Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Awatar użytkownika
Wujek Adam [†]
Posty: 3305
Rejestracja: środa, 30 maja 2007, 20:17
UTM: DC98
Specjalność: Cerambycidae
Lokalizacja: Warszawa

Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Wujek Adam [†] »

Któregoś razu znajoma namówiła mnie na dołączenie do jednej z fejsbukowych grup luźno traktującej o owadach. Zrobiłem to, a kilka dni temu nieco zniesmaczony jej poziomem, gwoli rozruszania towarzystwa, wkleiłem tam zdjęcie Thysania agrippina (załączone poniżej), okraszone takim komentarzem: Mój znajomy jesienią w parku zaobserwował taką ćmę siedzącą na pniu drzewa. Wie ktoś co to za gatunek?
Efekt był hm, spektakularny. :-?

- przez 3 doby pojawiło się ponad 2000 komentarzy. A raczej "komentarzy", bo wiele z nich to same emotikony i ani jednej literki;
- wśród komentarzy składających się ze słów 90% stanowią albo najpospolitsze, prymitywne wulgaryzmy, albo pytanie "co to?";
- w pozostałych treściach nierzadka jest agresja, a konkretnie wyrażone w kilku słowach sadystyczne opisy co dany User chętnie zrobiłby z taka ćmą, gdyby ją w naturze spotkał;
- u wielu młodych ludzi, w tym zwłaszcza u kobiet, widok ćmy wywoływał skojarzenia z defekacją, która na pewno nastąpiłaby natychmiastowo, gdyby doszło do spotkania z takim owadem;
- nierzadka też była niewiara w istnienie takiego stworzenia, a fotka była traktowana jako fake;
- trafiały się też próby oznaczenia gatunku, w tym nawet skuteczne, jak również pozytywny odbiór ćmy, z reguły wyrażony jednym czy dwoma słowami;
- pojawiło się paręnaście wypowiedzi z kontekstem seksualnym dotyczącym Thysania agrippina;
- bodajże 6 osób zapytało, czy zdjęcie było wykonane w Polsce;
- jedna wypowiedź zawierała zabawne porównanie skrzydeł motyla do babcinego obrusa.

Wnioski wyciągnijcie sami.

Stanisław Lem napisał kiedyś: Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Miał rację. A wysoce niepokojącym zdaję się obraz rozmiarów tego zidiocenia, w połączeniu z jego dostępnością i społeczną akceptacją. :mysl: :cry:
Załączniki
Thysania.jpg
Pokaż obraz w oryginalnym rozmiarze (176.74 KiB)
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

No bo internet działa jak szkło powiększające, wydobywając to, co normalnie umyka naszemu odbiorowi. Przecież w realu nie biegałbyś od człowieka do człowieka, od znajomego z pracy do pani z mięsnego, od kierowcy Tira do nauczyciela WF-u podtykając im zdjęcie Thysanii i pytając co o tym myślą (zresztą w kontakcie bezpośrednim wielu nie wykazywałoby się takim rezonem w wydawaniu opinii). A w internecie napisać może każdy, kto mniej więcej ogarnia klawiaturę i przycisk enter. Dlatego nie sądzę, żeby owo zidiocenie było pieśnią naszych czasów. Zawsze istnieli w dużej liczbie idioci, nieuki, prymitywy, ludzie w najlepszym wypadku bezmyślni, internet dał im tylko możliwość skonsolidowania sił.
Acz faktem jest, że ta głupota stała się społecznie dużo bardziej akceptowana, tu się zgodzę.

A że owady, czy szerzej stawonogi, nigdy nie budziły specjalnego entuzjazmu (delikatnie mówiąc) to osobna kwestia. To tylko nam, w naszej bańce może wydawać się, że nie mają takiego złego PR-u. Większość ludzi podchodzi do nich na zasadzie "chłop żywemu nie przepuści" pomieszanej z odrazą i niechęcią. Nie wiem czym to jest powodowane - atawizmem, brakami w wykształceniu, brakiem ciekawości świata? - ale mam wrażenie, że to jedna z rzeczy, które nie ulegają zmianie.
Awatar użytkownika
Wujek Adam [†]
Posty: 3305
Rejestracja: środa, 30 maja 2007, 20:17
UTM: DC98
Specjalność: Cerambycidae
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Wujek Adam [†] »

Zasadniczo-pobieżnie zgoda, lecz w kwestii biegania za ludźmi w celu oceny owada, był już taki eksperyment. Przed laty przeprowadził go pan Strojny, który opowiedział o tym w swej książeczce o koziorogu dęboszu. A pytał różnych ludzi, z różnych warstw społecznych.
Może litościwie oszczędził nam komentów w stylu: "O k***a, co to? Ja bym to z miejsca butem z*****ł!"? Choć jako naukowiec powinien być rzetelny w cytowaniu. A może faktycznie w osobistych kontaktach ludzie starają się być bardziej powściągliwi i wyważeni, niż w necie?

Tak czy owak spodziewałem się... czego właściwie?
Może większej dawki humoru, polotu i pomysłowości? I deczko większej samodzielności, choć nie od dziś wiadomo, że w necie modne jest pytanie "co to", a mało kto sili się na samodzielne szukanie odpowiedzi (osobną sprawą jest nie wracanie do swych postów i nie interesowanie się, czy padła na nie jakakolwiek odpowiedź).
Niemniej przykładowa Thysania powinna zacząć się bać. :-(
ricosz
Posty: 429
Rejestracja: czwartek, 20 lutego 2014, 16:47
UTM: EC95
Lokalizacja: Łuków

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: ricosz »

Mnie osobiście już przestało to dziwić, a jedynie denerwują mnie komentarze w postaci samych tylko emotków i wulgaryzmy. Zastanawiam się też, dlaczego ludzie w większości przypadków reagują na widok bezkręgowców agresywnie, a nie z zaciekawieniem. Tłumaczę to sobie wieloma czynnikami m.in. straszeniem w mediach kleszczami, komarami tygrysimi itp., ale i samą ewolucją naszego gatunku. Działamy z automatu i jeśli czegoś nie znamy, to się tego boimy. W rezultacie albo uciekamy (gdy nasz mózg rozpozna, że nie mamy szans), albo zabijamy, gdy mamy przewagę. W ten sposób działamy niejako "na zaś" eliminując teoretyczne zagrożenie. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież już dawno wyszliśmy z jaskiń i cywilizacja powinna nas czegoś nauczyć, oświata jest ogólnie dostępna i darmowa. Wygląda jednak na to, że z jaskiń wyszliśmy tylko fizycznie. Wpływ na nasze agresywne i wulgarne zachowanie ma też codzienne życie - z reguły "szare, długie i do d..." że tak pozwolę sobie zacytować. Dodam jeszcze drugi mój ulubiony cytat z filmu SF (w wersji oryginalnej): "A person is smart. People are dumb, panicky, dangerous animals, and you know it!".
Awatar użytkownika
Jacek Kurzawa
Posty: 9488
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 19:35
UTM: DC30
Specjalność: Cerambycidae
profil zainteresowan: Muzyka informatyka makrofotografia
Lokalizacja: Tomaszów Mazowiecki
Podziękował(-a): 4 times
Podziękowano: 1 time
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Jacek Kurzawa »

Od pewnego czasu dostrzegam, że jakakolwiek wypowiedź, jakiekolwiek zdjęcie, komentarz.. cokolwiek - wywołuje u części odbiorców negatywny odbiór. Tak już jest. W Internecie jest coraz więcej śmieci, szlamu i patologicznych zachowań. Jest to miejsce coraz mniej odpowiednie do prowadzenia poważnych czy po prostu normalnych dyskusji. Forum przeszło niejedną „pandemię” złości, frustracji i dyskusji kończących się kłótniami, dyskusji zbyt emocjonalnych. Internet nas przerasta... Oczekujemy od niego czegoś, czego tu nie ma.
W Internecie siedzi cała masa ludzi zamkniętych w sobie, sfrustrowanych, nudzących się etc. którzy mają czas na pisanie bzdetów. W sumie to ja teraz robię to samo, tyle, że próbuję się jakoś konstruktywnie odnieść do tego, co napisali przedmówcy i podzielić się swoimi odczuciami w tym temacie. serdecznie pozdrawiam i uciekam do pracy w realu :-) :hi:
Maciej Sosnowski
Posty: 482
Rejestracja: niedziela, 19 sierpnia 2018, 11:37
UTM: EC09
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Maciej Sosnowski »

Odnosząc się do sprawy samej Thysania agrippina: z niekłamanym smutkiem muszę powiedzieć, że opisane reakcje i cała sytuacja nie budzą we mnie choćby minimalnego zaskoczenia - naprawdę nietrudno było przewidzieć efekt. Mój kontakt z internetem jest jak na osobę z mojej grupy wiekowej (rocznik 2002) dość ograniczony, ale wystarczający by z przerażeniem, niekiedy też autentycznym niedowierzaniem (choć to coraz rzadziej - zazwyczaj spodziewam się najgorszego) zauważać ogrom niewiedzy, bezinteresownej złośliwości, agresji itd. W ludzkość jako ogół nie wierzyłem nigdy, nie wiem czy to mizantropia czy ta refleksja spłynęła na mnie w tak młodym wieku, że nawet nie pamiętam, bym kiedykolwiek miał inne podejście, ciężko powiedzieć.
Co do stwierdzenia, że idioci byli zawsze: nie ulega wątpliwości, należy też uczciwie postawić sprawę poprzez stwierdzenie, że zawsze to była większość. To, co spowodował internet to znalezienie dla nich miejsca na nieograniczone promowanie swoich poglądów, zachowań, braku kultury i ogólnej degrengolady. Jako organizm mniej lub bardziej stadny ludzie widząc pewne wzorce powtarzające się w przestrzeni publicznej sami je przyjmują jako obowiązujące normy, ponieważ nie chcą odstawać i boją się ostracyzmu społecznego. To wszystko spowodowało, że statystyczny wzrost pewnych, delikatnie rzec ujmując, niegodnych postaw wystrzelił w górę - ponieważ szerzy się z coraz większą łatwością. Także ludzi bardzo ograniczonych nigdy nie brakowało, ale dzięki internetowi mogą w znacznie większy sposób wpływać na otoczenie i poniekąd je kształtować. Kolejna sprawa to fakt, że ciekawość świata jest moim zdaniem cechą wymierającą i ciężko mi jest znaleźć wśród swoich znajomych osoby, które mają jej tyle, co ja. Może stąd to przekonanie o nieuchronnej autodestrukcji człowieka poprzedzonej degradacją człowieczeństwa...
Swoją winę ponosi tu też posunięta niekiedy do granic absurdu szeroko pojęta poprawność polityczna, przez którą już nie wypada wprost komuś powiedzieć, że nie spełnia intelektualnych kompetencji do swobodnego funkcjonowania w społeczeństwie (a szkoda...). W 1989 roku 7% społeczeństwa miało wyższe wykształcenie, obecnie jest to około 33%. Czy to znaczy, że ludzie stali się inteligentniejsi? Nie. Po prostu powstało przekonanie, że mimo różnic każdy się do czegoś nadaje, a to nie prawda. I jak tu już ktoś kiedyś napisał: „mamy w Polsce kilka milionów magistrów, którzy nie umieją wskazać równika na mapie.” I teraz zbieramy tego efekty.
Taka to jest moja diagnoza społeczna, choć bardzo płytka, bo nie poruszyłem mnóstwa ważnych kwestii, to chyba sytuację Thysanii można do tego odnieść.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Adam, co tu dużo mówić o entomologi, która w skali 38 milionow mieszkańców Polski jest zupełnie niszową dziedziną, czy nawet o szeroko rozumianej przyrodzie, jak często okazuje się, że wiedza ogólna obecnej inteligencji jest naprawdę żenujaca.

Oglądam czasem "Postaw na Milion", gdzie oprócz pytań podchwytliwych, durnych lub wymyślnych, wiele jest jednak z naszej podstawowej wiedzy ogólnej, wręcz licealnej. Ostatnio jakaś pani na pytanie z jakiego kraju pochodzi medal Virtuti militari, oświadczyła że sądząc z nazwy to włoski.....

I taką własnie niewiedzę ludzie epoki smartfonów i SMS zapewne maskują emotką albo wpisem typu "o k.., ale robal......." żeby było śmieszniej w ich mniemaniu

Ale odzwierciedla to też obecne "młodzieżowe obyczaje", niestety wyjdę tu trochę na starego zgreda, ale kiedyś tyle się nie klęło, a jeśli nawet, to bardziej "prywatnie" niż publicznie, bez żadnych zahamowań. To był język "roboli" i "marginesu". Wystarczy teraz gdzieś postać obok i posłuchać rozmów grupy młodzieży, a nawet samych panienek....Niestety internet dodatkowo ułatwia promocję chamstwa, agresji i wulgaryzmów, ba - każdy wpis chama i profesora jest równoważny, ot taka swoista demokracja. I to cham łatwiej weźmie profesora pod but swoją agresją i brakiem zahamowań, niż ulegnie sile argumentów.

Z tego powodu wulgaryzmy bardzo się to zdeprecjonowały i stały codziennością, co gorsza przechodzi to do jezyka "wyższych sfer" i "autorytetów", ostatnio objawiły się osoby z tytułami profesorskimi popierające taki język w sferze publicznej. Nie chcę sie wdawać tu w żadne polityczne dywagacje, ale medialna akceptacja dla języka "strajku kobiet", czy finał sądowy ordynarnych publicznych wypowiedzi pewnego wielkiego autorytetu dobroczynnego do tłumu młodzieży, prowadzi tylko do dalszego upadku polszczyzny i szerzenia sie "łaciny". Już można wszystko.....
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

PawełB pisze:Nie chcę sie wdawać tu w żadne polityczne dywagacje, ale medialna akceptacja dla języka "strajku kobiet",  czy finał sądowy ordynarnych publicznych wypowiedzi pewnego wielkiego autorytetu dobroczynnego do tłumu młodzieży,  prowadzi tylko do dalszego upadku polszczyzny i szerzenia sie "łaciny".
Zatem lepiej się nie wdawaj, ponieważ:
a) język obecnych protestów ma swoje konkretne przyczyny, wśród których chęć pobluzgania w celu zaszokowania dziadersów jest na ostatnim miejscu, o ile w ogóle jest;
b) inwektywy, które wydalają z siebie przedstawiciele twojej opcji politycznej można długo wymieniać;
c) można wyrażać się językiem nieskazitelnym i eleganckim, a mimo to być szują i moralnym barbarzyńcą.
goościu
Posty: 427
Rejestracja: sobota, 9 marca 2013, 11:49
Lokalizacja: Podkarpackie

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: goościu »

Rozbieracie społeczeństwo na czynniki pierwsze i jest w tym trochę racji, ale przede wszystkim należy się odnieść do samej grupy. Jeżeli admini prowadzą ją w sposób beznadziejny, to grupa będzie beznadziejna. Bardzo dużo zależy od zasad. To samo było dyskutowane na forum w sprawie zalania go przez domowe robaczki. Jeśli się tych pytań nie kanalizuje, to tworzy się taka a nie inna atmosfera, specyfika grupy/forum. Trudno oczekiwać żeby społeczność szukająca odpowiedzi na pytanie jak się pozbyć pluskiew zaczęła następnie intelektualne dyskusje o ekologii owadów. Grupa nie jest odzwierciedleniem społeczeństwa, tylko stanowi zbierankę ludzi, którzy podjęli decyzję o wstąpieniu do niej (na pewno wielu jest takich, którzy spojrzeli na samą nazwę z politowaniem i zrezygnowali - nie jestem pewien czy myślimy o tej samej grupie). Jeśliby dodatkowo moderacja prowadziła ją w sposób interesujący albo chociaż wysilała się w tym kierunku, to na pewno wyglądałoby to inaczej.
Nie neguję mizernego poziomu wiedzy społeczeństwa, któremu stopniowo obniża się wymagania (podstawy programowe). Po prostu ta grupa jest zbieranką ludzi o innych zainteresowaniach, traktujących robaczki jako przerywnik w bezmyślnym scrollowaniu fb. Mamy na świecie i forum dipterologów, ale na przykład dla mnie ich fascynacja muchami jest równie śmieszna, jak dla kogoś fascynacja szarymi ćmulami. A widzieliście kiedyś grupę Entomemeology? Tam to jest dopiero odjazd.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Aneta pisze:
PawełB pisze:Nie chcę sie wdawać tu w żadne polityczne dywagacje, ale medialna akceptacja dla języka "strajku kobiet",  czy finał sądowy ordynarnych publicznych wypowiedzi pewnego wielkiego autorytetu dobroczynnego do tłumu młodzieży,  prowadzi tylko do dalszego upadku polszczyzny i szerzenia sie "łaciny".
Zatem lepiej się nie wdawaj, ponieważ:
a) język obecnych protestów ma swoje konkretne przyczyny, wśród których chęć pobluzgania w celu zaszokowania dziadersów jest na ostatnim miejscu, o ile w ogóle jest;
b) inwektywy, które wydalają z siebie przedstawiciele twojej opcji politycznej można długo wymieniać;
c) można wyrażać się językiem nieskazitelnym i eleganckim, a mimo to być szują i moralnym barbarzyńcą.
Z twojej strony najmniej spodziewałem sie takiej reakcji, bo zawsze wydawałaś mi się osobą spokojną i zrównoważoną. Jak widze uznajesz zasadę cel uświęca środki. Moim skromnym zdaniem strefa publiczna powinna być chroniona od takiego języka. Ciekawe kto ma decydować, kiedy to pobluzganie jst uzasadnione. Zapewne poetki i profesorki literatury:

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,264 ... czela.html

Mam też wrażenie że nie odróżniasz pojęcia inwektywa od prostych wulgaryzmów skłądajacych się z słów typu **********. Inwektywą jest np. użyte przez ciebie zgrabne słowo dziaders. Mimo wszystko znajduje się na innym poziomie niz te gwiazdki. To jest taka subtelna różnica.
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

PawełB pisze:Ciekawe kto ma decydować, kiedy to pobluzganie jst uzasadnione. Zapewne poetki i profesorki literatury
Skądże, takie doniosłe zadanie może wypełniać jedynie elita typu Szeregowy Wiceminister z Kotem.
Mam też wrażenie że nie odróżniasz pojęcia inwektywa od prostych wulgaryzmów skłądajacych się z słów typu **********.
Tak, "wrażenie" to odpowiednie słowo.

