaitych zwierzakow zwiazanych z mrowkami; wokol kolonii Pheidole sp. paletaly sie moje ulubione scydmaenidy - rodzaj Horaeomorphus, maly, piekny pselaphid z rodzaju Batraxis, troche dziwacznych Colydiidae i inne takie.
Ostatnie dwa dni to byla slynna 19th Mile, miejsce polozone duzo nizej niz Tanah Rata, bardziej wilgotne, z wieksza liczba sprochnialych drzew, z odrobina zarosli bambusowych (zawsze ciekawych dla pselafidziarza) i stadami tubylcow lapiacych motyle na poboczach jezdni. Tubylcy, czyli Orang Asli, utrzymuja sie chyba ze sprzedazy motyli i duzych chrzaszczy; odrobine wyzej, w Ringlet, sa farmy motyli, ktore skupuja w malych wioskach okazy i sprzedaja dalej na zachod, po wscieklych cenach. W okolicy wioski przy dziewietnastej mili dzungla jest dosc przyjemna do lazenia, z mnostwem sciezek, trudno sie pogubic, a i na zadna kobre sie raczej nie wlezie, bo tubylcy albo ich psy na biezaco zjadaja wszystko, co sie nieopatrznie zblizy do wioski. Pierwszy sprochnialy pien przyprawil mnie o wytrzeszcz oczu i opad szczeki... Kilkadziesiat endomychidow siedzi sobie pod kora w towarzystwie Passalidae, jelonka z rodzaju Nigidus i masy innych drobiazgow. Ledwo nadazalem zasysac to wszystko do ekshaustora, a jeszcze druga reka trzeba bylo lapac co szybsze stwory, np. ladne, niebieskie trzyszcze, ktore sobie pod tym pniakiem siedzialy. W sciolce masa pselaphidow, w tym cudaczne Batrisini (wiekszosc rodzajow zupelnie nie do oznaczenia, w tej grupie jest straszny bajzel), piekne Cyathigerini (Plagiophorusy, w tym rewelacyjny P. impar z czulkami jak wykrywacz metali), wielkie Harmophorusy (Brachyglutini), niesamowita Cratna torticornis (podobna do naszych Batrisodesow, ale smuklejsza, wieksza, samiec ma dwa srodkowe czlony czulkow silnie zmodyfikowane, "bananowe", oblednie to wyglada), chyba najciekawsze dla mnie okazaly sie takie rzeczy jak Pyxidicerus, Aphilia, Nedalassus czy Oxarthrius, ale bez pokazywania obrazkow trudno sie podzielic szczesciem z wejscia w posiadanie takich okazow. Najpospolitszym pselaphidem okazala sie mala, acz cieszaca oko Mnia elegans, sporo tego drobiazgu wpadlo. Jesli chodzi o Scydmaenidae, to tak sobie, glownie Euconnusy i Scydmaenusy, a wiec najtrudniejsze (i najnudniejsze) rodzaje, kiedys przyjdzie czas, ze i one zostana pooznaczane, ale tego bez porownania z typami sie nie da, wiec musza poczekac. Z wiekszych robali oczywiscie troche czarnuchow, kusoli i innych tego typu sciolkowcow. Z czerpaka albo zebrane prosto z zielska stonki, pare kozek, duzo "mieczakow" czyli Lycidae i tym podobne, odrobina zukow, w tym kruszczyc (ale na takie rzeczy to trzeba jednak pulapkowac, bez bananow i piwa trudno liczyc na duze lowy). Ogolnie pelnia szczescia.
Wracajac do Tanah Rata - miejsce stosunkowo dobre na lowy przy swietle, choc miejscowi znaja wartosc handlowych okazow i trudno przy miejskich latarniach byc pierwszym przy jakiejs Chalcosomie czy czyms w tym rodzaju. Mi wpadl wielki samiec Odontolabis femoralis, i chociaz nie jestem wielbicielem jelonkow, to adrenalina mi skoczyla (zwlaszcza w momencie, jak mnie to bydle zlapalo zuwaczkami...). Ale widok podeptanych Passalidae jest troche dobijajacy, wszedzie kreca sie durni turysci wrzeszczacy na widok co ladniejszych stworow i profilaktycznie skaczacy butami na kazda mrowke, ktora moglaby ich pozrec... Ale gdyby tak ustawic sie z wlasnym swiatlem troche na uboczu, to tylko po siatce w kazda lape, zrobic zatruwaczke z wiadra i jazda...