I bardzo IMO znamienne, że w ogóle nie odniosłeś się do trzeciego punktu.
Maciej Sosnowski
Posty: 482
Rejestracja: niedziela, 19 sierpnia 2018, 11:37
UTM: EC09
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Maciej Sosnowski »

Chyba nie ma co się wdawać w politykę tutaj... Przecież to niczemu nie służy tak długo jak nie przekłada się to na entomologię (chyba, że czyimś celem jest zwykłe sianie fermentu). Ja nie będę udawał, że do obu stron politycznego sporu mam taki sam stosunek, bo to co obecna władza wyprawia już przekracza wszelkie granice, ale naprawdę, po co ten temat wałkować? Każdy ma swoje zdanie, nikt nikogo nie przekona i tyle. Dżalal ad-Din Rumi napisał kiedyś wybitnie mądre zdanie: „Wczoraj byłem bystry i chciałem zmieniać świat, dziś jestem mądry, więc zmieniam siebie”. Myślę, że krótka refleksja nad jego sensem pozwoli ostudzić emocje i uniknąć niepotrzebnych, odbiegających od tematu dyskusji. Bądźmy mądrymi ludźmi, a nie tylko bystrymi ;-) .
kolagen
Posty: 305
Rejestracja: czwartek, 26 listopada 2009, 11:34
UTM: DA24
Lokalizacja: Kraków
Podziękował(-a): 1 time
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: kolagen »

Wujek Adam pisze: Tak czy owak spodziewałem się... czego właściwie?
Nie wiem o jakiej grupie mówisz, ale właśnie myślę że Twoje odczucie rozczarowania może być spowodowane że spodziewałeś się grupy bardziej "naukowej" a nie typowej grupy na FB gdzie wrzucane są memy i innego typu zjadacze czasu.

Co do podejścia społeczeństwa do bezkręgowców to niestety chyba najczęstsze odczucia to strach i agresja (a jeśli już ktoś szuka wiedzy to "jak je wybić z domu/ogródka")...
Awatar użytkownika
Grzegorz Banasiak
Posty: 4468
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 23:27
UTM: DC45
Lokalizacja: Skierniewice
Podziękował(-a): 2 times
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Grzegorz Banasiak »

Koleżanko Aneto i Kolego PawleB - przywołuję was do porządku, to nie jest miejsce na polityczne dywagacje czy lepszy Kaczyński czy Tusk, każdy niech to sobie rozważy we własnej głowie i upust tym rozważaniom da przy urnach wyborczych.
Dyskutujemy o języku w internecie i emocjach - właśnie dajecie temu upust i rozpoczęliście dyskusję, które zwykle nie kończą się najlepiej. Napijcie się kawy/herbaty/melisy dla uspokojenia emocji i pozostańcie przy swoich zdaniach odrębnych bez ich uzewnętrzniania na forum.

Bardzo Was o to proszę !!!
shamoth
Posty: 54
Rejestracja: sobota, 3 sierpnia 2019, 00:03

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: shamoth »

Mądry nigdy nie będzie oceniał głupiego
Awatar użytkownika
Wujek Adam [†]
Posty: 3305
Rejestracja: środa, 30 maja 2007, 20:17
UTM: DC98
Specjalność: Cerambycidae
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Wujek Adam [†] »

A ja podtrzymuję apel Grzegorza i uprzejmie proszę Admina o ewentualne interwencje, tj. w przypadku dalszych wychyłów politycznych w moim wątku o przenoszenie postów zawierających takie treści do jakiegoś osobnego tematu, gdzie rozmiłowani w polityce będą mogli do woli oddawać się swemu hobby.

A w temacie:
Czytam Was i myślę.
... i wymyśliłem, że zbyt wiele oczekiwałem od pewnej fejsbukowej grupy.
Choć z drugiej strony wydaje mi się, że pod względem poziomu i kultury moje wymagania były minimalne!
:ses
Maciej Sosnowski
Posty: 482
Rejestracja: niedziela, 19 sierpnia 2018, 11:37
UTM: EC09
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Maciej Sosnowski »

Myślę, że jakiekolwiek minimalne wymagania mogą w dzisiejszych czasach zostać brutalnie zweryfikowane. Dlatego ja staram się nie mieć żadnych, chociaż nie zawsze się udaje...
goościu
Posty: 427
Rejestracja: sobota, 9 marca 2013, 11:49
Lokalizacja: Podkarpackie

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: goościu »

Ja tam myślę że trzeba mieć sprecyzowane wymagania i oczekiwania. Tym bardziej jeśli rozmawiamy o forum entomologicznym, na którym się znajdujemy (niektórzy mają tego świadomość). Nie wiem jak Ci dokładnie odpisać, ale nie przemawia do mnie takie minimalistyczne przedstawienie sprawy.
Natomiast żeby nie krążyć w filozofii, a w temacie: Adam swoim eksperymentem poniekąd zwrócił uwagę, jak bardzo ważne jest, żeby na forum zachować odpowiedni poziom dyskusji. W końcu jest to chyba jedyne miejsce w internecie, w którym można po polsku dyskutować o entomologii w gronie faktycznie głęboko zainteresowanych osób (a nie przypadkowych jak na fb). Ja sobie to bardzo cenię, choćby w świetle naszych ostatnich wpisów o mikrach.
Maciej Sosnowski
Posty: 482
Rejestracja: niedziela, 19 sierpnia 2018, 11:37
UTM: EC09
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Maciej Sosnowski »

Pełna zgoda w kwestii precyzji oczekiwań, ale ja nie odnoszę się w swoich wypowiedziach do forum czy grupy na Facebooku tylko przede wszystkim biorę pod lupę szerszy kontekst. W takiej sytuacji nie można postawić precyzyjnych oczekiwań (zbyt dużo możliwości ze względu na liczbę osobnych jednostek), a więc w mojej opinii lepiej zostać przy minimalizmie i nie rozczarowywać się.
Co do samego eksperymentu, to wnioski wyciągasz jak najbardziej słuszne. Myślę, że efekt z czysto naukowego punktu widzenia jest bardzo dobry (mnogość danych). Jeśli przenieść to na skalę mikro do naszego forum, to o ile na tematykę postów można czasem ponarzekać (co drugi nowy post jest w dziale domowe robaczki), tak przez zdecydowaną większość czasu panuje jednak przynajmniej umiarkowana kultura wypowiedzi, która poniżej pewnego poziomu nie schodzi. I też to doceniam.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Wujek Adam pisze: A w temacie:
Czytam Was i myślę.
... i wymyśliłem, że zbyt wiele oczekiwałem od pewnej fejsbukowej grupy.
Choć z drugiej strony wydaje mi się, że pod względem poziomu i kultury moje wymagania były minimalne!
:ses
Ciekawe dlaczego wymagasz poziomu i kultury akurat od pewnej fejsbukowej grupy, skoro umiejętność taka ginie to wszędzie wokół. No bo chyba narastająca wulgaryzacja języka i maksymalne uproszczenie widzenia świata i argumentacji to fakt. To prosta droga w dół. W dawnych czasach miałem okazję na tzw saksach pracować z ludżmi którzy na 5 słów używalli dwa na k. i jedno na p. Kilka takich osób w większej grupie powoduje że chamieją wszyscy, a nie podciąga sie poziom tych kilku.

A tak na marginesie, zdjęcie Agrypiny twoje? Gdzie zrobione?
Monia
Posty: 494
Rejestracja: niedziela, 25 maja 2008, 10:03
Gender: women
Lokalizacja: gogolin
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Monia »

W tych czasach wszystko jest straszne i robi krzywdę to co się dziwić na takie reakcje.U mnie jak motyl poleciał w stronę dzieci sąsiadów to z piskiem zwialy do domu.A w necie to fakt masowe zidiocenie i to jest straszne.Ale czego człowiek nie rozumie to próbuje głupota ogarnąć.
L. Borowiec
Posty: 970
Rejestracja: wtorek, 25 maja 2004, 13:36

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: L. Borowiec »

Dzisiejsze czasy nie są wcale takie wyjątkowe jeżeli chodzi o język i poziom dyskursu publicznego. Jedyne co się zmieniło to powszechny dostęp do środków przekazu myśli i opinii.
Swojego czasu jeżdżąc ze ś.p. Prof. Warchałowskim na giełdy do Pragi On czytał mi fragmenty różnych starych sprawozdań z posiedzeń towarzystw naukowych z XVIII i XIX wieku. Do jego ulubionych należały sprawozdania z Francuskiego Towarzystwa Zoologicznego. Poziom obrzucania się błotem przez wybitnych uczonych, słownictwo i zwykłe chamstwo nawet dzisiejszego czytelnika może poruszyć. Sposób w jaki np. Georges Cuvier "gnoił" publicznie Jean-Baptiste Lamarcka do dziś szokuje. Podobnie wstrząsające były opisy dyskusji w sprawozdaniach Królewskiego Towarzystwa w Londynie. Używanie wyrazów uważanych powszechnie za nieparlamentarne, chwyty poniżej pasa, odwoływanie się do rzekomych przodków z chlewa itp. było codziennością. A przecież to były dyskursy w grupie osób stanowiących śmietankę intelektualną tamtych czasów.
Już kiedyś pisałem na tym blogu jakim szokiem był dla mnie pierwszy pobyt w Anglii i zetknięcie się z powszechnym odbiorem wiedzy przyrodniczej w tamtym kraju w porównaniu z Polską. W Anglii w latach 80-ych i 90-tych nie było więcej ludzi z wyższym wykształceniem (procentowo) niż w Polsce. Brałem udział w wycieczkach entomologicznych lokalnego towarzystwa przyrodniczego hrabstwa Derbyshire. Większość osób na tych wycieczkach to miała co najwyżej średnie wykształcenie techniczne, a ich poziom znajomości fauny i flory był dla mnie szokujący. A i stosunek do ochrony przyrody był bardzo budujący. Mimo, że to były czarne czasy thatcheryzmu (wszystkie osoby z tego towarzystwa tak je określały) to publiczna telewizja nadawała mnóstwo programów edukacyjnych pro-naturowych, a na lokalnej giełdzie przyrodniczej Derbyshire był poziom prezentacji i oferta edukacyjna na poziomie kosmicznym dla Polaka.
Polska jest krajem zacofanym kulturowo, z różnych powodów historycznych. Przyspieszona scholaryzacja za czasów rządów neoliberalnych niewiele poprawiła w tym zakresie. Same procenty ludzi wykształconych nie wystarczą, bo baza historyczna jest zbyt słaba. Po rządach głupich przychodzą jeszcze głupsze, a powszechna niechęć wszelkich władz do racjonalizmu nie pozwala na odbicie się od dna (tylko w Polsce mogło powstać takie motto jak "Czucie i wiara silniej mówi do mnie / Niż mędrca szkiełko i oko"). Porównywaliśmy już na tym blogu nasze Forum z Forum Entomologii Italianii. Jak daleko nam jeszcze do takiego poziomu powszechnej edukacji przyrodniczej jak we Włoszech (choć znając ten kraj z licznych kontaktów z tamtą społecznością naukową też muszę stwierdzić, że głupców, chamów i zwykłych idiotów również tam nie brakuje).
Maciej Sosnowski
Posty: 482
Rejestracja: niedziela, 19 sierpnia 2018, 11:37
UTM: EC09
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Maciej Sosnowski »

Zgadzam się z pana przemyśleniami w bardzo dużym stopniu, natomiast pozwolę sobie dorzucić od siebie parę komentarzy.
L. Borowiec pisze:W Anglii w latach 80-ych i 90-tych nie było więcej ludzi z wyższym wykształceniem (procentowo) niż w Polsce. Brałem udział w wycieczkach entomologicznych lokalnego towarzystwa przyrodniczego hrabstwa Derbyshire. Większość osób na tych wycieczkach to miała co najwyżej średnie wykształcenie techniczne, a ich poziom znajomości fauny i flory był dla mnie szokujący. A i stosunek do ochrony przyrody był bardzo budujący. Mimo, że to były czarne czasy thatcheryzmu (wszystkie osoby z tego towarzystwa tak je określały) to publiczna telewizja nadawała mnóstwo programów edukacyjnych pro-naturowych, a na lokalnej giełdzie przyrodniczej Derbyshire był poziom prezentacji i oferta edukacyjna na poziomie kosmicznym dla Polaka.
Z tego opisu wynika jedna bardzo istotna sprawa, mianowicie, że Anglia poczyniła pewną „pracę u podstaw” w kwestii edukowania społeczeństwa w pewnych zakresach, co w Polsce nigdy nie doszło do skutku. Jasnym też jest, że formalny poziom wykształcenia nie determinuje wiedzy danej osoby, w tym momencie po prostu już chyba zbyt prosto o tytuł magistra (mamy pozorne zwiększenie kompetencji w społeczeństwie) - i to jest zupełnie osobna kwestia. Natomiast wracając do meritum: poprzez pewne działania, takie jak choćby dobór programów w BBC wypromowano konkretne kwestie i zainteresowano nimi szerszą grupę odbiorców. A teraz zestawmy sobie to z tym, że angielska telewizja promuje programy popularnonaukowe od dekad i może się poszczycić ponad 60-letnią współpracą z symbolem popularyzowania wiedzy przyrodniczej, jakim jest David Attenborough, podczas gdy nasze TVP transmituje kolejny festiwal Disco Polo. Myślę, że kontrast bije po oczach.
L. Borowiec pisze:tylko w Polsce mogło powstać takie motto jak "Czucie i wiara silniej mówi do mnie / Niż mędrca szkiełko i oko"
Bardzo cenne spostrzeżenie. Historia jest jednoznaczna w tej kwestii, poczynając od systemu feudalnego (który akurat w mniejszym lub większym stopniu dotknął większość państw europejskich), idąc dalej przez demokrację szlachecką (a jaka większość szlachty była pokazują pamiętniki Jana Chryzostoma Paska), dalej rozbiory i utrudnianie Polakom dostępu do edukacji przez zaborców, XX-lecie międzywojenne stojące pod znakiem kryzysów gospodarczych i konfliktów w polityce wewnętrznej, następnie II Wojna Światowa i wymordowanie znacznej części inteligencji zarówno przez Nazistów jak i Bolszewików. Następnie 40 lat ustroju gloryfikującego proletariat i „prosty lud”. I nawet ten nieco jaśniejszy w historii rozwoju myśli na ziemiach Polskich okres stanisławowski przecież dotyczył tylko elit. A chłopstwo zawsze było na marginesie i takie do dziś pozostało, nie ma co się dziwić, że po tylu zaszłościach historycznych mamy wykształconą taką a nie inną kulturę. Dobrze, że zwrócił Pan na to uwagę, bo istotnie we wcześniejszej części dyskusji ten temat jakoś został pominięty.
L. Borowiec pisze:Dzisiejsze czasy nie są wcale takie wyjątkowe jeżeli chodzi o język i poziom dyskursu publicznego. Jedyne co się zmieniło to powszechny dostęp do środków przekazu myśli i opinii.
Tak, to fakt. Tyle tylko, że wypadkową tego jest łatwiejsze szerzenie pewnych postaw, które stały się już tak powszechne, że zyskały akceptację, a w niektórych kręgach nawet aprobatę społeczną. Jeśli chodzi o samo środowisko naukowe, to tutaj jakoś szczególnie nie byłem zaskoczony: zawsze spory w nauce budziły pomiędzy zainteresowanymi stronami silne emocje i dążono często do ośmieszenia oponenta, w celu odebrania mu wiarygodności, metoda stara jak świat.
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

8) ...cóż niedługo dzięki naszym "włatcom" ,książki do biologii po reformie Czarnka zostaną tak skonstruowane, że przykładowy "kot" ,nie będzie należeć do królestwa zwierząt... ani tym bardziej rodziny kotowatych ...
odpowiednikem tego będzie:
Królestwo:
Niebieskie
Rodzina:
Radia Maryja
Rodzaj:
wiceministerski
gatunek:
kot(zostaje )
reszta:
wiadomo ;)
Jedyne światełko w tunelu, to że młodzież ,jak widać powyżej jest inteligentna i myśli logicznie -to do Maćka ;) .
:papa:
Rafał
Do rozdających upomnienia, bo już jedno mam :mrgreen:- to tylko niewinne żarty ku pokrzepieniu serc a nie powód do gówno-burzy którą ostatnio wywołuje nawet mapa Polski nie mówiąc o jej wektorach :rotfl: :birra:
luzu!!!!
:arrow: https://www.youtube.com/watch?v=h_TUP2v ... l=TOOLVEVO
peteref
Posty: 50
Rejestracja: niedziela, 23 września 2012, 16:14
UTM: CD37
Lokalizacja: Toruń

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: peteref »

Szanowni Dyskutanci :D
Poczytałem wątek i wg mnie dyskusja niepotrzebnie skręciła w stronę polityki. A powinna w stronę edukacji. Uczę od trzydziestu lat biologii i czynię to z coraz mniejszym zapałem. Naładowanie programu wieloma zbędnymi treściami przy ograniczeniu liczby godzin w cyklu skutkuje "dziedziczną ignorancją środowiskową". A jeżeli człowiek czegoś nie zna, to traktuje to jako zagrożenie lub element zbędny przyrodzie. Nie jestem nauczycielem ślepo realizujacym program, często wychodzę w teren, pokazuję uczniom najbliższe otoczenie i wszelkie "robale i pająki". Po pokonaniu obaw i przesądów zaczyna przeważać ciekawość. A to jest pierwszy sukces. Niestety, jest na to coraz mniej czasu. Zaczyna też brakować nauczycieli z wiedzą (pojawiły się w szkołach ofiary tzw. studiów dwukierunkowych...).
Pozdrawiam.
Piotr :uciekam:
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

No i oczywiście znowu dzieki Rafałowi i jego prostym żołnierskim żartom schodzimy znowu do poziomu ulicy. Dzieki :-)

Ciekawe są uwagi Macieja, aczkolwiek nie sięgał bym akurat do Chryzostoma Paska (myslisz że poziom "klas wyższych" w Europie był wtedy inny? To były cieżkie czasy, XVII wiek to nieustanne wojny w całej Europie). Chciałem jednak zauważyć że Jan Chryzostom był też.....miłośnikiem przyrody, a jego oswojona wydra przeszła do historii Tak wiec tutaj moim zdaniem pudło :-)

https://www.wilanow-palac.pl/wydra_pana_paska.html

Faktem jest że w Wielkiej Brytanii jest od dawna wielkie zainteresowanie przyrodą, entomolodzy i ptasiarze mają tam dobrze, ilość wydanych atlasów jest naprawdę niesamowita, poczynając od sawnego "Aurelian: a natural history of English moths and butterflies" z 1840., Do tego dochodzą książki opisujące najlepsze miejsca do obserwacji np. motyli, z dokładnym opisem stanowisk i optymalnych czasów obserwacji. Kiedy u nas ukaże sie taka książka, kiedy stanowiska sa ukrywane i "chronione przed kolekcjonerami". No to sa właśnie te lata (stulecia !) edukacji.....

Czy akurat BBC, filmy przyrodnicze i D. Attenborough aż tak sie przyczyniły do tej edukacji??? Chyba nie wiecej niz u nas. Przecież filmy przyrodnicze, również Attenborougha też gosciły w naszej telewizji, kiedyś bardzo często na nie polowałem i oglądałem, teraz siłą rzeczy mniej mam na to czasu. Ale przecież mielismy kiedyś swój "Zwierzyniec" i gawędziarza Michała Sumińskiego, obowiązkowy punkt każdego poniedziałku w PRL o 16:30 :-) Były książki Prof Żabińskiego czy programy Gucwińskich, ostatnio regularne felietony dr. Kruszewicza w trójce o ptakach, W radiu Białystok swoje audycje miała Simona Kossak. Nie sądze żeby tego było mniej niz gdzie indziej.

Natomiast na pewno racja z wpływem wymordowaniem znacznej cześci polskiej inteligencji (i pozostania po wojnie za granicą sporej jej czesci,oraz niszczenia ekonomicznego pozostałych w kraju "klas posiadających ") ograniczyło to krąg ludzi szerzej zainteresowanych światem i przyrodą w szczególności. A już nie będę dywagował czym sie różniła inteligencja "wyhodowana" w PRL od tej z tradycjami, bo to właśnie dzisiaj widać.
Ostatnio zmieniony środa, 9 grudnia 2020, 14:18 przez PawełB, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

PawełB pisze:No i oczywiście znowu dzieki Rafałowi i jego prostym żołnierskim żartom schodzimy znowu do poziomu ulicy. Dzieki
Nie ma za co ;) :birra:
Podziękuj "włatcom"...
:papa:
Rafał
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

PawełB pisze: A już nie będę dywagował czym sie różniła inteligencja "wyhodowana" w PRL od tej z tradycjami, bo to właśnie dzisiaj widać.
no widać...
:arrow:
Załączniki
Bez tytułu.png
Pokaż obraz w oryginalnym rozmiarze (272.27 KiB)
goościu
Posty: 427
Rejestracja: sobota, 9 marca 2013, 11:49
Lokalizacja: Podkarpackie

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: goościu »

Napisałeś Adamie w tytule "smutny eksperyment". Zaraz na początku dyskusji miałem ochotę się do tego odnieść, uważając, że wcale nie jest on taki smutny. Wizja drugiego dna w "smutności" Twojego eksperymentu dotarła do mnie dopiero po upływie pewnego czasu, tak że muszę przyznać Ci rację odnośnie trafności doboru tytułu.
L. Borowiec
Posty: 970
Rejestracja: wtorek, 25 maja 2004, 13:36

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: L. Borowiec »

W naszej dyskusji wcale nie ma za dużo polityki, więcej jest na temat dziedzictwa kulturowego.
Historia jest jednoznaczna w tej kwestii, poczynając od systemu feudalnego
Problem w tym, że Polska nigdy nie była krajem feudalnym w takim rozumieniu, jakim były kraje Europy Zachodniej. Polska i Rumunia to były kraje, które jako ostatnie zlikwidowały system niewolniczy i stało się to dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Instytucja chłopa pańszczyźnianego była specyficzną formą niewolnictwa z wszystkimi wadami tego systemu. W Europie Zachodniej zlikwidowano to niewolnictwo jeszcze w Średniowieczu (Anglia), a najpóźniej w XVI wieku (kraje łacińskie). Patrzenie na Polskę przez pryzmat klas posiadających (szlachta i magnateria) i liche mieszczaństwo zupełnie wypacza zrozumienie kulturowego zacofania Polski. A niewolnicy stanowili ponad 80% ludności. Wyniszczające się pozostałe 20%, zarówno przez swoją durna politykę jak w wyniku przegranych wojen i powstań spowodowało, że współcześni Polacy są w ogromnej większości potomkami niewolników z wszelkimi psychologicznymi konsekwencjami tego stanu rzeczy. Można udawać, że się tego nie wie, ale nawet badania genetyczne pokazują, że ten polski tygiel to głównie potomkowie chłopów pańszczyźnianych. Z bardzo charakterystycznymi haplotypami i dużym stopniem inbredu, zwłaszcza we wschodniej Polsce (nie przypadkiem utajniono wyniki tych badań, żeby nie bulwersować ludzi). Nadrobienie tego zacofania szybką scholaryzacją niewiele dało, bo brakuje genetycznego podłoża podatności na edukację i swoista nieufność do nauki utrudnia dotarcie do ludzi. W Anglii problemem nie były tego typu hamulce, ale po prostu silne rozwarstwienie klasowo-społeczne uniemożliwiało edukację młodych ludzi, którzy z powodów ekonomicznych nie mogli się uczyć. Chyba już kiedyś tu pisałem, że w Muzeum Uniwersytetu Manchesterskiego spotykałem popołudniami chłopaka, który robił prace na ważkach Archipelagu Sundajskiego. Ku mojemu zaskoczeniu, na co dzień pracował on w hucie przy piecu jako zwykły robotnik. Powiedział mi, że jego rodziny, hutników pokoleniowych, nie stać było na wyłożenie kasy na jego edukację. Większość osób z tego Towarzystwa Entomologicznego Derbyshire z powodów ekonomicznych miała słabe wykształcenie, ale byli otwarci na edukację przyrodniczą, bo nie przygniatało ich to dziedzictwo genetyczno-kulturowe, które dominuje w Polsce.

Jednego dnia w telewizji podano informację, że w jakimś miejscu zaobserwowano gąsienicę zawisaka wilczomleczka, bardzo rzadkiego w Anglii. Podano dokładne koordynaty i codziennie w dzienniku informowano o pielgrzymkach do tego miejsca z całej Wielkiej Brytanii. Doliczono się 4 mln odwiedzających to stanowisko. I zawisak przeżył, nikt go nie potraktował butem. Trudno takie zachowania tłumaczyć tylko edukacją, choć oczywiście nie należy z niej rezygnować. Ale gdy w szkole będzie więcej godzin lekcji religii niż biologii czy innych nauk ścisłych to do poziomu angielskiego nigdy nie dojdziemy.
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

...i tu się zgadzam z przedmówcą goościem, Czarnka i Ziemkiewicza podałem jako przykłady, kolejno: zidiocenia i chamstwa, a cała reszta jest tylko żartem o odbiorze społecznym smutnego eksperymentu w którym wszystkim jest nam dane uczestniczyć...
:papa:
Rafał
:arrow: https://www.youtube.com/watch?v=S8n3usX ... nnel=Camel
tyle w temacie....
Awatar użytkownika
Jacek Kurzawa
Posty: 9488
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 19:35
UTM: DC30
Specjalność: Cerambycidae
profil zainteresowan: Muzyka informatyka makrofotografia
Lokalizacja: Tomaszów Mazowiecki
Podziękował(-a): 4 times
Podziękowano: 1 time
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Jacek Kurzawa »

peteref pisze:Po pokonaniu obaw i przesądów zaczyna przeważać ciekawość. A to jest pierwszy sukces. Niestety, jest na to coraz mniej czasu. Zaczyna też brakować nauczycieli z wiedzą (pojawiły się w szkołach ofiary tzw. studiów dwukierunkowych...).
Pozdrawiam.
Piotr  :uciekam:
Gratuluję sukcesów i życzę nie słabnącego zapału. Róbmy swoje. Pokolenia trzeba edukować, bo one nas kiedyś zastąpią i oby to nie był "czarny" scenariusz. Dlatego edukacja jest tak ważna.
Inez
Posty: 26
Rejestracja: piątek, 19 sierpnia 2011, 12:03
Gender: women

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Inez »

Rafał Celadyn pisze:
PawełB pisze: A już nie będę dywagował czym sie różniła inteligencja "wyhodowana" w PRL od tej z tradycjami, bo to właśnie dzisiaj widać.
no widać...
:arrow:
Komentarz do załącznika dołączonego do posta Rafała. Jakim prawem jakiś facet nazywa kobietę (bez względu czy jest agresywna i czy wyraziła się wulgarnie ) kurewką!!
Awatar użytkownika
Antek Kwiczala †
Posty: 5707
Rejestracja: niedziela, 28 sierpnia 2005, 14:29
UTM: CA22
Lokalizacja: Kaczyce

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Antek Kwiczala † »

W ferworze dyskusji umknęło ciekawe pytanie Pawła
PawełB pisze: A tak na marginesie, zdjęcie Agrypiny twoje? Gdzie zrobione?
Sówka ta występuje w równikowej i podzwrotnikowej części Ameryki Południowej. Zapewne niełatwo ją spotkać. Może Adam wie, gdzie i kiedy to zdjęcie zostało zrobione?
Awatar użytkownika
adam k.
Posty: 1459
Rejestracja: wtorek, 4 października 2011, 13:04
UTM: CB 72
Specjalność: Microlepidoptera
Lokalizacja: Częstochowa
Podziękował(-a): 1 time
Podziękowano: 2 times

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: adam k. »

L. Borowiec pisze: Ale gdy w szkole będzie więcej godzin lekcji religii niż biologii czy innych nauk ścisłych to do poziomu angielskiego nigdy nie dojdziemy.
Myślę, że nigdy!
Jest to najważniejsza kwestia naszego życia codziennego. Wystarczy wnikliwie przysłuchać się rozmowom przeciętnych obywateli, z różnych grup społecznych. Usłyszymy mowę, przesiąkniętą powiedzeniami, formułkami zaczerpniętymi wprost z kapłańskiego gadania i myślenia.
Najgorsze jest, zbyt wolne wychodzenie społeczeństwa z takiego stanu. Młode pokolenie jest również tym obarczone.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Rafał Celadyn pisze:...i tu się zgadzam z przedmówcą goościem, Czarnka i Ziemkiewicza podałem jako przykłady, kolejno: zidiocenia i chamstwa, a cała reszta jest tylko  żartem o odbiorze społecznym smutnego eksperymentu w którym wszystkim jest nam dane uczestniczyć...
:papa:
Rafał
:arrow: https://www.youtube.com/watch?v=S8n3usX ... nnel=Camel
tyle w temacie....
z tobą Rafał jest jakiś problem, z jednej strony potrafisz pisać bardzo ciekawe historie w odcinkach, które z zainteresowaniem śledzę, jak np twoje road-trip po ponidziu, bieszczadach czy Toskanii. Ogarniasz znakomicie owady, przyrodę, kulturę lokalną , zahaczasz wręcz o socjologię, ilustrujesz fotkami i muzyką. Z drugiej strony stać cie na dosyć prymitywne trolowanie w dosyć poważnym i ciekawym temacie. Spójrz tak na trzeźwo, co wniosły twoje posty do tego tematu?
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

Paweł,jak wiesz ja szanuję wszystkich również Ciebie ,doceniam Twoją wiedzę na temat fotografii itd. ale zrozum to TY mnie sprowokowałeś w momencie gdy starałeś się coś tam pitolić Anecie która biedna :mrgreen: aż przestała z Tobą dyskutować .Nie wylewaj tych swoich przemyśleń oblanych tym sosem jedynej prawdziwej, bo na mnie to działa jak płachta na byka ;) .Pax, każdy swoje powiedział i urażony nikt z forumowiczów być nie powinien a reszta ....wiadomo ;) :birra:
:papa:
Rafał
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Inez pisze:
Rafał Celadyn pisze:
PawełB pisze: A już nie będę dywagował czym sie różniła inteligencja "wyhodowana" w PRL od tej z tradycjami, bo to właśnie dzisiaj widać.
no widać...
:arrow:
Komentarz do załącznika  dołączonego do posta Rafała. Jakim prawem jakiś facet nazywa kobietę  (bez względu czy jest agresywna i czy wyraziła się wulgarnie ) kurewką!!
no kolejna kobieta, strach sie tu będzie wpisać. Niestety promujecie język marginesu. Rozumiem że protest bez ******** by nie wybrzmiał odpowiednio?? To wszystko tylko obrazuje jak nieskuteczne jest prawo "pisane" w Polsce, czesto demontowane przez "niezawisłe sądy". To niestety nie prowadzi do niczego dobrego, a wręcz do anarchizacji życia społecznego. Czyli sławetne "Róbta co chceta".

Kodeks wykroczeń

Zgodnie z art. 141 kodeksu wykroczeń używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym jest karalne. Wobec sprawcy może zostać zastosowana kara ograniczenia wolności, grzywny do kwoty 1.500,- zł albo kara nagany. Miejsce publiczne (inaczej ogólnodostępne) oznacza miejsce dostępne dla nieograniczonej liczby osób, które mogą tam przebywać bez szczególnego zezwolenia.

Słowa nieprzyzwoite – czyli jakie?

Słowa nieprzyzwoite to słowa, które powszechnie są uznawane za obelżywe/obraźliwe. Nie ma ścisłego, prawnie uregulowanego katalogu wulgaryzmów. Każdorazowo słowa pod kątem ich “przyzwoitości” (czyli stosowności moralnej) oceniane są w kontekście panujących norm społecznych. Oceny tej dokonuje Policja ewentualnie, gdy dojdzie do postępowania sądowego – sąd. Organy te ustalają, czy dane słowo powszechnie uznawane jest za “nieprzyzwoite” (budzące zgorszenie). Przy codziennym używaniu języka, analiza, czy dane słowo jest poprawne i czy nie stanowi przekleństwa, odbywa się raczej intuicyjne. Jeżeli mamy wątpliwości, co do kwalifikacji danego wyrazu jako wulgaryzmu, lepiej powstrzymajmy się od używania go publicznie. Język polski jest bardzo bogaty i barwny. Zapewne znajdziemy synonim tego słowa.