Pierwszy moj post, wiec krotko i chaotycznie, mam nadzieje, ze sprowokuje tym opowiesci innych wedrownych lapaczy robactwa, zwlaszcza tych zajmujacych sie malo znanymi u nas grupami.
pozdrawiam,
Paweł Jałoszyński,
--------------------------------------------------------
Napisz coś o pozwoleniach, przewozie okazów itp. papierkach. Za 3-4 lata chciałbym pojechać do Tajlandii w celach entomologicznych na ok. 3 tygodnie.
Grzegorz Banasiak
--------------------------------------------------------------------------
Czesc,
Jak jest w Tajlandii to nie wiem, nie bylem. W Malezji teoretycznie wszedzie poza CH trzeba miec zezwolenie (przynajmniej tak twierdza moi znajomi Japonczycy, ktorzy tam bez przerwy jezdza), ale na lotnisku nie mialem jakiejkolwiek kontroli poza rutynowym przeswietlaniem. Wiec problemow z transportem nie ma, a przynajmniej ja nie mialem. Inna sprawa, ze ja zbieram glownie drobnice, jakby jechac z workiem jelonkow czy walizka motyli to latwiej o zwrocenie uwagi celnikow. Jedyny praktyczny problem to ochrona zebranego materialu przed zaplesnieniem lub zjedzeniem przez mrowki, o wysuszeniu czegokolwiek w takim klimacie mozna zapomniec, a przy wysokich temperaturach niektore okazy moga zaczac sie rozpadac w zamknietych probowkach w parach octanu. Aha, jak juz jestem przy octanie - tu akurat oczekiwalem klopotow, bo w Malezji jest kara smierci za przemyt narkotykow i troche sie balem zwiekszonej czujnosci jesli chodzi o jakies podejrzane butelki z mocno pachnacymi cieczami. Ale bez problemu przewiozlem tyle octanu, ile bylo mi potrzebne.
pozdrawiam,
Pawel
------------------------------------------------------
zazdroszcze :) a jakie sa koszty takiej wyprawy ? nosze sie z opowiescia o wyjezdzie na Slowacje ale nie wiem czy kogos to zainteresuje wszak wszyscy jezdza na slowacje :)
pozdrawiam
_________________
przemek
------------------------------------------------------------
Brawo! Wspaniale się czyta - sam napisze chętnie o swoich wyprawach do Bułgarii i Turcji. Natomiast na Słowacji nie byłem, tak więc chętnie poczytam (to do Przemka :-) Wogóle o każdym miejscu na świecie chętnie bym poczytał - podróże to bardzo pasjonująca strona entomologii!!! No i te przeżycia....
Jacek
-------------------------------------------------------------
Czesc,
Ceny na miejscu sa podobne do polskich (chyba, od jakiegos czasu nie sledze co ile w Polsce kosztuje); lecialem z Tokio, wiec koszty przelotu nie na wiele ci sie przydadza. Jakby ktos sie wybieral, to sluze szczegolami.
"Podroze" to moze byc tez opis udanych lowow na parapecie u kumpla pod Warszawa, nie widze powodu, dla ktorego Slowacja mialaby byc mniej interesujaca od Orientu. A kazdy chetnie przeczyta co i gdzie w czerpak wpada.
I jeszcze mala errata - dopiero teraz sie zorientowalem, ze nawet na etykietach wypisalem "Perak", a to przeciez stan Pahang, skad mi sie ten Perak wzial...
pozdrawiam,
Pawel
-
Pawel Jaloszynski
- Posty: 1887
- Rejestracja: 05 lutego 2004, 02:00 - czw
- Lokalizacja: Palearktyka
Re: Malezja 2003/2004
Skoro mozna juz umieszczac zdjecia, to na poczatek w ramach testu obrazek plantacji herbacianych na stokach Gunung Brinchang:
- Załączniki
-
teafields2.jpg- (58.08 KiB) Pobrany 1604 razy