Podsumowanie

Używanie słów nieprzyzwoitych w miejscach publicznych (ogólnodostępnych) (powszechnie uznanych za wulgarne) stanowi wykroczenie. Sprawca może zostać ukarany karą ograniczenia wolności, grzywny do kwoty 1.500,- zł albo kary nagany. Wypowiadanie zaś przekleństw, poza miejscami publicznymi, w pomieszczeniach zamkniętych i sytuacjach prywatnych np. w domu/mieszkaniu, gdy nie są stosowane jako określenie osoby lub mające na celu jej obrażenie, czy też wypowiadane w obecności dzieci, nie jest prawnie zabronione.

https://www.rp.pl/Prawo-karne/309249974 ... booku.html
https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/ ... cznym.html

a tu stosowanie :-)
https://tvn24.pl/poznan/gorzow-wlkp-ows ... ck-4750525
jak to napisał kiedyś prorok Orwell, wszystkie zwierzeta są równe, ale niektóre sa równiejsze. Owsiak odpowiadał 3 raz za to samo. Recydywa?
Awatar użytkownika
Grzegorz Banasiak
Posty: 4468
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 23:27
UTM: DC45
Lokalizacja: Skierniewice
Podziękował(-a): 2 times
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Grzegorz Banasiak »

L. Borowiec pisze:...Trudno takie zachowania tłumaczyć tylko edukacją, choć oczywiście nie należy z niej rezygnować. Ale gdy w szkole będzie więcej godzin lekcji religii niż biologii czy innych nauk ścisłych to do poziomu angielskiego nigdy nie dojdziemy.
Sama szkoła nie wystarczy. W mediach promuje się sukces życiowy jako: posiadanie apartamentu za milion, samochodu za 300tys., pracy z wysokim wynagrodzeniem, wczasami na Bali lub Malediwach. Bycie biologiem czy wiedza na ten temat to dla większości "egzotyka", nic nie warta egzotyka.
Brak również szacunku dla wiedzy i kultury. Patrząc na polityków taka np. Jachira nie wymaga komentarza, każdy widzi ten "niebywały" poziom intelektu. Co gorsze - to się wielu podoba. Powszechne bluźnierstwa, chamstwo - często budzi podziw i respekt. Programy w stylu "Rolnik szuka żony" czy "Damy i wieśniaczki" albo "Złomowisko" uwsteczniają intelektualnie do poziomu pitekantropa. Mamy więc to co mamy...
Kiedyś w TV często były programy przyrodnicze z pamiętnym serialem "Na ścieżkach życia" - zastąpiły je te, które wymieniłem powyżej. Smutne.
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

Rafał Celadyn pisze:(...)gdy starałeś się coś tam pitolić Anecie która biedna :mrgreen:  aż przestała z Tobą dyskutować .
Przestała, bo dyskusja to wymiana poglądów, a ja się takimi poglądami, jakie prezentuje Paweł wymieniać nie chcę :mrgreen: Zasygnalizowałam odmienne zdanie i wystarczy 8)
PawełB pisze:no kolejna kobieta, strach sie tu będzie wpisać.
I prawidłowo, jak masz produkować się tak jak w tym wątku, to lepiej się nie wpisuj.

BTW, teraz to dopiero mamy niezawisłe sądy, LOL.
Inez
Posty: 26
Rejestracja: piątek, 19 sierpnia 2011, 12:03
Gender: women

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Inez »

PawełB pisze:
no kolejna kobieta, strach sie tu będzie wpisać. Niestety promujecie język marginesu. Rozumiem że protest bez ******** by nie wybrzmiał odpowiednio?? To wszystko tylko obrazuje jak nieskuteczne jest prawo "pisane" w Polsce, czesto demontowane  przez  "niezawisłe sądy". To niestety nie prowadzi do niczego dobrego, a wręcz do anarchizacji życia społecznego. Czyli sławetne "Róbta co chceta".
(...)
Używanie słów nieprzyzwoitych w miejscach publicznych (ogólnodostępnych) (powszechnie uznanych za wulgarne) stanowi wykroczenie. Sprawca może zostać ukarany karą ograniczenia wolności, grzywny do kwoty 1.500,- zł albo kary nagany.
Nic nie promuję!!!Ale jeżeli komuś nie podoba się wulgarny język (i dobrze) to niech go SAM nie używa i nie obraża innych. Zwłaszcza jak jest dziennikarzem to chyba powinien świecić przykładem. Może jak przypadkiem trafi na nasze forum i przeczyta twój post to się przestraszy i trochę zmityguje.
Nie mówię "róbta co chceta". Ale jeżeli ma się pretensję do kogoś o wulgaryzmy to się samemu nie obrzuca się tego kogoś chamskimi odzywkami. No chyba, że gorsząc się słownictwem kobiet JEDNOCZEŚNIE powiemy facetom "mówta co chceta"
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Aneta pisze: I prawidłowo, jak masz produkować się tak jak w tym wątku, to lepiej się nie wpisuj.

BTW, teraz to dopiero mamy niezawisłe sądy, LOL.
no pewnie, dziadersi mają w**********

co do linku, polecam jednak cytowany kodeks wykroczeń i może jakiś słownik wulgaryzmów żeby stwierdzić czy słowo "tęczowa zaraza" to rzeczywiście słowo nieprzyzwoite :-), Natomiast w konkretnych sprawach 20 minutowej tyrady spełniającej wszelkie znamiona art 141 czyli publicznego używania wulgaryzmów, do tego w recydywie, sad orzeka jak powyżej LOL Wolne sądy :-)
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

L. Borowiec pisze:W naszej dyskusji wcale nie ma za dużo polityki, więcej jest na temat dziedzictwa kulturowego.
Historia jest jednoznaczna w tej kwestii, poczynając od systemu feudalnego
Problem w tym, że Polska nigdy nie była krajem feudalnym w takim rozumieniu, jakim były kraje Europy Zachodniej. Polska i Rumunia to były kraje, które jako ostatnie zlikwidowały system niewolniczy i stało się to dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Instytucja chłopa pańszczyźnianego była specyficzną formą niewolnictwa z wszystkimi wadami tego systemu. W Europie Zachodniej zlikwidowano to niewolnictwo jeszcze w Średniowieczu (Anglia), a najpóźniej w XVI wieku (kraje łacińskie). Patrzenie na Polskę przez pryzmat klas posiadających (szlachta i magnateria) i liche mieszczaństwo zupełnie wypacza zrozumienie kulturowego zacofania Polski. A niewolnicy stanowili ponad 80% ludności.
Szeroka perspektywa, ale z tym niewolniczym pochodzeniem, inbredem i haplotypami wpływającymi na zdolność uczenia to chyba ......

Po pierwsze za bardzo mieszamy niewolnictwo z pańszczyznę. Jednak to coś innego. Bo klasyczne niewolnictwo w takim np USA trwało aż do końca wojny secesyjnej, czyli 1865. Zresztą pańszczyzna i zależności feudalne to skomplikowany problem, bardzo różniący sie w poszczególnych krajach, różne były modele przechodzenia do "całkowitej wolności", trwało to wręcz stulecia. Tak w Anglii chłopi wcześnie stali formalnie sie wolnymi dzierżawcami gruntu, ale ciągle byli zobowiązani do świadczeń dla "pana". Zresztą później, w XVIII wieku industrializacja przyniosła wywłaszczenia chłopów z ziemi i ich przymusowe przeniesienie do miast i pracę w powstających fabrykach (bo za włóczęgostwo karą była szubienica). Tak więc sytuacja tam tylko pozornie była lepsza. Skala wolności w Rzeczypospolitej była też o tyle szersza, że panowie szlachta, przy całym wachlarzu od szaraczków na zagrodach po magnatów stanowili 8% ludności, podczas gdy w Europie zachodniej arystokracja to max 2%

Ale wróćmy do Polski, czy Polska istniała w połowie XIX wieku i mogła sobie coś wprowadzać lub znosić? No nie, pańszczyznę zniesiono ukazem carskim w 1864. Ale przypomnijmy Kościuszke i Uniwersał połaniecki gdzie były juz pierwsze próby stworzenia obywateli z chłopów i ograniczenia ich zależności. Tyle że to wszystko upadło z konstytucja 3 maja i niepodległością

Mimo zaborów i pańszczyzny polska nauka miała sie całkiem dobrze, W końcówce XIX wieku i na poczatku XX mieliśmy szeroką warstwę inteligencji, wywodzącą sie w dużej mierze ze szlachty wywłaszczonej za udział w powstaniach lub którzy utracili majątki z przyczyn ekonomicznych (vide Noce i Dnie), ale też i mieszczaństwa. Mieliśmy też naukowców o swiatowej sławie w wielu dziedzinach. I z tym dziedzictwem weszliśmy w niepodległość. Udało się zlepić jedno państwo z trzech zupełnie różnych zaborów (pomyślcie tylko jaki był zamęt polityczny skoro w każdym zaborze w uproszczeniu była lewica, centrum, prawica, monarchiści itp z własnymi przywódcami i politykierami). Jak się scalała nauka, szkoła warszawska, krakowska i poznańska nie wiem, też musiało być ciekawie......Dopiero tragedia II wojny i jej następstw pozbawiła nas tych zasobów i długotrwałych TRADYCJI.

Teraz co do teorii eugenicznych, a zwłaszcza tego inbredu we wschodniej polsce no to chyba radosna twórczość, (zalatuje mi lekko polityką znowu). Kiedy to niby miało miejsce? Przy ogromnych ruchach społecznych i przesiedleniach po wojnie , przenosinach wsi do miast????? Przez 80 lat się "genotyp" nie poprawił????? Genetyczne glupki? No dobra ale dlaczego pozostałe cześci Polski nie nadrabiają, przecież dzięki temu mają więcje miejsca dla siebie?

Jęsli idzie o ludzi zajmujących sie niezawodowo entomologia to chyba tutaj na forum mamy dużo miłych przykładów. A taki choćby Krzywicki, oczywiście akademik, ale chyba był inżynierem elektrykiem ??? Dla mnie ten przykład z Anglią czy forum włoskim i wiekszym tam zainteresowaniu przyrodą ogólne świadczy tylko o tym ze to przychodzi wraz z bogaceniem się społeczeństw. Takie UK ostatnio na swojej ziemi wojnę mieli za Cromwella chyba, no w I i II wojnie trochę ucierpieli, ale strat nie da sie porównać z nami, podobnie Włochy.

Tak, może tamtejszych rodzin nie stać czasem na wykształcenie, to nie znaczy że "ich bieda" jest taka sama jak "nasza bieda". No jednak tzw "zachód " jest dużo bogatszy i łatwiej się tam zyje. Łatwiej jest zajmować sie jakimś hobby żyjąc z pracy fizycznej. A mając rodzinne zasoby typu dom, mieszkanie, finanse, łatwiej podejmować decyzję o ciekawszej, ale mniej płatnej pracy, nie kazdy juz musi uczestniczyć w wyścigu szczurów. To my jesteśmy na ostrym dorobku od 1989 i następuje dopiero "wstępna akumulacja kapitału". Może trzeba poczekać na bogatych rentierów żyjących z majątku rodziców :-)
Oriolus
Posty: 132
Rejestracja: niedziela, 10 maja 2020, 16:46

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Oriolus »

Szanowni Państwo,

Zgadzam się w pełni z tym, że internet pełny jest miejsc całkowicie bezwartościowych. Ale są też miejsca wartościowe, na przykład to forum i chciałem wszystkim , którzy są jego członkami podziękować za merytoryczność. A szczególnie podziękować moderatorowi forum panu Jackowi Kurzawie.

Czuje się nieco wywołany do wypowiedzi, przez jeden z poprzednich postów (było o chłopach pańszczyźnianych). Jestem potomkiem chłopów pańszczyźnianych z Koniecpola (przynajmniej tam żyli i pewnie odrabiali pańszczyznę w połowie 18 wieku) i nie mam wykształcenia biologicznego. To co wiem, wiem dzięki temu, że zawsze byłem zainteresowany przyrodą. Jak to się stało? To zainteresowanie zaszczepił mi mój dziadek. Był ślusarzem i tez nie miał żadnego wykształcenia przyrodniczego, ale znał np. wszystkie pospolite gatunki polskich drzew i mnie wtedy dziecko przedszkolne i na początku podstawówki uczył czym różnią się sosna, świerk i jodła. Jak wyglądają liście jawora, jesionu, wiązu, grabu i buka... Na działce podglądaliśmy razem jak szpaki karmią młode. Na działce dziadka dostałem własną grządkę, gdzie mogłem siać , sadzić, przesadzać i wykopywać z ziemi różne drobne zwierzątka (poza walorem edukacyjnym wspaniały pomysł, żeby przedszkolak zostawił resztę ogródka w spokoju) Pamiętam, jak w borówkowych liściach, którymi był przystrojony koszyczek wielkanocny znaleźliśmy malutką gąsienicę i wyhodowaliśmy z niej jakiegoś Microlepidoptera (wtedy oczywiście nie znałem tego słowa), którego potem wypuściliśmy razem w parku. I przede wszystkim zapamiętałem tą ciekawość przyrody, to że znalezione małe zwierzątka oglądaliśmy wspólnie. Takie wspomnienia zostają na całe życie.

I teraz staram się teraz przekazać im to co wiem o przyrodzie moim synom, którzy mają 8 i 10 lat. Znają już niektóre gatunki drzew, owadów, płazów, gadów i ptaków. Troszkę jest to takie zaliczanie pokemonów w rzeczywistości. Ale kiedy wołam ich na wycieczce w plenerze, że mamy nowy gatunek, zawsze przybiegają i oglądają go z zainteresowaniem. Zawsze z zainteresowaniem, a nigdy z obrzydzeniem czy z niechęcią. Odkąd pamiętam, zawsze mieli ”instynkt” ratowania bezkręgowców. Ślimak albo dżdżownica musi być przeniesiony przez alejkę, aby nikt go nie rozdeptał. Z kałuży musi być wyłowiony trzmiel,który się tam topi. Nigdy nie zdarzyło im się rozdeptać albo zamęczyć jakiegoś małego zwierzątka (wyjątek: biją komary - w samoobronie). Nadzieja w naszych dzieciach! W wartościach, jakie im przekazujemy.

Pozdrawiam serdecznie

Adam
L. Borowiec
Posty: 970
Rejestracja: wtorek, 25 maja 2004, 13:36

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: L. Borowiec »

Do PawłaB
Pańszczyzna była systemem niewolniczym, choćbyśmy nie wiem jak próbowali temu zaprzeczać. Nie ma co porównywać z niewolnictwem amerykańskim, bo tam jeden naród niewolił inne narody, a nie tworzył niewolników z własnych obywateli. Niewolnictwo w Polsce znosił carat, bo w ten sposób chciał też oderwać chłopów od pomocy powstańcom polskim, którzy rozpoczęli kolejną samobójczą awanturę. A ci chłopi często nie mieli pojęcia, że byli Polakami. Najczęściej odpowiadali, że są poddanymi tego i tego właściciela. Zanim Polska została rozebrana miała dużo czasu na wprowadzenie systemu dzierżawnego, ale jakoś naszej szlachcie nie przyszło to do głowy, choć mieli dobre wzory z innych krajów. No bo jednak własny chłop to zawsze własny, nie podskoczy.

Gratuluję dobrego samopoczucia co do tej szerokiej warstwy inteligencji i uczonych pod koniec XIX wieku. W porównaniu z innymi krajami to była nędza. I ta mała grupa wybitnych uczonych nie zmienia tej perspektywy (skądinąd jedyny naukowiec noblistka z Polski z tamtych czasów wiała z kraju bez perspektyw). Jak spojrzymy na rozwój biologii w tym okresie to Polska (jako pojęcie etniczne, a nie państwowe) praktycznie nie istniała. A nieliczni genialni badacze robili znakomite prace np. o faunie pająków Austro-Węgier, albo Peru i Ekwadoru, albo Syberii, natomiast poziom biologii środowiskowej, systematyki itp. na terenie Polski był mizerny. A to wtedy właśnie tworzyły się zręby edukacji pro-naturowej w krajach wiodących w tych kierunkach biologii, które owocują teraz takimi społeczeństwami pro-naturowymi o jakich piszę wyżej.

Nie masz kolego pojęcia co to jest eugenika, powtarzasz bzdury głoszone przez zwolenników twojej opcji politycznej. Socjobiologia wprowadza elementy spojrzenia na rozwój społeczeństw z biologicznego punktu widzenia (zwłaszcza koncepcji ewolucyjnych) bo tradycyjne humanistyczne, socjologiczne tłumaczenia są bezradne. Teoria strategii ewolucyjnie stabilnej lepiej tłumaczą rozwój społeczeństw niż koncepcje humanistyczne. Wiadomo, że prawicy to się nie podoba, bo ona generalnie ma wstręt do koncepcji opartych na metodologii naukowej, woli takie bleblowanie o "wartościach".

Co do inbredu, to znam konkretne wyniki badań na ten temat robione w Polsce wschodniej. Wyniki uzyskano na boku innych badań dotyczących zróżnicowania genetycznego populacji polskich. Zakazano ich publikowania i praca wylądowała w sejfie, bo jest moralny problem z przyznaniem, że w izolowanych społecznościach wiejskich zdarza się regularne krzyżowanie wewnątrz rodzinne. Na pocieszenie podam, że podobne wyniki uzyskiwano też w izolowanych populacjach z gór w innych krajach Europy. Ale w katolickiej Polsce to przecież takich rzeczy nie ma.

Nigdzie nie pisałem o genetycznych głupkach. Chodzi o to, że selekcja naturalna w społeczeństwie polskim w przeszłości spowodowała utrwalanie się genotypów oportunistycznych, charakterystycznych dla mentalności niewolniczych. I to one powodują, że tak wolno zmienia się mentalność. Socjobiologowie wiedzą, że edukacja i wychowanie bardzo wolno zmieniają te pierwotne typy selekcyjne. Człowiek rozmnaża się bardzo wolno i chociaż ewolucja memetyczna nie wymaga tak dużo ofiar jak ewolucja biologiczna to i tak bardzo trudno jest w krótkim czasie przebudować całe populacje. Nota bene powszechny ateizm Czechów tłumaczy się silnym efektem selekcyjnym spowodowanym skutkami wojny XXX-letniej i nie jest ta hipoteza taka głupia. A Czesi chociaż byli też przez długi okres czasu pozbawieni państwowości stworzyli w XIX wieku dużo mocniejsza naukę niż Polacy, a w biologii systematycznej i edukacji pro-naturowej to do dziś bija nas na głowę. Są dużo bardziej racjonalni i trudno to wytłumaczyć tylko na gruncie koncepcji humanistycznych, w końcu to bliscy nam Słowianie.

Bieda to zawsze jest bieda. Biedak z Europy nie porównuje się z biedakiem z Haiti tylko ze swoimi ziomkami. Dla tego chłopaka z Manchesteru to, że nie mógł studiować biologii, a nawet skończyć szkoły średniej, tylko musiał zapieprzać w hucie było osobista tragedią, co mi zresztą wprost powiedział.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Do Lecha Borowca

zaciekawiłeś mnie tym stwierdzeniem:
"Chodzi o to, że selekcja naturalna w społeczeństwie polskim w przeszłości spowodowała utrwalanie się genotypów oportunistycznych, charakterystycznych dla mentalności niewolniczych. I to one powodują, że tak wolno zmienia się mentalność"
Jakiego okresu to ma dotyczyć?? Domyślnie czasów współczesnych, (no bo raczej badano teraz żywych niz szkielety z cmentarzy), będące dalekosięznymi skutkami z przeszłości pańszczyźnianej?

Mam rozumieć że społeczęństwo genetycznych oportunistów wielokrotnie w XIX wieku porywało się za broń i walczyło o niepodległość niezależnie od szans i okoliczności? I ci oportuniści i genetyczni niewolnicy wstępowali do Polskich Legionów we włoszech żeby walczyć "o wolność naszą i wasza"?? (Tworzyli je emigranci, ale przede wszystkim chłopi - dezerterzy i jeńcy z armii austriackich i Pruskich. Tak wiec z tą świadomością narodową nie było tak jednoznacznie jak piszesz).

Nie wiem po co nam przypadek Czech w dyskusji, będziemy sie z każdym narodem wokół porównywać? Jednak historia była wszędzie inna. Efekt "selekcji Czechów" polegał na całkowitym wyrżnieciu czeskich elit przez Habsburgów i zastąpieniu ich niemieckimi (bitwa pod Białą Górą i jej następstwa). Tak samo wprowadzono im na siłę katolicyzm zwycięzców, podczas gdy czechy od dawna były w nurcie reformacji, a korzenie tego ruchu jeszcze tkwiły w czasach przed Lutrem (Husyci). Zresztą oportunizm tego narodu jest wręcz przysłowiowy, wiec co ateizm ma do rzeczy???? Chociaż na tym oportuniźmie zapewne zyskiwała nauka w Czechach, bo grzeczni mają lepiej...jakoś nie słyszałem o zadnych powstaniach w Czechach w XIX wieku. Po prostu zawsze dobrzy obywatele, czy to monarchia habsburska, czy Protektorat Czech i Moraw, czy Czechosłowacka Republika Socjalistyczna.

Tak samo UK, to jedno z najbardziej klasowych społeczeństw do dzisiaj. Awans do klasy wyższej jest niezwykle utrudniony, angole nawet po wymowie będą oceniać kim jest z pochodzenia rozmówca, czy mówi londyńskim cockneyem, czy arystokratyczną angielszczyzną, czy to jakiś niepewny szkot. Najczęściej chyba można tam awansować przez kulture, nie mając jakiegoś super wykształcenia (jak sobie prześledzimy losy np. większości muzyków od lat 60'tych) Raczej trudne porównanie do Polski gdzie od 1945 trwała właśnie walka klas, nastały czasy robotników i chłopów, a studia były bezpłatne.

Teraz te jakieś utajnione badania ?? Zresztą najlepiej jest powoływać się na utajnione badania lub szerzej "anonimowe źródła". Możesz mi dać jakiś link do innych prac o tej genetycznie warunkowanej mentalności i oportuniźmie? Bo naprawdę to mi jakimś łysenkizmem zalatuje.

Co do poziomu nauki - rozwijała sie raczej w krajach zaborczych i tamtejszych uniwersytetach, Polacy generalnie tłamszeni, wynaradawiani, często wręcz zwalczani i blokowani w dostępie do wiedzy, administracji, udziału we władzy lokalnej. To chyba jasne. Uwzględnij też, że inteligencja Polska XIX wieku koncentrowała się wobec innych problemów, jak biologia środowiskowa i pająki Andów. Być może z tego powodu biologów było mniej, ale mamy choćby Dybowskiego czy Siłe-Nowickiego z trwałym dorobkiem dla Polski, ale i świata. Kariery naukowe i przemysłowe bywały może łatwiejsze za granicą, ale jeśli idzie o nauki "techniczne" to nie tylko noblistka, mamy Olszewskiego i Wróblewskiego, jak i prezydentów(!) Narutowicza i Mościckiego z "przełożeniem" nauki na praktykę i liczne patenty przemysłowe. A z kolei aptekarz Łukasiewicz stworzył podstawy pod przemysł naftowy USA :-) Przed nim Nafta to była mało użyteczna maź do wozów, Łukasiewicz opracował zarówno metodę jej destylacji jak i stworzył mozliwość zastosowania tego produktu do oświetlenia. Jak na ówczesne możliwości wydaje mi sie że nie jest to mało. Tak wiec pozwolę sie z tobą niezgodzić, chyba ze przedstawisz mi jakieś porównania ilościowe dotyczące liczebności inteligencji w Polsce zaborowej i Europie.
Awatar użytkownika
mwkozlowski
Posty: 966
Rejestracja: niedziela, 20 lutego 2005, 21:21

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: mwkozlowski »

Jak było do przewidzenia, wPiSy POmknęły za lokomotywką podgrzaną zacietrzewką.
Nie nadążam...
1. Komenda wyszukiwanie zdjęcia thysanii z eksperymentu wujka A. przez "inteligentnego wujka G" nie zwraca identycznego zdjęcia, choć wiele podobnych, więc jest jakaś ciekawa historia za tym wizerunkiem.

2. Miałem kiedyś osobisty "odbiór społeczny" w temacie Thysania. Podczepiłem się kiedyś do tygodniowej wyprawy w lasy Amazonii pod egidą małej firmy o nazwie bodaj "Iguana" z Manaus. Po krótkim, wieczornym spotkaniu wprowadzającym dostałem klucz do hotelowego pokoju, mieliśmy wyruszyć rano następnego dnia. Po przekręceniu klucza i otworzeniu drzwi stanąłem jak wryty aby nie nastąpić na trzepoczącą się na podłodze thysanię! Odbiór społeczny polegał na pierwszej myśli, że oto firma "Iguana" tak wita swoich gości: nie broszurki, kwiatki albo lodówka pełna buteleczek ale realna Thysania wypełniająca pokój trzepotem. Bo jak to tak? Wleciała sama mi na powitanie? Po krótkim zastanowieniu i zauważeniu otwartego okna pojąłem, że jednak to drugie! Nie była duża, coś trochę ponad 20 cm, poza tym, z podziabanymi skrzydłami. Zaraz też, gdy się trochę uspokoiła i ja się trochę uspokoiłem, pozwoliłem jej wejść na rękę i wypuściłem przez owo okno otwarte. Poszybowała pięknie w mroki Manaus.
Załączniki
thysania.jpg
Pokaż obraz w oryginalnym rozmiarze (112.21 KiB)
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Oriolus pisze:Szanowni Państwo,

Zgadzam się w pełni z tym, że internet pełny jest miejsc całkowicie bezwartościowych. Ale są też miejsca wartościowe, na przykład to forum i chciałem wszystkim , którzy są jego członkami podziękować za merytoryczność. A szczególnie podziękować moderatorowi forum panu Jackowi Kurzawie.

Czuje się nieco wywołany do wypowiedzi, przez jeden z poprzednich postów (było o chłopach pańszczyźnianych). Jestem potomkiem chłopów pańszczyźnianych z Koniecpola (przynajmniej tam żyli i pewnie odrabiali pańszczyznę w połowie 18 wieku) i nie mam wykształcenia biologicznego. To co wiem, wiem dzięki temu, że zawsze byłem zainteresowany przyrodą. Jak to się stało? To zainteresowanie zaszczepił mi mój dziadek. Był ślusarzem i tez nie miał żadnego wykształcenia przyrodniczego, ale znał np. wszystkie pospolite gatunki polskich drzew i mnie wtedy dziecko przedszkolne i na początku podstawówki uczył czym różnią się sosna, świerk i jodła. Jak wyglądają liście jawora, jesionu, wiązu, grabu i buka... Na działce podglądaliśmy razem jak szpaki karmią młode. Na działce dziadka dostałem własną grządkę, gdzie mogłem siać , sadzić,  przesadzać  i wykopywać z ziemi różne drobne zwierzątka (poza walorem edukacyjnym wspaniały pomysł, żeby przedszkolak zostawił resztę ogródka w spokoju) Pamiętam, jak w borówkowych liściach, którymi był przystrojony koszyczek wielkanocny znaleźliśmy malutką gąsienicę i wyhodowaliśmy z niej jakiegoś Microlepidoptera (wtedy oczywiście nie znałem tego słowa), którego potem wypuściliśmy razem w parku. I przede wszystkim zapamiętałem tą ciekawość przyrody, to że znalezione małe zwierzątka oglądaliśmy wspólnie. Takie wspomnienia zostają na całe życie.

I teraz staram się teraz przekazać im to co wiem o przyrodzie moim synom, którzy mają 8 i 10 lat. Znają już niektóre gatunki drzew, owadów, płazów, gadów i ptaków. Troszkę jest to takie zaliczanie pokemonów w rzeczywistości. Ale kiedy wołam ich na wycieczce w plenerze, że mamy nowy gatunek, zawsze przybiegają i oglądają go z zainteresowaniem. Zawsze z zainteresowaniem, a nigdy z obrzydzeniem czy z niechęcią. Odkąd pamiętam, zawsze mieli ”instynkt” ratowania bezkręgowców. Ślimak albo dżdżownica musi być przeniesiony przez alejkę, aby nikt go nie rozdeptał. Z kałuży musi być wyłowiony trzmiel,który się tam topi. Nigdy nie zdarzyło im się rozdeptać albo zamęczyć jakiegoś małego zwierzątka (wyjątek: biją komary - w samoobronie). Nadzieja w naszych dzieciach! W wartościach, jakie im przekazujemy.

Pozdrawiam serdecznie

Adam
Piękny wpis, bardzo ważny wobec róznych tu prezentowanych teorii, jak widać zainteresowanie przyroda nie jest absolutnie warunkowane "pochodzeniem" czy "wykształceniem", a często wynosimy je z domu.

Ja też swoje zainteresowania zawdzieczam mojej babci, która mimo swojej miłości do książek i czytania, nie miała jakiegoś specjalnego wykształcenia, wyszła za mąż mając lat 18, całe życie spędziła na wsi pod Grodziskiem Mazowieckim, wychowując trójkę dzieci i zajmując sie domem. Ale właśnie była moją kochaną babcię, u której spędzałem niedziele, a czasem wakacje, która kupowała mi różne książki przyrodnicze, bądż też wyciągała coś ze swojej przepastnej biblioteki (pisałem tu kiedyś o PRZYRODZIE POLSKIEJ Dyakowskiego z poczatku wieku.....). Która nasłuchiwała śpiewu ptaków (niestey nie nauczyłem się rozpoznawania :-( ), uczyła mnie różnych roślin i kwiatów. Od tego się zaczęło.
goościu
Posty: 427
Rejestracja: sobota, 9 marca 2013, 11:49
Lokalizacja: Podkarpackie

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: goościu »

mwkozlowski pisze:1. Komenda wyszukiwanie zdjęcia thysanii z eksperymentu wujka A. przez "inteligentnego wujka G" nie zwraca  identycznego zdjęcia, choć wiele podobnych, więc jest jakaś ciekawa historia za tym wizerunkiem.
Wujek G może nie znajduje, ale wujek fb znajduje - zdjęcie zostało między innymi wrzucone na jedną z zagranicznych grup 30.11. Być może gdzieś jeszcze, na fb dociekać autorstwa to szaleństwo.
Awatar użytkownika
Grzegorz Banasiak
Posty: 4468
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 23:27
UTM: DC45
Lokalizacja: Skierniewice
Podziękował(-a): 2 times
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Grzegorz Banasiak »

Mamy paskudny zwyczaj wywierania presji na osoby, które mają inny punkt widzenia na sprawy Polski, narodowościowe, wolnościowe, polityczne, aborcyjne. Każdy ma prawo do swojej oceny sytuacji. Nazywanie jednych i drugich w wulgarny sposób świadczy tylko o braku podstawowej kultury. Tylko za komuny można było mieć i głosić jedynie słuszne poglądy a za inne można było trafić do więzienia, być pobitym, zabitym czy skazanym, tylko posłuszni władzy i kapusie mieli się dobrze. Obawiam się, że większość tu się udzielających nie ma pojęcia o czym piszę a takie przypadki znają z literatury lub fimu - jeśli w ogóle zaprzątali sobie tym głowę.
W mediach takie komuchy jak Miller czy Cimoszewicz najwięcej gardłują o praworządności a sami byli komunistycznymi kacykami i karierowiczami. Po prostu wstyd i hańba że ktokolwiek jeszcze takich ludzi słucha. Po tym co robili powinni być na politycznym zesłaniu w niebyt dożywotnio.

Nie szanujemy samych siebie, nie szanujemy Polski, nie szanujemy demokratycznie wybranych rządów (każdych, nie mówię o obecnym, wcześniej było to samo)... i w tym braku szacunku zachwycamy się tym co jest na zachodzie! No jest, ale to bogactwo i rozwój w większości tych krajów polegał na grabieniu, wykorzystywaniu i niszczeniu innych narodów przez stulecia! Nas również grabiono, niszczono i likwidowano inteligencję. Dlatego nie możemy się porównywać z innymi, bogatszymi.

A właśnie te rozwinięte kraje niemal w 100% przyczyniają się do wycinki lasów tropikalnych czy masowej produkcji plastiku, albo degradacji gleby związanej z wydobyciem ropy, węgla itp. - oczywiście z dala od swoich terytoriów, gdzie rzesze polityków krzyczą "ratujmy środowisko", "ograniczajmy emisję CO2" i inne bzdety... Ostatnio jakiś amerykański aktor nawoływał do jeżdżenia komunikacją miejską, żeby ograniczyć emisję spalin - sam posiada 3 odrzutowce i 5 jachtów oraz kilkadziesiąt samochodów. Nasi celebryci nie lepsi, wystawiając głowę przez okno samochodu z 5 litrowym silnikiem, ubrana w gustowne futerko - pieprzy o ochronie środowiska i biednych zwierzątkach...
Hipokryzja level hard !
carabus1
Posty: 656
Rejestracja: sobota, 25 stycznia 2014, 13:50
UTM: CB71
Specjalność: Coleoptera, Carabidae
Podziękowano: 1 time

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: carabus1 »

Trudno mi się zgodzić z taką oceną rzeczywistości, jaką zaprezentował tu Grzegorz. Nie Forum tu historyczne jeno stricte przyrodnicze, ale skoro temat jest...
Opowiadanie o skutkach wojen i działań złych sąsiadów, którzy nas tysiąc lat z górą prześladowali- to wygodna wymówka. Kopią tylko słabych i nieudaczników. Mieliśmy i mamy całkiem przeciętne europejskie warunki, aby zbudować silne państwo, mądre i NOWOCZESNE społeczeństwo. Mamy jednak słabowity kraj, który miota się między potęgami, zawsze musi szukać protektora (a to Ruscy, a to Germańcy, Amerykańcy, Francuzi i kto tam jeszcze). O narodzie już mi pisać przykro.
Zgadzam się z Panem Profesorem, tylko naród przez liczne pokolenia wolny, liberalny(a fe, to prawie inwektywa), jest w stanie wypracować mentalność mieszczańską, postępową, a nie okopywać się na szańcach źle pojętej tradycji chłopsko- zaściankowej. Z tradycji weźmy to co racjonalne(może tylko trochę sielskich i sentymentalnych dodatków, jak sianko pod obrusem). Cały balast zabobonu, konserwatyzmu- za burtę!
Na koniec, aby uspokoić emocje. Strony dyskusji(jeśli to jest dyskusja, a nie pyskówka, gdzie ten wygrywa. kto głośniej ryczy), powinni wiedzieć jedno- nie ten głupi, który czegoś nie wie, tylko ten , który niczego nie chce się nauczyć( od tych, którzy odnieśli sukces).
Niech żyje Rewolucja! (Ewolucja?)
goościu
Posty: 427
Rejestracja: sobota, 9 marca 2013, 11:49
Lokalizacja: Podkarpackie

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: goościu »

A ja się z Grzegorzem w dużej mierze zgadzam.
Po pierwsze zaszłości historyczne:
carabus1 pisze:Mieliśmy i mamy całkiem przeciętne europejskie warunki, aby zbudować silne państwo, mądre i NOWOCZESNE społeczeństwo.  Mamy jednak słabowity kraj, który miota się między potęgami, zawsze musi szukać protektora (a to Ruscy, a to Germańcy, Amerykańcy, Francuzi i kto tam jeszcze).
Zdecyduj się na jedną opcję. Między potęgami mieliśmy równie świetne warunki rozwojowe, jak Gruzja albo Mongolia. A silne, mądre i nowoczesne państwo to frazesy, dopóki nie przejdziemy do konkretów. Ale konkrety to temat jeszcze bardziej odbiegający od entomologii, niż cały ten wątek.
carabus1 pisze:Opowiadanie o skutkach wojen i działań złych sąsiadów, którzy nas tysiąc lat z górą prześladowali- to wygodna wymówka.
Jeśli eksterminacja polskiej kadry naukowej przez zarówno wschodnich jak i zachodnich okupantów podczas ostatniej wojny jest słabą wymówką dla rozkwitu nauki, to chyba inne realia rozpatrujemy. Chyba, że warunki stworzone po wojnie uznajesz za dogodny stan.
Po drugie społeczeństwo.
Do carabusa1: pamiętaj, co rewolucja robi z własnymi dziećmi.
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

Grzegorz Banasiak pisze:Nie szanujemy samych siebie, nie szanujemy Polski, nie szanujemy demokratycznie wyranych rządów (każdych, nie mówię o obecnym, wcześniej było to samo)... i w tym braku szacunku zachwycamy się tym co jest na zachodzie!
Rząd i tym podobne instytucje nie są od tego, żeby je szanować za samo istnienie. Rząd jest od wypełniania pewnych funkcji na rzecz społeczeństwa (ale nie realizując pohukiwania większości, tylko dbając o to, by jak najwięcej ludzi miało wybór i mogło egzystować niedyskryminowane systemowo) i jest rozliczany z tego, jak to robi. Jeśli robi źle, członkowie tegoż społeczeństwa mają prawo go krytykować. Jeśli robi to bardzo źle, krytyka jak nabardziej może być ostra i bez przebierania w słowach. Jednak trzeba być pełnym złej woli żeby nie zauważyć, że to nie przejaw schamienia społeczeństwa, tylko wyraz najwyższej frustracji i bezsilności.
Tylko za komuny można było mieć i głosić jedynie słuszne poglądy a za inne można było trafić do więzienia, być pobitym, zabitym czy skazanym, tylko posłuszni władzy i kapusie mieli się dobrze.
A teraz za posiadanie poglądów innych niż władza jest się gazowanym, pałowanym przez nieoznakowanych antyterrorystów z zarzutami karnymi, wywożonym w celu spisania na komendy tak, żeby maksymalnie utrudnić powrót do domu albo zgarnianym do suki przez kilku rosłych funkcjonariuszy za to, że się jest protestującą babcią z tęczową torebką. Owszem, to jeszcze nie ten kaliber, ale jak niejednokrotnie pokazała historia, od rzemyczka do koniczka.
Każdy ma prawo do swojej oceny sytuacji.
No i uczestnicy z fejsbukowej grupy Wujka Adama zastosowali właśnie to prawo w praktyce: cóż, że na miarę ich możliwości umysłowych, każdy to każdy, nieprawdaż? 8) Więc skąd ta cała jeremiada?
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

No to z dyskusji o języku i nauce, przeszliśmy do manifestów :-)
Mamy nowoczesnego europejczyka wstydzącego sie swojego zaściankowego pochodzenia. Skoro ten naród niewolników i nieudaczników nie jest w stanie stworzyć nowoczesnego silnego państwa w 20 lat 1918-1939 i w 30 lat, od 1989, (podczas gdy współczesna Europa praktycznie ukształtowała się od Kongresu wiedeńskiego w 1815, a gigantyczne zyski z kolonii czerpane były do II w . św. - Francja, Anglia, Holandia, Belgia Włochy, Hiszpania, Portugalia, Niemcy tylko do I w.św., ale okradzeniem Europy w II nadrobili z nawiązką) to zrobi to dla nas europejska rewolucja liberalna (w ramach manifestu z Ventonte i federalizacji). Bruksela wie najlepiej czego nam potrzeba. Niech żyje Rewolucja.

Jakaż to krótka pamięć, Ile lat decydowana za Polaków w Moskwie, Wiedniu i Berlinie..............
Awatar użytkownika
Jacek Kalisiak
Posty: 3268
Rejestracja: wtorek, 24 sierpnia 2004, 14:50
Lokalizacja: Łódź
Podziękował(-a): 4 times

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Jacek Kalisiak »

W bardzo dużym skrócie:
- dzisiajsze zarobki Polaków https://www.money.pl/gospodarka/wynagro ... 0304a.html
- dochody nie z pracy najemnej zapewne na podobnym lub dużo niższym poziomie
- zasobność, bogactwo skumulowane społeczeństwa - cieniutko …

Poprzednie dziesiątki lat komuny - dodatkowe ograniczenia poza materialne, kolejne wojny światowe i króciutkie dwudziestolecie międzywojenne - brak możliwości poprawy, brak własnej państwowości - czyli brak możliwości zmian struktury i zasobności społecznej wskutek działań prawnych Polaków opartych na narodowych organach prawodawczych, decydowali zaborcy we własnym interesie.

Wiek XVII - Polska w okresie upadku, organy prawodawcze uzależnione od państw ościennych, w tym okresie zniesienie pańszczyzny zależało nie tylko od woli sejmików i władzy elekcyjnej, ale właśnie od przyszłych zaborców. W innych krajach panował absolutyzm, w Polsce uzależnienie władzy od sejmokracji przepłacanej przez ościenne kraje.

Wcześniej w Polsce przedsiębiorstwo folwarczne okazało się nadzwyczaj skuteczne i dochodowe, nie było konkurencyjnych form prowadzenia działalności. NIESTETY, ta skuteczność folwarku była gwoździem do trumny państwowości polskiej. Pańszczyzna w pierwotnej formie nie była dla chłopów nadmiernie uciążliwa. Ta uciążliwość, sukcesywnie rosła w skutek różnych narastających ograniczeń handlu zbożem, więc mówienie, że chłop był zawsze niewolnikiem nie oddaje rzeczywistości i ewolucji uciążliwości pańszczyzny. W innych krajach nie oddawano pełni wolności chłopom, nie tworzono warstw społecznych na kaprys władców (wprost przeciwnie!). Powodowała to presja ekonomiczna, a nie humanitaryzm warstw uprzywilejowanych. Sukces gospodarki folwarcznej w Polsce i kwitnąca samorządność okazały się jej przekleństwem, a problemy ekonomiczne i absolutyzm, brak samorządności warstw średnich w krajach Europy zachodniej źródłem jej sukcesów. Od wieku XVII Polska była krajem w upadku bądź całkowicie nie istniała, a inne kraje wkraczały w wieki przemian i pasożytowania na koloniach.

Czy można mówić o powodach tego stanu rzeczy, jako wynikających w wyjątkowej głupoty Polaków jako nacji? Czy Rosja doprowadziła do upadku Polski, bo była krajem ludzi wykształconych, bogatych i humanitarnych? Czy Francja pod rządami Króla Słońce, to kraj swobód i rozkwitu praw jednostki? Myślę że ocena nie jest prosta, a wskazanie jednoznacznych przyczyn upadku Polski niełatwe. Czy powinniśmy się równać do Holendrów lub Belgów, którzy swoje powodzenie oparli na handlu niewolnikami i ograbianiu licznych kolonii? Bo w dużej mierze stąd ich dzisiejsze bogactwo. Czy do państw Azji lub Ameryk, których … nie ma i nigdy już nie wrócą. A czy Anglicy to idioci, którzy wyszli z UE chociaż nie chcieli. A żółte kamizelki we Francji to hołota chcąca obalić świetnie funkcjonująca gospodarkę jednej z największych cywilizacji współczesnego świata? Generalizowanie może prowadzić na manowce.

Ale mi się zebrało :rotfl: :rotfl: :rotfl:
L. Borowiec
Posty: 970
Rejestracja: wtorek, 25 maja 2004, 13:36

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: L. Borowiec »

Jacku,
Relatywizacja pańszczyzny nie wytrzymuje krytyki w świetle tego czym ta instytucja była. Lekkie niewolnictwo czy ciężkie niewolnictwo to zawsze jest jednak niewolnictwo. To fakt, że kiedy król Jan Olbracht stworzył prawo pańszczyźniane w roku 1496 była ona mało uciążliwa, ale już za Jagiellonów stała się niewolnictwem w najskrajniejszej formie. Samo odrabianie pańszczyzny to była tylko jedna z cech tego systemu, dochodziła do tego niemożność opuszczania miejsca zamieszkania, bezkarność pana wobec chłopa (mógł go zabić i dostać tylko kare małej grzywny, której i tak zwykle nie ściągano) i przemoc seksualna wobec kobiet, które były traktowane jak krowy rozpłodowe przez panów. Tak naprawdę ta polska pańszczyzna prawie niczym się nie różniła od niewolnictwa w Ameryce. Poczytaj sobie nową książkę Michała Rauszera "Bękarty pańszczyzny", najobszerniejsze dzieło na ten temat jakie powstało w Polsce.
Niewolnictwo w Ameryce też było relatywizowane, takim symbolem literaturowym tego była książka "Chata Wuja Toma". Przekonywano, że tak naprawdę Panowie dbali o swoich niewolników, bo to była droga inwestycja. Wuj Tom to był taki potulny dobry czarnuch, który korzystał z dobroci swoich właścicieli. A oni mogli robić z niewolnikami wszystko, tak jak panowie polscy np. masowo zniewalać seksualnie niewolnice, mimo rzekomej segregacji rasowej. Badania genetyczne nad Afroamerykanami pokazują, że w Ameryce Północnej nie ma już ani jednego czarnoskórego o czystym genotypie afrykańskim. Markery białej rasy świetnie się utrzymują w genotypie człowieka przez setki lat. Podobnie jak rzadki marker genotypu Czyngis Chana, który odkrywany jest praktycznie w każdej populacji euroazjatyckiej, co pokazuje efektywność przemocy seksualnej wobec podbitych narodów (większość osób pewnie nie wie, że Czyngis Chan nie był skośnookim laponoidem tylko europeidem o rudych włosach, jego plemię nie należało do typu rasy żółtej).

A co do generalizowania - nauka i metoda naukowa ze swojej natury prowadzi do generalizowania, bo np. socjobiologia tworzy hipotezy i teorie na poziomie prawa wielkich liczb i statystyki. To, że jakaś koncepcja generalizuje nie oznacza, że nie jesteśmy świadomi wyjątków i ich roli w ewolucji (to tak jak z biologiczną koncepcją gatunku, intuicyjnie ona jest zrozumiała, ale nie da się jej zastosować do każdego przypadku). Podawanie przykładów zachowań innych niż te, które pokazuje zgeneralizowana teoria nie przeczy tej teorii, bo ona opisuje procesy w długim okresie czasu. Mamy też świadomość istnienia rekombinacji genetycznej i syn prymitywnego analfabety może stać się uczonym wszechczasów (vide Newton, który pochodził z takiej rodziny). Dlatego potomek chłopa pańszczyźnianego może się interesować przyrodą i edukować w tym kierunku swoje dzieci. Ja też mam chłopskich przodków z jednej strony (co prawda wolnych chłopów o korzeniach ormiańskich wywodzących się z osadników ormiańskich sprowadzonych przez kanclerza Zamojskiego, którym nadał ziemię). Co prawda z drugiej strony moja prababka była pruską arystokratką z von przed nazwiskiem, ale w całej mojej rodzinie jestem jedyna osoba, która wybrała drogę naukową.

Kolega PawełB podaje przykłady zrywów powstańczych jako rzekome zaprzeczenie oportunistycznego charakteru Polaków. Ale w świetle teorii socjobiologicznych te przypadki była zjawiskami o małej skali, a ich podkreślanie w historii Polski jest manipulacją wynikającą z tworzenia mitu narodowego (taką samą jakoby Mieszko I był Polakiem, szkoda tylko, że on o tym nie wiedział). Pamiętam jak czytałem listy do i od Władysława Taczanowskiego wydane w Memoriabilia Zoologica. Ten jeden z naszych nielicznych wielkich biologów XIX wieku o światowej sławie zanotował fakt wybuchu Powstania Styczniowego w liście do przyjaciela mniej więcej w tych słowach "podobno wybuchła jakaś rewolta, mam z tego powodu utrudnienia, bo komisarz wojskowy Warszawy zakazał chodzić na wycieczki z dwururką, a ja potrzebuje zdobyć kilka ptaszków do moich badań". I na tym skończyła się cała jego wiedza o istnienia jakiegoś tam powstania, nie ma śladu w jego dalszej korespondencji o tym wydarzeniu. A to był mieszkaniec Warszawy. Większość chłopów na prowincji pewnie nigdy się nie dowiedziała, że takie powstanie było. Nie chcę umniejszać heroizmu tych zrywów, ale ich znaczenie socjobiologiczne z punktu widzenia teorii ewolucji społeczeństw było bardzo małe, poza jeszcze jedną eliminacją partii genów nie niewolniczych.

Tu nie chodzi o to czy Polacy są czy nie są genetycznie głupi. Nauka nie zna definicji głupoty. Tu chodzi o to, że nie można bagatelizować procesów ewolucyjnych w skali całych społeczeństw czy dużych populacji. Szlachetne wyjątki nie są zaprzeczeniem takich uogólnień, w każdym procesie ewolucyjnym one są notowane, ale czy odgrywają jakąś rolę w końcowym efekcie tego procesu to mam wątpliwości. Szlachetni chłopi pańszczyźniani, którzy zdezerterowali z armii np. Napoleona zasilili społeczeństwo wyzwolonych niewolników na Haiti (stąd tak wiele milo brzmiących dla naszego ucha nazwisk w tym kraju) i co, stworzyli kraine szczęśliwości? Czy aby Haiti nie jest obecnie jednym z najbiedniejszych krajów świata.
Awatar użytkownika
Jacek Kalisiak
Posty: 3268
Rejestracja: wtorek, 24 sierpnia 2004, 14:50
Lokalizacja: Łódź
Podziękował(-a): 4 times

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Jacek Kalisiak »

Lechu,
Dzięki za obszerną odpowiedź. Główna intencją mojej wypowiedzi było, że w tamtych czasach losy ekonomicznego rozwoju kraju i stosowanych metod nie zależały od światłości pojedynczych osób, czy nawet grup mających wpływ na władzę. Polska szlachta realizowała i to z powodzeniem ideę samorządności, tak ograniczoną do niej, ale w innych krajach panowie feudalni mieli władze na od siebie zależnymi, niższymi w hierarchii i chętnie z tej władzy korzystali. Tak jak pisałem, w Polsce pańszczyzna utrzymała się z powodu sukcesu folwarku i zapotrzebowania na zboże na zachodzie Europy. Nie zaszły okoliczności ani do podjęcia i rozwijania innych form działalności, ani możliwość odnalezienia się liczniejszych przedstawicieli warstwy chłopskiej w innych rolach społecznych. W późniejszym czasie samorząd szlachecki hamował zmiany, ale początkowo był powodem zazdrości podobnych warstw z innych krajów. To warunki ekonomiczne oraz inne okoliczności wymuszają lub hamują zmiany. U nas potoczyło się to tak, jak się potoczyło.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Jak czytam te teorie socjobiologiczne to jako żywo przypominają mi się Herrenvolk z przyległościami oraz przepiękna scena z filmu Django, gdy Leonardo di Caprio grający bogatego południowca tłumaczy gościom na przykładzie czaszki murzyna, wieloletniego zaufanego sługi, na czym polega ulegość rasy niewolników.

https://www.youtube.com/watch?v=aQM4ebFILv4

To już teraz wiem dlaczego nie jestem oportunistą! Najwidoczniej należę do rasy panów :-) Drzewo rodowe od strony matki zaczyna się od poł XVII wieku od regenta grodzkiego chełmińskiego spod Torunia, wyższe wykształcenie od tej strony mamy od 5 pokoleń (pra-pradziad studiował w Monachium), a od strony ojca od 3 (Dziadek skończył jakąś Inżynierię w Petersburgu). Wszystko dzięki odpowiedniej rekombinacji genetycznej, a nie dzięki zasobom umożliwiającym rozwój (zapewne) i ambicjom poszczególnych pokoleń:-)))

Rozkład normalny nie obowiązuje i są w populacji albo genetyczni oportuniści i niewolnicy, albo rasa panów. Proste jak drut i wywodzi się z pańszczyzny. No wobec takich teorii to ja jestem jednek płaskoziemcem i wyznawcą flogistonu.
L. Borowiec
Posty: 970
Rejestracja: wtorek, 25 maja 2004, 13:36

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: L. Borowiec »

Niestety, niewiele zrozumiałeś z tych teorii socjobiologicznych, bo chcesz w nich widzieć to w co ty sam wierzysz. Rozkład normalny w populacjach to raczej rzadka rzecz, zwłaszcza w tych, które są pod silną presją selekcji np. badania nad inteligencją u mężczyzn pokazują wąską grupę o ponadprzeciętnej inteligencji i bardzo długi ogon średniactwa i znowu spory pik o inteligencji grubo poniżej przeciętnej. A u kobiet rozkład jest właśnie bardziej zbliżony do normalnego z pewnym przesunięciem w kierunku powyżej przeciętnej. Może najpierw poczytaj trochę podstawowych dzieł z socjobiologii i psychologii ewolucyjnej (jest tego sporo w języku polskim, proponował bym zacząć od Tabula Rasa Stevena Pinkera), to wtedy będziemy mogli dyskutować zgodnie z tezą Anety, że dyskusja to jest wymiana poglądów. Mi na wymianę kpin szkoda czasu.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

L. Borowiec pisze: dyskusja to jest wymiana poglądów. Mi na wymianę kpin szkoda czasu.
OK, masz rację, nie mam czasu i ochoty wgłębiac sie w te śliskie teorie, które wydają mi sie niedorzeczne, wolę pozostać przy tym co się uczyłem i czytałem na temat historii Polski. Ale dziękuję za ten fragment wiedzy i dyskusję (jednak :-) ). Tak na marginesie ciekawy jestem co klasycznie wykształceni historycy sądzą o socjobiologii i psychologii ewolucyjnej.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

L. Borowiec pisze:Niestety, niewiele zrozumiałeś z tych teorii socjobiologicznych, bo chcesz w nich widzieć to w co ty sam wierzysz. Rozkład normalny w populacjach to raczej rzadka rzecz, zwłaszcza w tych, które są pod silną presją selekcji np. badania nad inteligencją u mężczyzn pokazują wąską grupę o ponadprzeciętnej inteligencji i bardzo długi ogon średniactwa i znowu spory pik o inteligencji grubo poniżej przeciętnej. A u kobiet rozkład jest właśnie bardziej zbliżony do normalnego z pewnym przesunięciem w kierunku powyżej przeciętnej..
sorry, małe postscripytm, bo zwykłem sprawdzać wiarygodność różnych wypowiedzi, zwłaszcza wskazujących na dogłębną znajomość tematu. No cóż z tym rozkładem normalnym IQ jest jednak inaczej niz piszesz, do tego nie ma jakichś dziwnych "pików", chyba ze to jakieś specyficzne badania z psychosocjologii

https://wolnosc24.pl/2017/03/05/kobiece ... e-sprawdz/

to może źródło niepewnego pochodzenia, Ale encyclopedia Britannica podaje zasadniczo podobnie, wszedzie w poszukiwaniach " "IQ distribution population" wyskakują rozkłądy normalne. Masz jakiś link do swoich danych???
Załączniki
IQ.JPG
Pokaż obraz w oryginalnym rozmiarze (67.32 KiB)
rochmal
Posty: 232
Rejestracja: piątek, 29 kwietnia 2011, 14:50
Lokalizacja: Katowice

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: rochmal »

Jaka rolę w Polsce pełnił chłop pańszczyźniany dobrze opisują dwie poniższe publikacje powstałe w okresie międzywojennym, Dlatego trudno im zarzucić współczesną chęć zakłamywania historii. Po zapoznaniu się z ich treścią każdy sam może ocenić czy lud polski był wolny czy też może jak pisał powyżej Pan Lech Borowiec był w pełni tego słowa niewolnikiem.
Fragment z pierwszego dzieła. „Nic dziwnego, że w tych warunkach chłop nie bronił ginącego państwa, że, gdy mocarstwa brały w niewolę szlachcica, spoglądał na to miljonowy niewolnik z obojętnością taką właśnie, jak wprawiony do jarzma wół rozwozi ćwierci nieszczęśliwych a podobnych do siebie ofiar". Tak charakteryzuje duszę ówczesnego chłopa ks. Kołłątaj. Ale i on miał dla nich tylko piękne słowa, chociaż uchodził za wielkiego radykała społecznego swych” czasów.” https://sbc.org.pl/Content/315297/Publi ... C-7185.pdf
Druga publikacja jeszcze lepiej opisuje realia życia w tamtych latach https://repozytorium.biblos.pk.edu.pl/resources/2438
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

rochmal pisze:Jaka rolę w Polsce pełnił chłop pańszczyźniany dobrze opisują dwie poniższe publikacje powstałe w okresie międzywojennym, Dlatego trudno im zarzucić współczesną chęć zakłamywania historii.
Ne kwestionujemy tu "ciężkiej doli chłopów" w historii, ale tak było wszędzie, tak po prostu był zorganizowany feudalny świat Europy. Może gdzieś były jakieś różnice (poniekąd historia zebrana w cytowanej książce). Niby w zachodniej Europie zmiany nadchodziły szybciej, ale przetaczały się tam wojny i bunty chłopskie w różnych okresach, zawsze krwawo tłumione : we Francji Żakeria, w Anglii powstanie Wata Tylera, wojna chłopska w Niemczech, Powstanie Dozsy na Węgrzech, itp. Więc jednak nigdzie rzeczywistość nie spełniała ich oczekiwań.

Jednak mam do ciebie jedno pytanie:

Dlaczego uwazasz że "zakłamywanie historii" występuje tylko współcześnie, a prace wcześniejsze, przedwojenne sa od tego wolne? Historia była "zakłamywana" chyba odkąd ją zaczęto spisywać, inaczej opisywali historię Gall Anonim i Kadłubek, Inaczej Thietmar, zresztą każdy kraj pisze swoją i te same zdarzenia będą inaczej wyglądały np. z punktu widzenia Niemiec i Polski. Nie ma jakiejś jednej uniwersalnej historii.

Trzeba też zauważyć, że autor Paweł Bobek był przedwojennym działaczem i politykiem PSL, no siłą rzeczy samo to musiało prowadzić do pewnego "skrzywienia" książki. Nie napisał jej żaden historyk. Poza tym praca jest blisko 100 letnia, zapewne dzisiaj punkt widzenia jest nieco inny i szerszy, znamy więcej źródeł, ukazały sie setki publikacji i książek.

Ciężka dolę chłopów pańszczyźnianych w ujęciu nauk marksistowskich ładnie podpatrzył Bareja
https://www.facebook.com/watch/?v=649966072589195
Awatar użytkownika
Grzegorz Banasiak
Posty: 4468
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 23:27
UTM: DC45
Lokalizacja: Skierniewice
Podziękował(-a): 2 times
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Grzegorz Banasiak »

Aneta pisze:Rząd i tym podobne instytucje nie są od tego, żeby je szanować za samo istnienie. Rząd jest od wypełniania pewnych funkcji na rzecz społeczeństwa (ale nie realizując pohukiwania większości, tylko dbając o to, by jak najwięcej ludzi miało wybór i mogło egzystować niedyskryminowane systemowo) i jest rozliczany z tego, jak to robi. Jeśli robi źle, członkowie tegoż społeczeństwa mają prawo go krytykować. Jeśli robi to bardzo źle, krytyka jak nabardziej może być ostra i bez przebierania w słowach. Jednak trzeba być pełnym złej woli żeby nie zauważyć, że to nie przejaw schamienia społeczeństwa, tylko wyraz najwyższej frustracji i bezsilności.
Cóż, w każdym społeczeństwie jest rzesza sfrustrowanych oczekujących, że rząd da, zrobi, pomoże, obwiniająca go za swoje życiowe porażki i niespełnione aspiracje, dająca temu upust w przeróżny sposób, również za pomocą "ostrej krytyki i bez przebierania w słowach". To, że pomniki oblewano farbą, pluto na policjantów to oczywiście ta dozwolona krytyka... jakieś frustratki domagają się przerywania ciąży na życzenie do 9 miesiąca na koszt państwa, ktoś chce obalać rząd, ktoś wzywa do palenia kościołów... no wybacz.
Te "pohukiwania" większości to się nazywa demokracja i trudno oczekiwać, żeby jakikolwiek rząd skupiał się na mikromniejszościach ignorując większość - czyli własnych wyborców.
Jak widzę filmiki na FB gdzie jakaś rozwrzeszczana, wyglądająca jak brudnopis małolata lat 15 wykrzykuje, że ona się będzie "pier...ć" na lewo i prawo a potem przerywać ciążę bo to jej ciało i tak jej się podoba - to dziwię się, że takie zachowania znajdują poklask. Żałosne to wszystko.
rochmal
Posty: 232
Rejestracja: piątek, 29 kwietnia 2011, 14:50
Lokalizacja: Katowice

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: rochmal »

Zapewne, co do zakłamywania historii na przestrzeni wieków masz dużo racji. Mnie głownie chodziło o to, że te opracowania nie powstały współcześnie tylko po to żeby udowodnić jakąś tezę do tej dyskusji w świetle tego, o czym pisze Pan Lech Borowiec. Ja wiem, że nikt tu nie neguje ciężkiej roli chłopa. Rozchodzi się oto czy to była ciężka rola czy niewolnictwo. Ja uważam książkę autorstwa Paweł Bobka za wiarygodną właśnie, dlatego że ma ponad sto lat i zapewne żyli jeszcze wtedy ludzie pamiętający ostatnie lata pańszczyzny. Na potwierdzenie zawartych treści w pierwszej książce polecam przeczytanie drugiej autorstwa Aleksandra Świętochowskiego, który nie był działaczem PSL a jedyne, co można mu zarzucić to chyba tylko to, że zwalczał klerykalizm. Moim zdaniem jego książka jeszcze lepiej opisuje tamte czasy. Z książek tych można wysnuć wniosek, że ciężki los chłopa wynikał głównie z tego, że ówczesną polską rządzili duchowni i ''duchowi przodkowie" współczesnych jej władców. W niektórych momentach opis wydarzeń jest jak wypisz wymaluj ze współczesnego sejmu. Nieudolność warcholstwo sprzedajność i dbanie wyłącznie o swój interes. Z Bareją to taki żart prawda?
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

Grzegorz Banasiak pisze:To, że pomniki oblewano farbą, pluto na policjantów to oczywiście ta dozwolona krytyka...
Ach, biedne, oblane farbą pomniki, rzeczywiście ich cierpienie nie może się równać z tłuczeniem żywego ciała teleskopową pałką przez byczka z odrodzonego ZOMO. I biedni, opluci policjanci w pełnym wyposażeniu, zapewne przez to oślepienie śliną (a może znów atakiem morderczego flesza) łamiący rękę dziewiętnastolatce.
Te "pohukiwania" większości to się nazywa demokracja i trudno oczekiwać, żeby jakikolwiek rząd skupiał się na mikromniejszościach ignorując większość - czyli własnych wyborców.
Skupianie się na większości to populizm; faktyczną, a nie deklarowaną demokrację można poznać po tym, że nie zaniedbuje potrzeb i praw mniejszości.

A ta rzesza oczekujących, roszczeniowych i wyciągających łapę do rządu jest akurat po przeciwnej stronie niż obecnie protestujący i jej rząd dogadza jak tylko może, plusa plusem poganiając.
Awatar użytkownika
romanzamorski
Posty: 889
Rejestracja: sobota, 29 marca 2008, 16:57
UTM: EV19
profil zainteresowan: ciężki rock, astronomia
Lokalizacja: Gorlice

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: romanzamorski »

A miało być o Thysania agrippina.
Miałem przyjemność obserwować ją w naturze podczas wyprawy do Peru 1989/1990. Bywało, że spłoszona za dnia przez przedzierajacego się przez dżunglę piechura bezszelestnie jak duch krążyła nisko nad ziemią. Czasem udawało się spłoszyć kilka tych ciem. Niestety nie można było jej złowić do siatki ze względu na panujący wokół półmrok i sprawność z jaką potrafiła wymijać napotkane przeszkody. Stacjonowaliśmy w wiosce Santa Maria de Ojeal leżącej nad brzegiem Amazonki około 30 km na wschód od Iquitos. Co kilka, kilkanaście dni płynęliśmy z miejscową ludnością do Iquitos w celu uzupełnienia zapasów. Łódź "pekepeke" wypływała z wioski o trzeciej nad ranem. Do Iquitos docieraliśmy więc jeszcze przed świtem. Wzdłuż bulwaru nad Amazonką świeciło się wiele lamp. Obchodziłem je wszystkie i zbierałem napotkane owady. Tam udało mi się złowić kilka Thysania agrippina.
L. Borowiec
Posty: 970
Rejestracja: wtorek, 25 maja 2004, 13:36

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: L. Borowiec »

Do PawłaB

To już ostatni mój wpis w tej dyskusji (o ile można to tak nazwać). Jak można poważnie ciebie traktować, jeżeli podajesz jako źródło informacji naukowej skrajnie prawicowy, konfederacyjny, mizoginiczny portal. Załączony zrzut obrazka z Encyclopedia Britannica pokazuje też, że nie chcesz zrozumieć tego co napisałem, bo to nie pasuje do twojej wizji. Co ma uśredniony obraz sumaryczny dla obu płci obrazujący rozkład IQ w populacji, który rzeczywiście jest zbliżony do normalnego, do tezy o zróżnicowanym obrazie inteligencji dla obu płci badanych z osobna. Ja zresztą nie pisałem o IQ, bo psychologia ewolucyjna nie stosuje tylko tego indeksu bo ma on wiele wad (np. faworyzuje osoby o tzw. mózgu matematycznym), tylko specjalne testy złożone, mierzące IQ, inteligencję emocjonalną, zdolności orientacji w przestrzeni i dodatkowo testy sprawdzające prawdomówność ankietowanych.

A wystarczyło tylko wpisać do google "inteligencja mężczyzn i kobiet kontrowersje" aby uzyskać cały wachlarz informacji o tym problemie, w tym o kontrowersyjnych badaniach z taką lubością cytowanych przez JKM i ten prawicowy portalik. Tam też znajdziesz źródła tych badań, które ja przytoczyłem. Ja się zwalniam z obowiązku edukowania osób uporczywie broniących się przed wiedzą.

A co do historyków i innych humanistów i ich stosunku do socjobiologii i psychologii ewolucyjnej to wiadomo, że oni odrzucają je w całości. Muszą tak robić, bo w przeciwnym wypadku musieli by też stosować metodę naukową w swoich badaniach i przede wszystkim musieli by odrzucić badania z tezą założoną z góry, co jest typowe np. u historyków głównego nurtu. Nie przypadkiem w krajach cywilizowanych na uniwersytetach jest wyraźny podział na Science i Art & Humanities. Te drugie są oczywiście pożyteczne z różnych powodów, ale na pewno nie dlatego, że reprezentują Science.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Ja też mam ochote zakończyć już tę dyskusję, ale po prostu napisałeś nieprecyzjnie niestety.
L. Borowiec pisze:. Rozkład normalny w populacjach to raczej rzadka rzecz, .
Ja sprawdzałęm jaki jest rozkład inteligencji w populacji, a nie "kontrowersje między płciami", no i jak widać wszędzie dominuje ten rzadki rozkład normalny. Wg twoich teorii inteligencja męszczyzn wogóle nie ma rozkładu normalnego, no cóż tych przełomowych badań nie ma w sieci. Piszesz mi o "skrajnie prawicowy, konfederacyjny, mizoginiczny portal", no cóż wydaje mi sie ze podałem więcej źródeł niż tylko to, jak wpisze "inteligencja mężczyzn i kobiet kontrowersje" to dla równowagi wyskakują "portale skrajnie lewackie i feministyczne" :-)

Podsumowując, najwięcej wyjaśnił mi ten ostatni wpis o stosunku historii.
L. Borowiec pisze:.A co do historyków i innych humanistów i ich stosunku do socjobiologii i psychologii ewolucyjnej to wiadomo, że oni odrzucają je w całości. Muszą tak robić, bo w przeciwnym wypadku musieli by też stosować metodę naukową w swoich badaniach i przede wszystkim musieli by odrzucić badania z tezą założoną z góry, co jest typowe np. u historyków głównego nurtu. Nie przypadkiem w krajach cywilizowanych na uniwersytetach jest wyraźny podział na Science i Art & Humanities. Te drugie są oczywiście pożyteczne z różnych powodów, ale na pewno nie dlatego, że reprezentują Science..
za wiki:
Pewna część wczesnych, sensacyjnych odkryć dokonanych w obszarze psychologii ewolucyjnej i genetyki zachowania nie została potwierdzona w replikacjach. Głosy krytyki wobec wad metodologicznych genetyki zachowania pojawiały się już wcześniej, np. ze strony Ioannidisa i in. w 2001[10]. W połowie lat 2010. problem niskiej odtwarzalności wyników w wielu dziedzinach nauki dotarł do powszechnej uwagi jako „kryzys replikacji”.

Dzięki temu jestem pewien ze nie musze się w te tematy zagłębiać, to są po prostu byty równoległe. Również odrzucam je w całości. Zresztą zawsze wyznawałem zasadę że od psychologów i zwłaszcza psycholożek trzeba sie trzymać zdala. Podobnie będzie z psychologią ewolucyjna. Taka sama próba interpretacji świata jak inne. I nie jedyna ani najlepsza. Nie ma obowiązku być jej zwolennikiem.
Awatar użytkownika
Grzegorz Banasiak
Posty: 4468
Rejestracja: poniedziałek, 2 lutego 2004, 23:27
UTM: DC45
Lokalizacja: Skierniewice
Podziękował(-a): 2 times
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Grzegorz Banasiak »

Aneta pisze:Ach, biedne, oblane farbą pomniki, rzeczywiście ich cierpienie nie może się równać z tłuczeniem żywego ciała teleskopową pałką przez byczka z odrodzonego ZOMO. I biedni, opluci policjanci w pełnym wyposażeniu, zapewne przez to oślepienie śliną (a może znów atakiem morderczego flesza) łamiący rękę dziewiętnastolatce.
Minęłaś się z powołaniem. Pozostańmy przy swoich zdaniach.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

Grzegorz Banasiak pisze:
Aneta pisze:Ach, biedne, oblane farbą pomniki, rzeczywiście ich cierpienie nie może się równać z tłuczeniem żywego ciała teleskopową pałką przez byczka z odrodzonego ZOMO. I biedni, opluci policjanci w pełnym wyposażeniu, zapewne przez to oślepienie śliną (a może znów atakiem morderczego flesza) łamiący rękę dziewiętnastolatce.
Minęłaś się z powołaniem. Pozostańmy przy swoich zdaniach.
zamiast drwić z morderczego flesza, niech sobie kożanka błyśnie fleszem prosto w oko dwa razy z parunastu centymetrów, do tego w nocy, gdy żrenice sa rozszerzone. Cioci na imieninach też tak błyskasz???

https://pl.qaz.wiki/wiki/Flash_blindness

z instrukcji lampy:
Lampa błyskowa wytwarza silne światło. Nie należy jej używać bezpośrednio przed oczami.

tak więc oczywiste jest ze nikomu się nie błyska prosto w oczy i to zawodowy fotograf musi wiedzieć. Nawet jesli nie uszkadza wzroku, to jest nieprzyjemne i należy tego unikac.

Fotoreportera też obowiązują jakies zasady, akurat robię zdjęcia, kiedyś również weselne i reportażowe i jestem w stanie ocenić zachowanie osoby z aparatem. Rozumiem chęc zrobienia foty na pierwsza stronę GAZ WYB, ale fotoreporter nie moze być uczestnikiem zajść na pierwszej linii, ale ma być OBSERWATOREM. Filmik z tej sceny pokazuje że tak nie było, do tego kobieta nie jest widocznie oznakowana jako fotoreporterka (np żółta Kamizelka z napisem PRESS) a legitymacje ma powiezona na szyi, ja tam za bardzo nie widze, raczej jest ona gdzieś schowana, do tego w tak bliskim zwarciu raczej tego nie widac. Reporterka wyrażnie pcha się w pierwszej linii w tłumie na policjantów i złośliwie próbuje oślepić w sytuacji, gdy nie ma praktycznie szans na zdjęcie. Tak wiec trudno zidentyfikowąć jej zachowanie jako reporterki, a raczej jako uczestnika zajścia z aparatem (widac że tam co druga osoba ma aparat albo smartfon)

tu sobie można dokładnie obejrzeć, czy kopie, nie widze, ale na pewnio napiera na policjantów i błyska im prosto w oczy. Aha i filimik z reżimowego TVP info, bo na innych portalach dziwnym trafem go nie ma :-)

https://www.tvp.info/50942656/fotorepor ... policjanta

No i w sumie zero zdziwień, biorąc pod uwagę z jakiej redakcji akurat pochodzi i jakie ma prywatnie poglądy, po prostu nie była bezstronnym rejestratorem zdarzenia, chodziło o rozróbe z "reżimową policją" i zasłużenie się dla swojej redakcji. Udało się.
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

...no w końcu temat na miejscu :mrgreen: , a co Paweł powiesz na to https://www.youtube.com/watch?v=Ob0I2LC ... %C3%B3chII ,bo to mój ulubiony ateistyczny kanał ,nie wiem czy podchodzi pod lewactwo , bo sie nie znam na polityce, jestem zawsze w opozycji jak Kazik, o czym pewnie wiesz.Powiedz co sądzisz o tych "Panach"? .Możesz rozwinąć bo to hydepark...
:papa:
Rafał
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

PawełB pisze:Nawet jesli nie uszkadza wzroku, to jest nieprzyjemne i należy tego unikac.
Ale łamanie rąk tak, że trzeba je leczyć operacyjnie nieprzyjemne nie jest i unikać tego nie należy. Jasssne.
No i po takiej traumie fleszowej już chyba żaden policjant nie pójdzie do fotografa zrobić sobie zdjęcia do tych identyfikatorów, co to i tak ich nie noszą.
Awatar użytkownika
PawełB
Posty: 1612
Rejestracja: czwartek, 5 kwietnia 2007, 16:15
Specjalność: Rhopalocera
profil zainteresowan: Foto
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: PawełB »

stosujecie klasyczne trolowanie jak zwykle, wyjasniamy sprawę skandalcznego zachowanie reporterki, to rafął podrzucasz coś o kościele. Biskup też foty robił? A ty Aneta z policji będziesz sobie kpiła dopóki cie nie okradną i będziesz sama dzwoniła na komisariat :-) Generalnie atak na policję to powtórka lewackigo BLM z USA. Być może ten sam scenarzysta. A Pani Lempart właśnie pojechała po instrukcje do Brukseli, bo jej sie strajk wypala, pada śnieg, ida święta, normalne kobiety szykują wigilię i prezent. Czego i wam życzę

Może napiszcie coś o Thyssani Agrypinie??? Ja chociaz zadałem jedno pytanie w tym temacie. Jakby wyciąć wasze posty w tym temacie, było by całkiem ciekawie i nawet spójnie

PASS szkoda czasu
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

Paweł to jest hydepark skoro na wszystko masz odpowiedź, to odpowiedz...i tyle .Stoisz po ciemnej stronie mocy,o ile rozumiem Twoje prawicowe poglądy ,to chciałbym się przekonać czy jako człowiek jesteś w stanie powiedzieć kim są dla Ciebie ci panowie po tym filmidle bo o paniach psycholożkach i lampach błyskowych się wypowiedziałeś więc wypowiedz sie w temacie ...
:papa:
Rafał
Awatar użytkownika
Rafał Celadyn
Posty: 7243
Rejestracja: poniedziałek, 18 czerwca 2007, 17:13
UTM: CA-95
Lokalizacja: Młoszowa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Rafał Celadyn »

Awatar użytkownika
Wujek Adam [†]
Posty: 3305
Rejestracja: środa, 30 maja 2007, 20:17
UTM: DC98
Specjalność: Cerambycidae
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Wujek Adam [†] »

Ekhm, tiaaa, to na czym finalnie stanęliśmy?
Aha, na tym, że finalnie mój niniejszy wątek wylądował w "Hydeparku".
:P

Nie dam rady odnieść się w nim do wszystkiego, czego obecnie dotyczy, ale to i owo poruszę:

1.
Wiadome zdjęcie ściągnąłem z "fejsa" z profilu jednego z mych licznych, wirtualnych, entomologicznych znajomych. Nie pomnę już którego, a więc nie wiem kiedy, gdzie i przez kogo zostało zrobione. Lecz czy to ma kluczowe znaczenie a propos tego (wszystkiego), o czym tu rozmawiamy? 8)

2.
Mogę rozumieć, że ludzie doprowadzeni do ostateczności przestają zachowywać się parlamentarnie. Rozumem, że tym osobom, które przez ostatnie lata czują się przez rządzących ignorowane, wyśmiewane, poniżane, obrażane, poniewierane, gnębione, tłamszone, zastraszane, pozbawiane praw czy dyskryminowane, puszczają nerwy, a ich działania - wobec faktu nieskuteczności dotychczasowych działań - przybiera nowe formy. Nie bardzo rozumiem jednak, w jaki sposób pokazanie zdjęcia Thysania agrippina na fejsbukowej grupie wywołało falę prymitywnych, wulgarnych reakcji??? :mysl:

3.
Mój tytułowy eksperyment zaowocował smutnymi wnioskami, z którymi większość z zabierających tu głos zdaję się zgadzać. Na niniejszym forum doszło do prób wielopoziomowego zdiagnozowania problemu, tudzież uchwycenia przyczyn, a nawet praprzyczyn, dlaczego ludzie zareagowali tak, a nie inaczej? Jakkolwiek by tego nie tłumaczyć, cała sprawa ma przygnębiający posmak, a nikt z nas, bez względu na to, jakby na to zagadnienie nie patrzeć, nie tryska tu optymizmem. :cry:
Awatar użytkownika
Wujek Adam [†]
Posty: 3305
Rejestracja: środa, 30 maja 2007, 20:17
UTM: DC98
Specjalność: Cerambycidae
Lokalizacja: Warszawa

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Wujek Adam [†] »

PawełB pisze: Komentarz do załącznika  dołączonego do posta Rafała. Jakim prawem jakiś facet nazywa kobietę  (bez względu czy jest agresywna i czy wyraziła się wulgarnie ) kurewką!!

no kolejna kobieta, strach sie tu będzie wpisać. Niestety promujecie język marginesu. Rozumiem że protest bez ******** by nie wybrzmiał odpowiednio?? To wszystko tylko obrazuje jak nieskuteczne jest prawo "pisane" w Polsce, czesto demontowane  przez  "niezawisłe sądy". To niestety nie prowadzi do niczego dobrego, a wręcz do anarchizacji życia społecznego. Czyli sławetne "Róbta co chceta".

Kodeks wykroczeń

Zgodnie z art. 141 kodeksu wykroczeń używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym jest karalne. Wobec sprawcy może zostać zastosowana kara ograniczenia wolności, grzywny do kwoty 1.500,- zł albo kara nagany. Miejsce publiczne (inaczej ogólnodostępne) oznacza miejsce dostępne dla nieograniczonej liczby osób, które mogą tam przebywać bez szczególnego zezwolenia.

Słowa nieprzyzwoite – czyli jakie?

Słowa nieprzyzwoite to słowa, które powszechnie są uznawane za obelżywe/obraźliwe.  Nie ma ścisłego, prawnie uregulowanego katalogu wulgaryzmów. Każdorazowo słowa pod kątem ich “przyzwoitości” (czyli stosowności moralnej) oceniane są w kontekście panujących norm społecznych. Oceny tej dokonuje Policja ewentualnie, gdy dojdzie do postępowania sądowego – sąd. Organy te ustalają, czy dane słowo powszechnie uznawane jest za “nieprzyzwoite” (budzące zgorszenie). Przy codziennym używaniu języka, analiza, czy dane słowo jest poprawne i czy nie stanowi przekleństwa, odbywa się raczej intuicyjne. Jeżeli mamy wątpliwości, co do kwalifikacji danego wyrazu jako wulgaryzmu, lepiej powstrzymajmy się od używania go publicznie. Język polski jest bardzo bogaty i barwny. Zapewne znajdziemy synonim tego słowa.

Podsumowanie

Używanie słów nieprzyzwoitych w miejscach publicznych (ogólnodostępnych) (powszechnie uznanych za wulgarne) stanowi wykroczenie. Sprawca może zostać ukarany karą ograniczenia wolności, grzywny do kwoty 1.500,- zł albo kary nagany. Wypowiadanie zaś przekleństw, poza miejscami publicznymi, w pomieszczeniach zamkniętych i sytuacjach prywatnych np. w domu/mieszkaniu, gdy nie są stosowane jako określenie osoby lub mające na celu jej obrażenie, czy też wypowiadane w obecności dzieci, nie jest prawnie zabronione.

https://www.rp.pl/Prawo-karne/309249974 ... booku.html
https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/ ... cznym.html

a tu stosowanie :-)
https://tvn24.pl/poznan/gorzow-wlkp-ows ... ck-4750525
jak to napisał kiedyś prorok Orwell, wszystkie zwierzeta są równe, ale niektóre sa równiejsze. Owsiak odpowiadał 3 raz za to samo. Recydywa?
A można to wszystko skomentować dwoma słowami, będącymi powszechnie znanym cytatem z Klasyka:

Spieprzaj dziadu!

Daruj Pawle, to podsumowanie, a nie propozycja, ale skoro wątek i tak się spaczył i stoczył, nie dałem rady się powstrzymać. :D
Awatar użytkownika
Aneta
Posty: 16248
Rejestracja: czwartek, 6 maja 2004, 12:14
UTM: CC88
Lokalizacja: Kutno

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Aneta »

Wujek Adam pisze:Mogę rozumieć, że ludzie doprowadzeni do ostateczności przestają zachowywać się parlamentarnie. Rozumem, że tym osobom, które przez ostatnie lata czują się przez rządzących ignorowane, wyśmiewane, poniżane, obrażane, poniewierane, gnębione, tłamszone, zastraszane, pozbawiane praw czy dyskryminowane, puszczają nerwy, a ich działania - wobec faktu nieskuteczności dotychczasowych działań - przybiera nowe formy. Nie bardzo rozumiem jednak, w jaki sposób pokazanie zdjęcia Thysania agrippina na fejsbukowej grupie wywołało falę prymitywnych, wulgarnych reakcji???   :mysl:
Bo to są nieporównywalne zjawiska, wbrew temu co w tym wątku niektórzy usilnie - i celowo - próbowali zasugerować. Co uważam o nieparlamentarnych słowach na protestach było wyżej, natomiast Ty w poście inicjującym opisałeś ludzi, których jedyną refleksją na widok nieznanego jest rzucenie damą negocjowalnego afektu. Żeby nie było - w pewnych okolicznościach uważam taką reakcję za zrozumiałą ;) jeśli jednak nie idzie za nią nic innego, żadna iskierka nie zapali się pod czaszką to - tak jak piszesz - mało optymistyczne.
PawełB pisze:ida święta, normalne kobiety szykują wigilię i prezent.
Na przekór wizjom pewnych osób nie cała Polska jest katolicka czy nawet chrześcijańska i nie każda kobieta uważa kuchnię za centrum swojego wszechświata. A określenie "nienormalny" padające z prawackiej strony to dla mnie komplement 8)
Awatar użytkownika
Dark
Posty: 865
Rejestracja: czwartek, 3 marca 2005, 00:14
UTM: EC07
Specjalność: Coleoptera saproksyliczne
profil zainteresowan: Fotografia Mikrofotografia Podróże
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Thysania agrippina w odbiorze społecznym - smutny eksperyment.

Post autor: Dark »

No proszę. Wątek trafił do Hyde Parku... i może i dobrze ;)

Nawiązując do głównego i początkowego wątku (przepraszam za nadmiar cudzysłowów). Wujku Adamie, ty się ciesz, że nie zajmujesz się pająkami :mrgreen: Tu jest jeszcze gorzej niż z owadami. Po prostu jatka w najczystszej postaci. Między innymi z tego powodu, kilka miesięcy temu, wycofałem się niemal zupełnie z Facebooka, bo już nie mogłem znieść wpisów w stylu "kill it with fire", "zabij kapciem", "gdzie jest muchozol" itp. Dodając do tego styczność z wszelkiej maści "foliarzami", antyszczepionkowcami, klimatycznymi denialistami, kreacjonistami i religijnym talibanatem... po prostu straciłem serce do wszelkiej dyskusji, bo to było jak kopanie się z koniem.

W sumie nie mam już specjalnie większej nadziei. Przez wiele lat, na zajęciach które prowadziłem na uczelni, w Centrum Edukacji PAN i w ramach uniwersytetów dzieci lub bezpośrednio w szkołach, nawet w kilku programach w TVP, przetoczyło się minimum kilka tysięcy dzieciaków i młodzieży. Próbowałem w nich zaszczepić, przynajmniej ogólnie, zainteresowanie bezkręgowcami, a na pewno jakąś formę wyleczenia z "fobii", kreowanej najczęściej przez otoczenie. Starałem się również przybliżać piękno tych organizmów pokazując swoje zdjęcia. Niestety, doceniało to raczej tylko niewielkie grono. W sumie fakt. Portale społecznościowe tworzą swego rodzaju "bańkę medialną" i pewnie wyświetlałem się tylko zainteresowanym osobom. Gdy zdjęcie trafiało na jakieś mniej "spersonalizowane" forum, zaczynał się festiwal obrzydzenia, gniewu i przekleństw...
Kolejna rzecz. Niestety, cały mój osobisty wkład (i pewnie innych osób, siedzących w edukacji przyrodniczej) ma się nijak swoim wpływem do np. "artykułów" pojawiających się na różnych portalach, pisanych przez "dziennikarzy" o: "morderczych pająkach w Biedronce", "śmiertelnie groźnych robakach", "kleszczach - niebezpiecznych owadach (sic!)", które trafiają do znacznie szerszego grona odbiorców. Kreują i utrwalają negatywny obraz stawonogów w społeczeństwie, które łyka takie medialne newsy jak głodne pelikany. W sumie orka na ugorze... Tak więc nie dziw się. Ktoś kiedyś powiedział, że Internet był początkowo błogosławieństwem. Bardzo szybko stał się też najgorszym przekleństwem, bo można tu rozpowszechniać wszelkiej maści bzdury.

W kwestii dyskusji pobocznej (a może i głównej ;-) )... w zasadzie podpisałbym się pod wpisami Anety "rękami i nogami". Jak można dyskutować ze stroną, która swoją pychą i arogancją oraz totalną ignorancją (zarówno dla oponentów jak i prawa) nie daje szansa na żadną rzeczową dyskusję? Jakakolwiek reakcja pojawia się dopiero gdy "jedzie się po bandzie". Tu też straciłem jakąkolwiek nadzieję na sensowne rozwiązanie. Może do następnych wyborów. Pozostały mi więc tylko satyra, sarkazm i wisielczy humor...

Cóż... aby było entomologicznie :laugh: W końcu to Hyde Park ;) EOT w temacie. Peace, piwo i czegokolwiek sobie życzycie w nadchodzącym, miejmy nadzieję, lepszym roku :birra:
Załączniki
Carabusy też TO wiedzą ;)
Carabusy też TO wiedzą ;)
Pokaż obraz w oryginalnym rozmiarze (305.82 KiB)
ODPOWIEDZ

Wróć do „*** HYDEPARK ***”